fbpx
Lalka, Apollin, Izabela Łęcka
Artykuły,  Kultura,  Literatura

“Lalka” – powieść miłosna, w której nikt nikogo nie kocha. Lekcja 2: Izabela mówi o sobie

Po pierwszej lekcji z niemiłości w Lalce wiemy już, że wbrew temu, do czego przyzwyczaiła nas uczniowska lektura, relacje damsko-męskie w XIX wieku nie były mniej skomplikowane niż obecnie. Żadna tam idealna, romantyczna miłość lub zdroworozsądkowy związek, ale wszystko naraz, na przemian, wymieszane itp. Jak to w życiu. Mamy też świadomość tego, że Prus pisał powieść z pewnymi założeniami, również kulturowymi i sposób zbudowania powieści wpływa na to, jak czytelnik postrzega bohaterów. Czas zatem na to, żeby wziąć pod lupę Izabelę, tę zepsutą arystokratkę, która szlachetnego kupca nie chciała.

Czyja to wina?

Na początek cytat z pewnego blogu parentingowego:

Każdy komunikat – tym bardziej jeśli jest on powtarzany – rezonuje w młodym człowieku, wpływa na jego postrzeganie siebie i świata, na poczucie własnej wartości, na umiejętność budowania relacji ze sobą, z innymi ludźmi i zdrowie psychiczne – na całe życie. I nie popadam tutaj ani odrobinę w przesadę.

Magdalena Boćko-Mysiorska, blog

My również, nie popadając w przesadę, przypatrzmy się, z jakimi komunikatami stykała się od najmłodszych lat Izabela. Gdyby tak autor oddał głos Izabeli, co mogliby usłyszeć odbiorcy książki?

Jestem jedynaczką. Od zawsze rozpieszczaną, chwaloną, przekonywaną, że zostałam stworzona do wyższych celów. Tak wychowywano większość arystokratycznych panien. Nie ma w tym an mojej winy, ani zasługi. W poczuciu wyjątkowości, wzmacnianym nieustannie przez otoczenie, weszłam w dorosłe życie. W moim świecie oznaczało ono znalezienie dobrej partii i wyjście za mąż, bycie ozdobą domu, urodzenie dzieci, zadbanie o ich dobre wychowanie, dochowanie wierności mężowi. Ale przecież jestem wyjątkowa, nie mogę być żoną byle kogo. Owszem, wybieram, bo wierzę (młodzieńczą naiwnością), że spotkam „tego jedynego”, który będzie odpowiadał mi wyglądem, charakterem i bogactwem. Dlaczego mam w to nie wierzyć, skoro słyszę o tym od wszystkich naokoło. Nie chcę być towarem. Jestem wyjątkowa, niepowtarzalna, a nie jedną z wielu na rynku matrymonialnym. To ja chcę oglądać i decydować, a nie być oglądaną.

Portret nieznanej kobiety, ok. 1875, fot. Walery Rzewuski (źródło: polona.pl)
Portret nieznanej kobiety, ok. 1875, fot. Walery Rzewuski (źródło: polona.pl)

Mam 25 lat. Niezamężna kobieta w tym wieku to już stara panna. Ojciec zbankrutował. Stracił również mój posag. Wykruszają się ci adoratorzy, którzy nie chcą żenić się ze zubożałą arystokratką. Okazuje się, że jednak jestem towarem, którego główną wartość stanowi dziedziczony majątek. Czuję na sobie te ciekawskie, współczujące, pogardliwe, ironiczne spojrzenia. Podobno jestem sama sobie winna. Co złego zrobiłam? Przecież mówiliście, że jestem wyjątkowa. Że należy mi się to, co najlepsze. Więc będę robić tak, jak mi pasuje. I jeśli mam być towarem, to sama zdecyduję, komu zostanę sprzedana.

Tak to przynajmniej sobie wyobrażam[1]. Pojawia się wówczas zrozumienie dla bohaterki. Nie usprawiedliwianie, a właśnie zrozumienie. Nie znając innego życia, utwierdzana przez najbliższych o swojej wyjątkowości, nie potrafiła nie być wyjątkowa.

