fbpx
„Lalka” – powieść miłosna, w której nikt nikogo nie kocha. Lekcja 3
Artykuły,  Kultura,  Literatura,  Podcast: Jak zachwyca?

„Lalka” – powieść miłosna, w której nikt nikogo nie kocha. Lekcja 3: Jak nie kochali się Izabela i Stanisław

W relacjach damsko-męskich zawsze było pod górę. Nie wiadomo, czy od grzechu pierworodnego, czy od jakieś kłótni hominidów o nieposprzątane ognisko. Dla literatury to akurat dobrze, bo przynajmniej ma temat, którym potrafi zająć swoich odbiorców. Od setek lat.

W poprzednich lekcjach poznawaliśmy tło powieściowe i zabiegi pisarskie, które wpływają na takie, a nie inne podejście czytelników do bohaterów, szukaliśmy też głosu Izabeli – głosu prawdziwego, a nie tylko tego wykreowanego. Konkluzja nie jest ani zaskakująca, ani optymistyczna. Wiek XIX dla relacji damsko-męskich nie zrobił zbyt wiele dobrego, a nawet tak mocno wpłynął na ich postrzeganie, że odczuwamy to do dziś.

Wszystkich trzech lekcji o Lalce możesz wysłuchać w formie podcastu:

Lekcja 1: W poszukiwaniu głosu Izabeli
Lekcja 2: Izabela mówi o sobie
Lekcja 3:
Wokulski i kobiety
Izabela i trzy dysonanse Wokulskiego
Co widział Wokulski przez okulary romantyków

Lalka jest powieścią miłosną w tym sensie, że konflikt miłosny, dążenia bohaterów do zrealizowania swojego uczucia w wymarzonym związku, napędzają całą akcję. Zresztą, sam Wokulski mówi jasno:

No dobrze, ale gdyby nie ona, czy miałbym dziś majątek?… Kto wie, co się stanie ze mną i z tymi pieniędzmi bez niej? Może właśnie dopiero przy niej nabiorą one twórczych własności; może choć kilkanaście rodzin z nich skorzysta?…

B. Prus, “Lalka”, Kraków 2017, s. 119.

Stosunek Wokulskiego do Izabeli można opisać również tym cytatem:

Od tej pory mówi przez sen o tej lalce; ledwie obudzi się, chce iść do pani baronowej, a kiedy tam jest, gotowa przez cały czas wpatrywać się w lalkę złożywszy ręce jak do pacierza.

B. Prus, “Lalka”, Kraków 2017, s. 665.

To Stawska opowiada o Helusi zafascynowanej lalką baronowej. Ale czytelnik od razu łapie to porównanie i wie, że nie tylko o dziecku i zabawce tu mowa. Nie ma wątpliwości, gdyby Wokulski nie kochał Izabeli, nie byłoby Lalki. Tylko co tak naprawdę czuł nasz bohater wobec swojej wybranki?

Wokulski i kobiety

Zanim jednak pokuszę się o odpowiedź na to pytanie, warto zadać kolejne. Jaki był w ogóle stosunek Wokulskiego do kobiet? Jak je traktował, gdy nie patrzył na nie przez okularów Mickiewiczów (co wyrzuca sobie tuż przed rzuceniem się pod pociąg).

Wzajemne relacje między Stanisławem a Izabelą zaczynają wyglądać nieco inaczej, gdy sprawdzimy, jak traktował inne kobiety.

Małgorzata Minclowa

Małgorzata Minclowa była żoną Jana Mincla, właściciela sklepu, w którym pracował Ignacy Rzecki i w którym zatrudnił się nasz główny bohater. Szczęśliwe na początku małżeństwo Minclów po jakimś czasie zużyło się. A kiedy na horyzoncie pojawił się młody subiekt Wokulski, Małgorzata straciła dla niego głowę. Czy Stach unikał jej awansów? Tak bardzo unikał i tak był nimi rozdrażniony (o czym pisał Rzecki), że aż miał z nią romans, którego nie przerwało nawet powstanie styczniowe. Rozłączenie kochanków wymusiła zsyłka Wokulskiego na Sybir. Przypomnę, że w rozmowie z Wąsowską Stanisław bardzo jasno wyraził swój pogląd na podwójną moralność, która obowiązuje mężczyzn i kobiety. Flirty Izabeli ze Starskim są oburzające, ale romans z żoną właściciela sklepu już nie.

