fbpx
Self-publishing czy wydawnictwo? Jak zrealizować marzenie i wydać swoją książkę
Artykuły,  Biznes i marketing,  Warsztat pisarza

Self-publishing czy wydawnictwo? Oto jest dylemat autora

Czy masz już swojego e-booka? Jeśli tak, być może zastanawiasz się, czy nie nadeszła pora na kolejny krok – wydanie własnej książki w tradycyjnym formacie. Skoro innym się udaje, dlaczego Tobie ma nie pójść?

Albo inaczej.

Maszynopis skończony. Bohaterowie dopieszczeni. Rozwój akcji zaskakuje. Kilkanaście wysłanych e-maili z propozycją książki. Nikt nie odpowiedział. Słyszysz od znanych blogerów, że wydawcy żerują na osobach z dużą liczbą fanów i szukają tylko tego, co się sprzeda. Zastanawiasz się, czy nie lepiej, zamiast czekać na łaskę innych, wziąć sprawy w swoje ręce i dołączyć do grona self-publisherów.

Ci wstrętni wydawcy…

Jeszcze niedawno self-publishing polegał na przepisywaniu tekstów przez kalkę (ręcznie, później na maszynie). Potem zaś rozdawało się swoją książkę wśród znajomych lub mniej znajomych. Teraz, gdy bez problemu można wykorzystać bezpłatne programy do składu (na upartego nawet w Wordzie da się „złożyć” książkę), a każde większe ksero oferuje usługi poligraficzne, wydanie swojej książki w tradycyjnym formacie nie wydaje się być już czymś tak trudnym i wyjątkowym. Jeśli ma się trochę więcej pieniędzy, można skorzystać z usług jednego z wydawnictw oferujących wydanie i sprzedaż książki, gdy autor poniesie koszty z tym związane.
Coraz częściej słyszę z ust influencerów (nazywam tak ogólnie osoby działające online i mające dużą rozpoznawalność, najczęściej dzięki swojej wartościowej pracy), że najlepiej wydać książkę samemu, bo wydawnictwa żerują na rozpoznawalności blogerów i chcą mieć łatwy zarobek dzięki nim, mało płacą, nie podejmują ryzyka związanego z wypuszczeniem na rynek nowego autora itp. Wiem, że takie twierdzenia nie wynikają ze złej woli, a raczej z niewiedzy, złych doświadczeń (swoich lub innych). Są one prawdziwe w tym sensie, że takie sytuacje mają miejsce, ale powodują złudne wrażenie u potencjalnych autorów, że wystarczy zbudować swoją markę i cyk, książki będą się same sprzedawać, a autor zostanie drugim Stephenem Kingiem albo J.K. Rowling. Na pohybel wydawcom – niech sczezną!
Pracuję w branży wydawniczej od ponad 15 lat i znam dobre oraz gorsze strony zarówno self-publishingu, jak i wydawania książek w wydawnictwie. Dlatego z kilkoma mitami chciałam się rozprawić i kilka prawd oczywistych, o których osoby niezwiązane z branżą nie zdają sobie sprawy, objawić. Tak, żeby wszyscy zastanawiający się nad swoją drogą wydawniczą, mogli podjąć dobrą dla siebie decyzję.

Przed Tobą 11 przystanków na drodze do własnej książki.

Po pierwsze: każde wydawnictwo chce mieć swojego Harry’ego Pottera i swoją Olgę Tokarczuk