Opis Izabeli, jaki funduje nam narrator Lalki, jest nieco ironiczny. Zaś ironia przykrywa to, co rzeczywiście dobrego o pannie się można powiedzieć. To nie była zła kobieta. Doceniała pracę swoich służących, wiedziała, że są ludzie, którym źle się wiedzie i pomagała im jak mogła. Była szczera w swoim okazywaniu miłosierdzia ubogim. Tak jak potrafiła. Tak jak została wychowana.

Poza tym była to kobieta wyjątkowo pewna siebie i pewna tego, w co wierzy i czego chce. Autorka biografii Bolesława Prusa podsumowała ją tak:

Budując postać hrabianki, Aleksander wspiął się na wyżyny pisarskiego kunsztu i sprawił, że stała się kimś niemal namacalnym. Żadna z bohaterek uwielbianego przez publikę Henryka Sienkiewicza nie mogła dorównać jej wewnętrzną głębią. Na tle literackich kobiet, skromnych towarzyszek albo pocieszycielek mężczyzn, Izabela wyróżniała się tak bardzo, jakby pochodziła z innej epoki. Była wolna, namiętna, zdradliwa, czuła, egoistyczna, bezpardonowa i sprytna. Jej wielka walka o zachowanie pozycji społecznej i ostentacyjna brutalność, z jaką deptała uczucia Wokulskiego, świadczyły o jej niezależności i czyniły ją kobietą emocjonalnie szczerą. Batalia, jaką stoczyli na łamach powieści kupiec i hrabianka, kończyła się wygraną kupca, ale obydwoje byli dla siebie równorzędnymi przeciwnikami.

M. Piątkowska, “Prus. Śledztwo biograficzne“, Kraków 2017, s 319-320.

I choć nie ze wszystkim w tej analizie bym się zgodziła, to jednak widać wyraźnie, że Łęcka była kimś więcej niż tylko zepsutą arystokratką.

Głównym pragnieniem Izabeli było zachowanie swojego dotychczasowego życia. Zgodnie z tym, że nie wyobrażała sobie życia w innym. Taką możliwość dawały jednak bardzo konkretne założenia:

Rozumiejąc, że wielki świat jest wyższym światem, panna Izabela dowiedziała się powoli, że do tych wyżyn wzbić się można i stale na nich przebywać tylko za pomocą dwóch skrzydeł: urodzenia i majątku. Urodzenie zaś i majątek są przywiązane do pewnych wybranych familii, jak kwiat i owoc pomarańczy do pomarańczowego drzewa.

B. Prus, “Lalka”, Kraków 2017, s. 68.

Mimo że afekt Wokulskiego był ogromny, dla niej nie oznaczał nic nobilitującego. Być takim nie mógł, skoro przeznaczone jej było cudowne życie. Poczucie wyjątkowości i strach przed utratą tego, co znała, wpływał stosunek Izabeli do instytucji małżeństwa w ogóle.

Bardzo też jest możliwym, że dobry Bóg widząc dwie dusze z pięknymi nazwiskami, połączone węzłem sakramentu, pomnaża ich dochody i zsyła im na wychowanie aniołka, który w dalszym ciągu podtrzymuje sławę rodów swoimi cnotami, dobrym ułożeniem i pięknością. Stąd wynika obowiązek oględnego zawierania małżeństw, na czym najlepiej znają się stare damy i sędziwi panowie. Wszystko znaczy trafny dobór nazwisk i majątków. Miłość bowiem, nie ta szalona, o jakiej marzą poeci, ale prawdziwie chrześcijańska, zjawia się dopiero po sakramencie i najzupełniej wystarcza, ażeby żona umiała pięknie prezentować się w domu, a mąż z powagą asystować jej w świecie.

B. Prus, “Lalka”, s. 68.

„Trafny dobór nazwisk i majątków” – to były wyznaczniki dobrego zamążpójścia. Nie miłości – zamążpójścia. Izabela jak najbardziej pozostawała w paradygmacie miłości romantycznej. Wielka, idealna miłość to uczucie, które nigdy się nie spełnia. Obdarza się nim posąg Apollina czy prowincjonalnego skrzypka, ale nikt nie łączy go z małżeństwem. Tam króluje miłość chrześcijańska – nie ta szalona. Spoiler alert: u Wokulskiego było zaś trochę inaczej i dlatego miał problem, o czym będzie w lekcji trzeciej.