Po powrocie z Syberii, Wokulski ożenił się z będącą już wdową Minclową i przykładnie, acz bez przyjemności (zupełnie jak pewien były minister), wypełniał małżeńskie obowiązki. Z Pamiętnika starego subiekta wyłania się zaś portret Małgorzaty jako kobiety zafiksowanej na swoim młodszym mężu, zazdrosnej, zabiegającej o jego względy. Pragnienie przypodobania się mężowi doprowadziło ją w końcu do śmiesznej, żałosnej śmierci. I znów: mamy histeryczną, męczącą, zakręconą babę oraz spokojnego, cierpliwego, znoszącego udręki pożycia męża. Nic się przecież Stachowi zarzucić nie da, wszak rzetelnie wypełniał swoje obowiązki i z żoną do kościoła chodził. Gdyby tak jednak przyjrzeć się Małgorzacie spoza zasłony Prusowego narratora, zobaczylibyśmy kobietę, która pragnęła być kochaną i adorowaną, rozczarowaną relacjami z mężczyznami, zdesperowaną w swojej pogoni za szczęściem i wierzącą w to, że jest je wstanie osiągnąć ze Stanisławem. Można by też pokusić się o stwierdzenie, że jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, a relację Małgorzaty i Stanisława porównać do późniejszej relacji Izabeli i Stacha. Tylko role się odwróciły. To Stach był tym, który narażał się na śmieszność przez swoje pragnienie, a Izabela znosiła z wyższością jego umizgi. Dodam, że Wokulski nie ukrywał, że to dzięki związkowi z Minclową mógł w ogóle myśleć o jakimkolwiek bogactwie, a Izabela nie ukrywała, że majątek Wokulskiego jest jednym z argumentów przemawiających za nim.

Przy czym Prus dał prawo Wokulskiemu do miotania się, zmieniania zdania, skrajnych emocji, chłodnych kalkulacji. Tego prawa nie otrzymały natomiast kobiety. Mężczyzna wpada w słuszny gniew, kobieta histeryzuje. Mężczyzna zmieniający zdanie po prostu głęboko przemyślał sprawę, „kobieta zmienną bywa” i jest jak chorągiewka na wietrze. Mężczyzna sprawdza wszystkie za i przeciw, kobieta jest wybredna. Tu akurat niewiele się zmieniło do dziś. Wariatka Małgorzata nadal brzmi  w naszych uszach inaczej niż wariat Wokulski.  

Helena Stawska

Lokatorka kamienicy Krzeszowskich. Wdowa niewdowa po zaginionym mężu, matka Helusi. Pracowita, skromna, piękna, szlachetna, cierpliwa. Anioł. Tak zresztą bywa najczęściej określana przez Rzeckiego, który się w niej podkochuje. Szaleje wprost za nią subiekt Mraczewski. Czyni jej awanse baron Krzeszowski. Nawet Wokulski przyznaje sam przed sobą, że gdyby poznał ją przed Izabelą, może coś by z tego wyszło. No i gdyby nie ten zapach kalafiora w mieszkaniu. Przynajmniej według Rzeckiego to główny powód, dla którego Stach nie jest zainteresowany panią Stawską. Mimo że ciągle jej pomaga, odwiedza ją, jest przyczyną plotek na temat kobiety i niewiele się nimi przejmuje. Sama zaś zainteresowana długo udaje sama przed sobą, że nic do Wokulskiego nie czuje. Gdy w końcu zostaje oficjalnie wdową, a Stanisław ani myśli ją poślubić, przyjmuje oświadczyny zakochanego w niej Mraczewskiego. Z rozsądku. Jak Izabela. O ile jednak czytelnicy wierzą Stawskiej i temu, że pokocha swojego nowego męża miłością prostą, szlachetną i takie tam, o tyle Izabela ma zakochać się w Wokulskim na zabój, by była go godna.