Takiego autora i taką książkę lub serię, która będzie lokomotywą dla wydawnictwa, wieloletnim hitem i marką związaną z wydawcą. Wydawcy chcą wydawać książki, które będą się sprzedawać, to normalne w biznesie. Tak jak osoba sprzedająca mydła, swetry albo kursy online też chce, żeby się sprzedawały. Są książki, o których wiadomo, że będą kupowane, bo popularny jest jakiś format lub temat. Takie publikacje wydaje się w kilkunasto- lub nawet kilkudziesięciotysięcznych (licząc dodruki) nakładach, korzystając z chwili zainteresowania. Wiadomo również, że jeśli uda się przyciągnąć jakiegoś rozpoznawalnego już autora, łatwiej jest z promocją i znalezieniem klientów, zwłaszcza gdy autor ten ma swoich wiernych fanów. Ale, uwierzcie mi, każdy wydawca szuka swojego Świętego Graala. Książki, która będzie tylko jego, której pomysł inni będą kopiować (jak na przykład 50 twarzy Greya). Indiana „Wydawca” Jones jeździ w poszukiwaniu Graala na różne zagraniczne targi książki, sprawdza, co jest modne lub co zaczyna być modne. Gdy ktoś ma dobrego nosa, to wyprzedzi konkurencję i to jego będą kopiować. Nasz wydawniczy poszukiwacz zachęca również do przesyłania mu propozycji, bo szuka swoich autorów, czyli takich, którzy przyniosą zysk i rozpoznawalność nie tylko sobie, ale i firmie, wiążąc się z nią na dłużej i jej zawdzięczając popularność.

Gdy autor jest rozpoznawalny i ma swoich fanów, wiadomo, że część nakładu sprzeda się sama. Są wydawnictwa, które działają w ten sposób, przyciągając znane nazwiska i sprzedając produkt zwany książką, niezależnie od poziomu. Po pierwsze jednak, nie wszystkie tak działają i jest wiele takich, w których, jeśli osoba nie ma nic ciekawego do powiedzenia, a znana jest z tego, że jest znana, nic jej nie zaproponują. A po drugie, są też wydawnictwa, które owszem, wydają książki ze względu na popularność autora, ale dzięki temu mogą pozwolić sobie na ryzykowanie i wydawanie również książek, o których nie wiadomo, czy będą hitem, czy może nawet jeden nakład się nie wyprzeda. Ale próbują, bo wierzą w daną książkę i, jak pisałam wcześniej, szukają swojego Graala.

Po drugie: pokaż wydawcy, że nie jesteś jednym z wielu

Nie jest prawdą, że nikt w wydawnictwie nie czyta propozycji. Jedne częściej, drugie rzadziej, ale czytają. Tylko że większość nadsyłanych tekstów jest słaba lub wtórna. Mimo przekonania ich autorów o wyjątkowości. Jeśli uważasz, że Ty jesteś wyjątkowy – pokaż to wydawcy. To trochę jak z rozmową o pracę.

  • Zanim wyślesz cokolwiek do wydawnictwa, zapoznaj się z  jego profilem, bo może okazać się, że Twoja propozycja w ogóle nie pasuje do wydawcy. Nie ma sensu wysyłanie na pałę do wszystkich, licząc, że a nuż się uda.
  • Wybierz kilka wydawnictw, które wydają podobne książki do Twojej albo do których Twoja książka będzie pasować. Jeśli Twoja propozycja jest ambitna i artystyczna, mniejszy sens ma wysyłanie jej do wydawnictwa posiadającego w swojej ofercie książki marketowe, kioskowe, do przeczytania na raz. Mało prawdopodobne, że wzbudzisz wówczas czyjeś zainteresowanie. Książka ambitna to zawsze ryzyko. Niektóre wydawnictwa po prostu nie ryzykują.
  • Wysyłanie swojej propozycji z wiadomością o treści: „Lubię pisać różne rzeczy, może będą Państwo zainteresowani…”, „Opowiadam moim dzieciom bajeczki do snu i bardzo im się podobają, więc przesyłam Państwu…”, „Moja mama uwielbia moje wiersze i uważa, że powinienem je wydać…”, już na wstępie zmniejsza szansę zainteresowania publikacją.
  • Zamiast tego w treści wiadomości można nawiązać do profilu wydawnictwa, pokazując, jak Twoja książka wpisuje się w wizję firmy; podpowiedzieć, że jakiś trend jest modny np. w Anglii, a Ty masz podobną propozycję po polsku i może warto być pierwszym na rynku; zaintrygować tematem, którego jeszcze nikt nie podjął – to naprawdę pomaga.

Pages: 1 2 3 4

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.