Kryteria Łęckiej, według których wybierała męża, były jasne i wcale nie dziwne w tym czasie, zwłaszcza w środowisku arystokracji:

Po przejściu pierwszego niesmaku panna Izabela zrozumiała, że małżeństwo trzeba przyjąć takim, jakie jest. Była już zdecydowana wyjść za mąż, pod tym wszakże warunkiem, aby przyszły towarzysz — podobał się jej, miał piękne nazwisko i odpowiedni majątek. Rzeczywiście, trafiali się jej ludzie piękni, majętni i utytułowani; na nieszczęście jednak, żaden nie łączył w sobie wszystkich trzech warunków, więc — znowu upłynęło kilka lat.

B. Prus, “Lalka”, s. 69.

A potem to już wiadomo – utrata majątku, posagu, przyjaciół i w końcu zostali jej „starsi panowie dwaj, już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj”, którym była Izabela. Wkrótce pojawiają się też inni pretendenci, ale znów: żaden nie ma wszystkich pożądanych cech na raz. Marszałek i baron – z pieniędzmi, z arystokracji, ale starzy i dla Łęckiej obleśni. Wokulski – nie stary, ale również nie Apollin, z pieniędzmi, ale bez szlachetnego urodzenia. Starski – młody i przystojny, arystokrata, bez pieniędzy (choć po prawdzie on rzeczywistym kandydatem na męża nigdy nie był). Żadnego z nich nie kocha i kochać nie zamierza. Drogie czytelniczki, kogo wy byście wybrały?

Izabela ma wcale ciężki orzech do zgryzienia. Wychowana na księżniczkę, żyjąca w przekonaniu, że jest wyjątkowa, musi się sprzedać – za wygląd kandydata, jego urodzenie lub majątek. Tu nie ma dobrego wyjścia.

Do Łęckiej jako bohaterki literackiej przylgnęło określenie: zepsuta arystokratka. Zepsuta przez kogo? Siebie samą? Rodzinę? Społeczeństwo?

Nawet Wokulski w jakiejś przytomności umysłu stwierdza:

Przyczyną klęsk świata nie są Starscy ani im podobni, ale przede wszystkim głupota ich ofiar. A znowu ani Starski, ani panna Izabela, ani pani Ewelina nie spadli z księżyca, tylko wyhodowali się w pewnej sferze, epoce i wśród pewnych pojęć. Oni są jak wysypka, która sama przez się nie stanowi choroby, ale jest objawem zakażenia społecznych soków. Co się tu mścić nad nimi, po co ich tępić…

B. Prus, “Lalka”, s. 845.n

Co wolno wojewodzie, to nie tobie, kobieto

Do czego idealnej Izabeli potrzebny był mężczyzna?

Szukając odpowiedzi na to pytanie, trzeba wziąć pod uwagę ówczesne realia. W XIX-wiecznym małżeństwie sfera seksualna sprowadzona była do funkcji reprodukcyjnej[2]. Zaspokajanie potrzeb seksualnych odbywało się przez romanse czy płatny seks. Kobiety zbyt dużego wyboru nie miały i musiały znaleźć sobie inne sposoby na rozładowanie tzw. napięcia. Było to podyktowane kulturowym i religijnym wymogiem czystości i niewinności. Według niego oceniano zachowanie kobiety. Potwierdza to, niby wyłamujący się ze schematów, Wokulski w rozmowie z Wąsowską. Ta próbuje pokazać niesprawiedliwość oceny romansowych zachowań kobiet i mężczyzn:

Kiedy kobieta, w pewnej epoce życia, marzy o idealnej miłości, wyśmiewacie jej złudzenia i domagacie się kokieterii, bez której panna jest dla was nudna, a mężatka głupia. A dopiero gdy dzięki zbiorowym usiłowaniom pozwoli prawić sobie banalne oświadczyny, patrzeć słodko w oczy, ściskać za ręce, wówczas z ciemnego kąta wyłazi jakiś oryginalny egzemplarz w kapturze Piotra z Amiens i uroczyście wyklina kobietę stworzoną na obraz i podobieństwo Adamowych synów. „Tobie już nie wolno kochać, ty już nie będziesz nigdy prawdziwie kochana, bo miałaś nieszczęście znaleźć się wśród jarmarku, boś straciła złudzenia!” A któż ją z nich okradł, jeżeli nie pańscy rodzeni bracia?… I cóż to za świat, który naprzód obdziera z ideałów, a potem skazuje obdartego?