Kazimiera Wąsowska

Jedyna kobieta w Lalce, w obecności której w Stachu budziły się żądze. Nie idealna miłość ani chuć do zaspokojenia, a erotyczne pożądanie – ze względu na wygląd, ale i osobowość. Wąsowska była wdową i nie ukrywała, że najlepsze, co pozostało jej po mężu, to jego majątek. Nie ukrywała również, że nie zamierza wchodzić w jakieś głębsze relacje z mężczyznami. Przynajmniej nie na tych zasadach, które ustanawiają oni. To kolejna bohaterka, która mogłaby się stać partnerką Wokulskiego, gdyby nie jego miłość do Izabeli. Również jej kibicują czytelnicy i społeczeństwo, pozwalając na o wiele więcej niż to wypadałoby w II połowie wieku XIX. No ale Stanisław, choćby i ją kąsał (a jest to dosłowne określenie z jego rozmyślań), to jednak poważniejszych zamiarów wobec niej nie miał. Wąsowska zresztą, jako bohaterka literacka, ale również typ kobiety, bardziej pasuje na kochankę niż żonę. Przynajmniej w XIX wieku. W XX też. W XXI jeszcze niestety również.

Marianna (Maria)

Prostytutka, którą na prostą drogę wyprowadził Wokulski swoją pomocną dłonią. Dziewczyna zaczęła pracę na ulicy, bo zwykła praca w szwalni nie wystarczała jej na godne życie, a reputację i tak miała zniszczoną przez relację ze Starskim. Wokulski załatwił jej przyjęcie do zakładu poprawczego prowadzonego przez siostry zakonne. Jej opór bywa interpretowany jako niechęć do uczciwego sposoby życia i godziwej pracy. Zapomina się przy tym, o czym pisała Danuta Sosnowska (w artykule Ciało wyparte), że takie domy poprawcze w XIX wieku wcale nie były lepsze niż praca w burdelu jeśli chodzi o poczucie wolności i godności, a także o opresję stosowaną wobec kobiet. Mariannie się udało. Wyszła na ludzi, a nawet wyszła za mąż. Ciekawy jest jednak stosunek Wokulskiego do niej.

Po raz pierwszy zobaczył dziewczynę w kościele. Ukryty w konfesjonale, przyglądał się najpierw wystrojonej Izabeli, która uczestniczyła w kweście wielkanocnej i używając swojego ciała, starała się zebrać jak najwięcej pieniędzy. Potem ujrzał Mariannę, ubraną jaskrawo i wyzywająco, dającą swoją ofiarę, nieśmiejącą ucałować krzyża i rozdającą przed kościołem jałmużnę biedakom. Choć Stanisław miał skojarzenia z Marią Magdaleną czy ubogą wdową, porównywał obie kobiety i przychodziło mu na myśl, że tacy jak Marianna mogą mieć większą wartość w niebie, to nie wahał się użyć wobec niej i innych określeń. Nie były one nobilitujące, a pokazują powszechny w epoce stosunek do prostytutek: bydlę, zwierzę, potwór. Tak, tak, w ten sposób myślał o drugim człowieku szlachetny Wokulski. Opis dziewczyny, jaki funduje nam narrator, przywodzi na myśl opis kobiety ze wspomnianej już, bardzo poczytnej na początku XX wieku, książeczki Ottona Weiningera Płeć i charakter. Nic miłego dla kobiet, zapewniam.

Mimo że w pierwszym odruchu czytelniczym porównanie, jakiego dokonuje przez swoją obserwację Stanisław, wypada na korzyść Marianny, to jednak przez takie jak wyżej określenia wszystko wraca do starego porządku. Tego porządku, który mierzi Wokulskiego, a w którym tak bardzo jest zanurzony.

Karykatura Edmonta Morina, krytykująca wielką przebudowę Paryża autorstwa Haussmanna w 2 poł. XIX w. Paryż ukazany jest tu jako kobieta. Wokulski i kobiety. Izabela Łęcka. Wokulski w Paryżu
Karykatura Edmonta Morina, krytykująca wielką przebudowę Paryża autorstwa Haussmanna w 2 poł. XIX w. Paryż ukazany jest tu jako kobieta.

Wokulski w Paryżu

Paryż kobietą nie jest, w dodatku z żadną kobietą w Paryżu Wokulski się nie spotykał. Przynajmniej oficjalnie, przynajmniej nie wprost. Jak trafnie zauważają bowiem badacze, Stach, po tym jak rzucił w kąt Mickiewicza i jego różowe okulary, czymś się w tym Paryżu zajmował i nie było to czytanie książek. Wokulski karmił zmysły. Na różne sposoby. Przechadzał się po ulicach stolicy Francji, zaglądał do teatrów, grał w karty i w ruletkę, pił koniak, jadał kosztowne potrawy albo oddawał się rozpuście. W pierwszej lekcji pisałam o Paryżu jako miejscu wyjątkowym w XIX wieku pod względem uciech cielesnych. Badacz z Uniwersytetu Śląskiego w swoim artykule (podlinkowanym wyżej) opisał paryską rzeczywistość oraz zasadność rozumienia rozpusty Wokulskiego jako uciech cielesnych. W powieści:

znaczenie kontrowersyjnego leksemu bezspornie wskazuje na rozpustę seksualną. Słowo to pojawia się w rozmaitych kontekstach stylistycznych (dialog, monolog wewnętrzny) oraz w odniesieniu do różnych bohaterów, ale sposób jego ujęcia pozostaje niemal zawsze identyczny. Dotyczy ono nieformalnych związków erotycznych oraz wykorzystuje nieodmiennie negatywne konotacje wyrazu, towarzyszące mu w konserwatywnej kulturze polskiej XIX wieku.

W. Forajter, “Rozpustny Wokulski. O aluzjach erotycznych w “Lalce” Bolesława Prusa”, “Pamiętnik Literacki” 2009, z. 4.

Autor podaję potem rożne przykłady na poparcie swojej tezy. Erotyzm w Lalce, co podkreślają badacze literatury, jest migotliwy, nigdy nie wprost. To również zaleta powieści, w której autor skonstruował rzeczywistość odsłaniającą wiele, jednocześnie niewiele mówiąc.

Okulary, przez które Wokulski patrzył na kobiety, nie były tylko rodem z romantycznej literatury. Jego stosunek do Izabeli i wyobrażenie, jakie miał na jej temat, rozpatrywane w perspektywie relacji z innymi niewiastami, wcale nie stawiają go w dobrym świetle. Moim zdaniem Stanisław miał do kobiet stosunek, można by rzec, użytkowy. Służyły mu one do realizacji jego celów. Pomoc Mariannie była elementem przywracania społecznego porządku. Pomoc Helenie Stawskiej miała na celu okazanie triumfu sprawiedliwości. W rozmowach z Wąsowską Stanisław w racjonalny i logiczny sposób uzasadniał społeczny podział ról: przywilejów i obowiązków kobiet i mężczyzn. Człowiek, którym targały przeróżne sprzeczności; nad którym do dziś biedzą się uczniowie, rozważając, czy to romantyk, czy pozytywista; osobowość niejednoznaczna; bohater, który nie wiadomo jak skończył, za pomocą kobiet porządkuje świat wokół siebie, uciekając od chaosu w sobie. Takie mam właśnie przemyślenia.

Co w takim razie z Izabelą?

Loża pierwszego piętra, ilustracja Stanisława Wolskiego do Lalki. Izabela Łęcka
Loża pierwszego piętra, ilustracja Stanisława Wolskiego do Lalki

Izabela i trzy dysonanse Wokulskiego

1. Dysonans wieku

Afekt Stanisława do Izabeli umieszczony został w porządku dziecięcego/młodzieńczego szaleństwa, pragnienia, w którym nie ma miejsca na odmowę (kto ma małe dziecko, ten zna ten rodzaj bezkompromisowości). Tak jak Helusia rozmyślała dniami i nocami o lalce, tak Stach przed oczyma miał tylko dumną arystokratkę.

Wokulski z ukrycia obserwował Izabelę w konfesjonale, łaził za nią po Łazienkach, korzystał z pomocy swatki, by uzyskać informacje o ukochanej. Przypomina to historię Florentina Arizy z Miłości w czasach zarazy, który również o określonej godzinie zjawiał się w parku i zza gazety przyglądał się ukochanej Ferminie. Florentino jednak, w przeciwieństwie do Stanisława, był wówczas młodym chłopakiem.