B. Prus, “Lalka”, s. 581.

Zaś Stach, bardzo logicznie oczywiście i bez emocji (w przeciwieństwie do rzecz jasna „pąsowiejącej” interlokutorki), wyjaśnia, że nikt nie ocenia mężczyzn według kryteriów niewinności i anielskości, oni sami też do takiego samookreślania się nie mają pretensji. Natomiast kobiety same o sobie lubią się wypowiadać w tym tonie, tego się od nich oczekuje, wobec tego surowo są sądzone za łamanie norm. A mówiąc jeszcze inaczej – mężczyźni żadnych tych norm kulturowych dotyczących zachowań seksualnych nie łamią, bo one ich nie dotyczą. Tak po prostu jest i należy się z tym pogodzić. Przypominam, że twierdzi tak człowiek, którego mierzi arystokratyczna etykieta salonowa.

Portret Kazimiery Dunin-Borkowskiej z Fredrów, ok. 1870, fot. Stanisław Rodecki
Portret Kazimiery Dunin-Borkowskiej z Fredrów, ok. 1870, fot. Stanisław Rodecki (źródło: polona.pl)

Flirtująca ze Starskim Izabela, będąca po słowie z Wokulskim, łamie te zasady. Starski to bawidamek i człowiek bez honoru, ale to wina Łęckiej, że zgodziła się na taką z nim relację. Wina „głupiej ofiary”, jak czytaliśmy u Wokulskiego. Dlatego to Izabela jest tą złą. Bo już flirtujący z Wąsowską (fakt, że wdową) Stanisław, któremu przychodzi na myśl, że „kąsałby ją”, jest całkowicie usprawiedliwiony i nikt, nawet ponad sto lat później, nie ma do niego o to pretensji.

Kobietom pozostawało zatem szukanie innych dróg do zaspokajania swoich potrzeb[3]. Izabela na przykład korzystała ze swojej wyobraźni, z małą pomocą wyjątkowej rzeźby. Kupiła sobie posąg Apollina, który dostarczał jej potrzebnych doznań. Mamy tu bardzo odległe skojarzenia z plakatami Backstreet Boys, New Kids on the Block, a obecnie to nie wiem, bo moja córka jeszcze nie jest nastolatką. I tak, Łęcka w wieku lat 25 zachowuje się jak nastolatka. Posąg Apollina co chwila zmienia rysy, dostosowując się do aktualnych sympatii swojej właścicielki. Te zaś były wyjątkowo niestałe: Starski, Szestalski, Molinari, a nawet przez krótką chwilę Wokulski. Stach był jednak sytuowany przez Izabelę w gronie potencjalnych kandydatów na męża, nie żywiła więc wobec niego żadnych gwałtownych uczuć, a jedyne, co mu poświęcała, to chłodną (albo w miarę chłodną) kalkulację.

Izabela ma swoją wizję relacji damsko-męskich, również w sferze erotycznej. To, że jest ona daleka od rzeczywistości, to już inna sprawa. Niemniej, pozbawiona tego, co wolno było mężczyznom i niektórym kobietom w relacjach intymnych, Łęcka, niczym wyzwolona i świadoma swoich potrzeb dwudziestowieczna kobieta, bierze sprawy w swoje ręce.

Ta wyrachowana Izabela

Dziedziczka upadłej fortuny zdawała sobie sprawę z tego, że Wokulski jest wyjątkowy w tej grupie absztyfikantów starających się o jej rękę. Ta niejednoznaczność działała na korzyść Stacha, przykrywając nawet jego kupieckość. W końcu też przeważyła szalę na jego korzyść, kiedy Łęcka przyjęła oświadczyny (swoją drogą ja bym się nie domyśliła z tej sceny, że Wokulski prosi ją o rękę. No ale ja się również nie zorientowałam w pierwszym momencie, że mój mąż mi się oświadcza, więc mogę się nie znać).