Wokulski zakochał się bowiem szaleńczo nie jako młodzieniec (niczym Werter), a jako dojrzały mężczyzna, 47-letni obrotny handlowiec, którego powinna cechować stateczność i trzeźwe myślenie. Problem z tym mieli nie tylko bohaterowie (jak Rzecki, który dziwił się Stachowi, że nie wiąże się z panią Stawską), ale również współcześni Prusowi czytelnicy i krytycy.

Wariat z tego Wokulskiego, który robi wszystko inaczej niż to się przez wieki przyjęło. Również jeżeli chodzi o miłość.

2. Dysonans cielesności

Gdy przyjrzymy się bliżej tym momentom, w których ujawniała się cielesność Wokulskiego, widać, że działo się tak tylko wtedy, gdy w jego pobliżu nie znajdowała się Izabela. Bohaterka ta była obiektem erotycznym dla Starskiego, Marczewskiego, pewnie nawet dla barona i hrabiego, ale nie dla Wokulskiego.

Marzenie i potrzeba u Stasia nie szły ze sobą w parze. Wybranka jego serca sprawiała, że stawał się on adoratorem uczucia, emocji, ale broń boże popędu. Przy niej nasz bohater to eunuch. A ona sama, mimo wyraźnej i działającej na niego zmysłowości (nie utożsamiać z seksualnością), była aniołem, nie człowiekiem.

Fizyczne odczucia, jakich doświadczał Stach przy Łęckiej, pochodziły z innego porządku – na przykład kulinarnego. Wokulski patrzył na Izabelę głodnym wzrokiem, jak dzieci na ciastka. Gdy widział kobietę, czuł się, jakby do głowy uderzył mu szampan, powodujący odurzenie. Na Stanisława działał smak, zapach, wzrok, dotyk, ale działo się to na podobnej zasadzie, jak oszałamia nas zapach kwiatów, lubimy patrzeć na kolorową sukienkę, głaszczemy z przyjemnością miękką sierść kota. Wokulskiemu nie przychodzi do głowy kąsać Izabeli, a gdy w ukazuje się mu jako towar, głównie przez swoje ciało, traci na atrakcyjności. Właściwie to mało powiedziane – kupiec czuje wobec ukochanej… wstręt.

Z historycznoliterackiego obowiązku dodam, że według niektórych badaczy brak popędu w pobliżu Izabeli nie dotyczy pamiętnej sceny z pociągu, kiedy Wokulski podsłuchuje rozmowę narzeczonej ze Starskim. Są tacy, którzy odczytują w sposób erotyczny to, co działo się wówczas z bohaterem.

3. Dysonans miłości idealnej

Jak pisałam w lekcji 2, Izabela doskonale odnajdowała się w schemacie miłości romantycznej – tej szalonej, poetyckiej. Pragnęła takiej miłości, a jednocześnie zdawała sobie sprawę, że jest to uczucie nijak mające się do małżeństwa. Był to pogląd powszechny w tamtych czasach. Wokulski zaś miał podejście wywrotowe – uważał, że idealna miłość  i instytucją małżeństwa nie wykluczają się. Że jest możliwe romantyczne połączenie dusz w stałym związku. Oczywiście nie przypisujmy mu zbytniej nowoczesności w tej sprawie. Wszak małżeństwo z miłością idealną było dla niego możliwe tylko dlatego, że Izabela nie stanowiła dla niego obiektu erotycznego. Mimo wszystko jest to pewna nowość w patrzeniu na małżeństwo. XX-wieczne i XXI-wieczne podejście do małżeństwa to ewenement w historii ludzkości. W relacji naszych bohaterów to Łęcka jest osobą twardziej stąpającą po XIX-wiecznej ziemi. Ona nie ma złudzeń i, wbrew temu, co się jej zarzuca, wcale nie jest wybredna, bo szuka miłości idealnej. Jest wybredna, bo chce zapewnić sobie możliwie najznośniejszą wersję małżeństwa.

Wokulski rzuca Mickiewiczem o ścianę niesprawiedliwie, bo to nie był pomysł romantyków, żeby łączyć miłość idealną z małżeństwem. Na pewno takich pomysłów nie miał sam Mickiewicz. Prus zresztą też. Wystarczy popatrzeć na ich małżeństwa.