Przy czym to, że Izabela zgodziła się w końcu wyjść za mąż za Stanisława, wcale nie oznaczało, że wiedziała, na co się godzi. W drugą stronę działało to zresztą tak samo.

O tej samej godzinie pani Wąsowska była z wizytą u panny Izabeli i dowiedziała się od niej, że Wokulski został przyjęty.
– Nareszcie… – rzekła pani Wąsowska. – Myślałam, że nigdy się nie zdecydujesz.
– Więc zrobiłam ci przyjemną niespodziankę – odpowiedziała panna Izabela. – W każdym razie jest to idealny mąż: bogaty, nietuzinkowy, a nade wszystko człowiek gołębiego serca. Nie tylko nie jest zazdrosny, ale nawet przeprasza za podejrzenia. To mnie ostatecznie rozbroiło… Prawdziwa miłość ma zawiązane oczy. Nic mi nie odpowiadasz?
– Myślę…
– O czym?
– Że jeżeli on tak zna ciebie, jak ty jego, to oboje bardzo się nie znacie.
– Tym przyjemniej zejdzie nam miodowy miesiąc.
– Życzę…

B. Prus, “Lalka”, s. 763-764

To nie wyrachowanie Izabeli, a twarda ocena rzeczywistości każe jej przyjąć Stanisława. Żeby zaś nie czuć się tak do końca jako towar, sama przed sobą nadaje narzeczonemu cechy pozytywne, po to, by osłodzić sobie wybór i uczynić całą tę sytuację znośniejszą.

Wokulski Izabeli nie pociągał, nie wiadomo, czy wiedziała, że ona go również nie (o czym będzie w lekcji trzeciej). Izabela, w której zakochał się kupiec galanteryjny, była wytworem jego wyobraźni. Wokulski, którego przyjęła panna Łęcka, również był dostosowany do jej wyobrażeń. To żadna nowość, oczywiście, i nic nadzwyczajnego nie tylko w XIX wieku, gdy na porządku dziennym były aranżowane małżeństwa, a narzeczeni nie mieli okazji, by się poznać, bo ciągle ktoś im towarzyszył. Podobnie dzisiaj, tym razem bez obecności przyzwoitki, ludzie wchodzą w związki, nie znając się albo kochając swoje wyobrażenia, a nie rzeczywiste osoby.

Lektura Lalki jako lekcji na temat tego, czym jest miłość, a czym nie jest i jak nie należy kochać, daje interesującą perspektywę również dla nas, żyjących w XXI wieku.

Kwestia kobieca

Jedną ze społecznych kwestii podejmowanych w tzw. literaturze pozytywistycznej, była edukacja kobiet. Gdy przypatrzymy się bliżej postaciom kobiecym w powieściach, nowelach (ale już nie w poezji), to bardzo często zobaczymy pewne modele niewieście. Mają one oczywiście funkcję perswazyjną. „Kobieto – ucz się. Rodzice – dbajcie o edukację Waszych córek. Inaczej skończą na bruku”. Sztandarowym przykładem takiej literatury jest znakomita powieść tendencyjna Elizy Orzeszkowej Marta. Polecam uwadze, gdyż czyta się to jak najlepszy wyciskacz łez. Tak, płakałam podczas lektury. (Fakt – łatwo się wzruszam).

Tytułowa bohaterka to kobieta z dobrego domu, mężatka, matka małej dziewczynki. Wiedzie spokojne, szczęśliwe, uporządkowane życie. Do czasu, kiedy jej mąż nagle umiera, a ona zostaje sama, bez pieniędzy, bez pomocy rodziny. Próbuje podjąć różne prace, ale okazuje się, że choć wiele potrafi (np. szyć, mówić po francusku), to żadna z tych umiejętności, typowych dla szlachetnej panienki, nie jest na na tyle wysokim poziomie, by mogła się z tego utrzymać. W pewnym momencie spotyka dawną znajomą, która z kolei wybrała podobno najstarszy zawód świata. Marta ma coraz mniej pieniędzy, coraz mniej perspektyw. Zakończenia zdradzać nie będę, może ktoś zajrzy do książki.

Często kobiece bohaterki były zestawiane ze sobą na zasadzie przeciwieństwa. W ten sposób autor podbijał dobre i złe cechy, wpadając w ton moralizatorski. Tak jest na przykład w Nad Niemnem. Mamy pracowitą Justynę i Emilię z wiecznym globusem. No oczywiście, że czytelnicza sympatia jest po stronie Justyny.

Trzy kobiety. Po 1885 r., fot. z Zakład Fotograficzny Kostka i Mulert (Warszawa) (źródło: polona.pl)
Po 1885 r., fot. z Zakład Fotograficzny Kostka i Mulert (Warszawa) (źródło: polona.pl)

A w Lalce? Skromna i pracowita Stawska, szczera Wąsowska, idealna prezesowa Zasławska, kłótliwa baronowa Krzeszowska, upodlona Marianna, wyniosła Izabela.

Helena Stawska samotnie zajmuje się córką po zaginięciu męża, pracuje ponad siły, by córce było dobrze.

Kazimiera Wąsowska, wdowa, inteligentna, ma silną osobowość i nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Prezesowa Zasławska to kobieta szlachetna, która swoim majątkiem rozsądnie gospodaruje, przeznaczając go również na cele dobroczynne.

Baronowa Krzeszowska z kolei to intrygantka, nieprzyjemna w obejściu, hipokrytka – uosobienie, wraz z mężem, najgorszych cech arystokracji.

Marianna – prostytutka o dobrym sercu, którą Wokulski sprowadza na dobrą drogę (choć jednocześnie nazywa ją bydlęciem), po resocjalizacji u magdalenek stara się prowadzić pracowite i uczciwe życie.

Na ich tle Izabela wcale nie jawi się jako ta najlepsza. No chyba że we własnych oczach. Wpisuje się również w opozycję kobieta pracowita i kobieta pasożyt. Zaś w tle dźwięczy delikatna sugestia, że pasożytniczy tryb życia panny Łęckiej, deprecjonuje wszelkie jej miłosierne i dobre odruchy.

W subtelny sposób zostaje również obalony argument o wpływie wychowania i środowiska na charakter Izabeli. Wszak można być bogatym, a jednocześnie szlachetnym i nie mającym względów na pochodzenie – jak prezesowa. Łęcka nie ma szans na wytłumaczenie się.

I znów – czytelnicze sympatie są przez autora jasno ukierunkowane. Choć znów, gdyby bliżej przyjrzeć się każdej z bohaterek, okazałyby się one wcale nie tak jednoznaczne.

Niejakiej pikanterii dodaje sprawie fakt, że jeżeli wnikliwiej czytamy wypowiedzi na temat kobiet, umieszczone przez autora w ustach bohaterów, również tych pozytywnych, okazuje się, że ogólny ich obraz wcale pozytywny nie jest. Spójrzmy chociażby na ostatnią sceną powieści, gdy rozmawiają ze sobą Ochocki i Szuman:

W tej samej porze u doktora był Ochocki i opowiadał mu, że wczoraj z rana powrócił z Petersburga, a w południe odprowadzał na pociąg wiedeński swoją kuzynkę, pannę Izabelę Łęcką, która wyjechała za granicę.
— Wyobraź pan sobie — zakończył — że wstępuje do klasztoru!…
— Panna Izabela?… — zapytał Szuman. — Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?
— Daj jej pan spokój… to dziwna kobieta… — szepnął Ochocki.
— One wszystkie wydają się nam dziwne — odparł zirytowanym głosem doktór — dopóki nie sprawdzimy, że są tylko głupie albo nędzne…

B. Prus, “Lalka”, s. 911-912.

A takich przykładów jest wiele. My zaś, wiedząc już, w jaki sposób Prus kształtował czytelnicze sympatie, możemy się tylko zastanawiać, czy to tylko kreacja literacka, wyraz poglądów epoki, czy może jakieś głębsze przekonanie.

Bez znieczulenia

Gdyby Izabela nie była tak wybredna, mogła wcześniej, kiedy jej ojciec był bogaty, znaleźć dobrą partię. Wiadomo, wszyscy jej to wypominają po dziś dzień. Tylko że postawiono przed nią zadanie nie do wykonania – znalezienie takiego męża, który spełni jej oczekiwania. W końcu zaś następuje odwrócenie ról w relacji ojciec – córka.

Gdy pan Tomasz Łęcki stracił majątek, to na Izabeli i jej wyborze ciążył obowiązek zachowania ojcowskiego majątku. Zamiast ojciec troszczyć się o córkę, to ona musi zająć się nim, nazwiskiem, majątkiem. Sprzedać nie tylko kamienicę czy rodowe srebra, ale przede wszystkim siebie. Nie jest już istotne szczęście Izabeli, a dobro jej rodziny i plany, jakie ma wobec niej ojciec.

Izabela walczy jak może o to, żeby zachować choć odrobinę niezależności, poczucia tego, że ma na coś wpływ, a nie bycia bezwolną marionetką (lalką) w rękach społeczności i rodziny. Na końcu również musi wybrać. Gdy Wokulski zrywa zaręczyny, Izabela, sama, bez majątku, decyduje się na życie zakonnicy. Ulica albo klasztor. Prostytutka lub anielica. Łęcka kończy jak Marianna. Sprostytuowana społecznie, resocjalizację ma przejść w klasztorze. Tak jakby była to jedyna alternatywa.

W Lalce, w przeciwieństwie do powieści tendencyjnych, jest jak w kalejdoskopie. Bohaterowie, nawet ci z pozoru jednoznaczni, po bliższym się im przyjrzeniu okazują się skomplikowani. Tak jak życie, tak jak człowiek. W podskórnej tkance powieści skrzy się, migocze, a jasny promień światła co chwila wydobywa z półmroku coraz to nowe sensy. A czytelnik widzi to, co chce zobaczyć. Również w zależności od tego, jak bardzo podatny jest na sugestie ukształtowane formą tekstu.

Czy miłość w takim świecie jest możliwa? I w ogóle czym jest miłość dla Wokulskiego?

Z tymi pytaniami zostawiam Was do ostatniej już, trzeciej lekcji za tydzień, o tym: Jak nie kochali Stanisław i Izabela.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim. Dziękuję.


[1] Całkiem długi opis Izabeli, zarówno jej zewnętrza, jak i wnętrza, przeczytać możemy w rozdziale piątym powieści: Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa. Znajdujemy tam taki opis (fragment):

Gdyby ją kto szczerze zapytał: czym jest świat, a czym ona sama? niezawodnie odpowiedziałaby, że świat jest zaczarowanym ogrodem, napełnionym czarodziejskimi zamkami, a ona — boginią czy nimfą uwięzioną w formy cielesne.
Panna Izabela od kolebki żyła w świecie pięknym i nie tylko nadludzkim, ale — nadnaturalnym. Sypiała w puchach, odziewała się w jedwabie i hafty, siadała na rzeźbionych i wyściełanych hebanach lub palisandrach, piła z kryształów, jadała ze sreber i porcelany kosztownej jak złoto.
Dla niej nie istniały pory roku, tylko wiekuista wiosna, pełna łagodnego światła, żywych kwiatów i woni. Nie istniały pory dnia, gdyż nieraz przez całe miesiące kładła się spać o ósmej rano, a jadała obiad o drugiej po północy. Nie istniały różnice położeń jeograficznych, gdyż w Paryżu, Wiedniu, Rzymie, Berlinie czy Londynie znajdowali się ci sami ludzie, te same obyczaje, te same sprzęty, a nawet te same potrawy: zupy z wodorostów Oceanu Spokojnego, ostrygi z Morza Północnego, ryby z Atlantyku albo z Morza Śródziemnego, zwierzyna ze wszystkich krajów, owoce ze wszystkich części świata. Dla niej nie istniała nawet siła ciężkości, gdyż krzesła jej podsuwano, talerze podawano, ją samą na ulicy wieziono, na schody wprowadzano, na góry wnoszono.

B. Prus, “Lalka”, s. 62.

[2] Oczywiście były od tego wyjątki, różnie się to też w poszczególnych małżeństwach układało, ale zasadniczy przekaz był taki: seks małżeński służy głównie spłodzeniu dzieci.

[3] Przy czym trzeba mieć na względzie, że trochę inaczej rzecz się miała z pannami na wydaniu, inaczej z mężatkami, wdowami czy dojrzałymi kobietami niezamężnymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.