Co widział Wokulski przez okulary romantyków?

Wokulski nie widział prawdziwej Izabeli – widział swoje o niej wyobrażenie. Dotyczy to również tych momentów, w których opadała zasłona iluzji. Dla Stacha Izabela jest albo anielicą, albo świadomym siebie towarem. To nie kobieta, która pociąga, z którą można pożartować, podyskutować, zwierzyć się z problemów (wiem, wiem, mężczyźni się nie zwierzają). Nie jest to do końca winą Wokulskiego, a czasów, w jakich przyszło żyć jego kreatorowi.

Izabela wyobrażona przez kupieckiego adoratora nie wpasowywała się również w model żony. Prędzej w figurę powabnej, eterycznej niewiasty błogosławiącej klęczącego przed nią i przytulającego się do jej łona męża przed jego wyruszeniem do powstania.

Można przypuszczać, że małżeństwo Izabeli i Stanisława dość szybko zamieniłoby się w pasmo rozczarowań. Nie dla niej, bo ona złudzeń żadnych nie miała, a dla niego. Kochanie wyobrażenia o wybrance ma się nijak do realnego życia pod jednym dachem.

Wokulski miał tak naprawdę w nosie prawdziwą Izabelę. Nawet nie starał się jej poznać, mimo pozornych ruchów sprawiania kobiecie przyjemności. Obdarzył Łęcką uczuciem, a ponieważ był szlachetnym, inteligentnym i przystojnym mężczyzną, miał prawo sądzić, że odwzajemni jego afekty.

Kobieta nie miała w tym świecie zbyt wiele do gadania jeśli chodzi o relacje z mężczyznami. Była towarem, na co słusznie zwraca uwagę Wąsowska. Wokulski zaś brzydził się kupiectwem, będąc jednocześnie sprawnym kupcem, więc gdy ukochana jawiła mu się jako towar – odrzucał ją. Przyjmował zaś, kiedy znów stawał się anielicą.

Każde z nich pożąda miłości rozumianej jako afekt – zatracenie się, mistyczną jedność dusz. Izabela wiedziała jednak, że taka relacja z żywym mężczyzną, mężem jest nierealna, miała więc swój posąg-lalkę Apollina. Jego zaletą było to, że nigdy nie działał przeciw właścicielce, zawsze dostosowywał się do niej.

Wokulski też miał swój posąg-lalkę – Izabelę, które jednak, w przeciwieństwie do Apollina, była człowiekiem. Mimo to Stach traktował ją podobnie, jak Łęcka swój posążek a Helusia lalkę i był  mocno rozczarowany, gdy obiekt miłości nie zachowywał się zgodnie z jego wyobrażeniami i pragnieniami.

Lalka okazuje się być powieścią wielkich pytań epoki nie tylko jeśli chodzi o społeczeństwo, tożsamość jednostki, świat wartości, ale również w kwestii relacji damsko-męskich, a szerzej – relacji międzyludzkich. Problem Wokulskiego polegał na tym, że w rzeczywistości pełnej konwenansów i ustalonych reguł, on, czasem świadomie (jak na przyjęciu), czasem nie (jak w relacji z Łęcką), łamał je lub traktował jako narzędzie przeciw nim samym. Zasługą Wokulskiego było postawienie pytania o istotę małżeństwa, traktowanego nie jako związek handlowy, a połączenie dusz. W drugiej połowie XIX wieku to było naprawdę rewolucyjne myślenie i to Izabela była tą, która miała rację. Współcześni Prusowi, o czym pisałam, dziwili się postawie głównego bohatera. Izabela zaś wcale nie była przedstawiana jako ta najgorsza. Jednoznaczne jej potępienie nastąpiło tak naprawdę w odczytaniu PRL-owskim, gdy stworzono opozycję: zgniła arystokracja (Łęcka) – szlachetny proletariusz (Wokulski).

Z perspektywy człowieka wieku XX i XXI myślenie o związku małżeńskim jako relacji bardzo skonwencjonalizowanej i zależnej od społeczeństwa jest oczywiście nie do przyjęcia. Dlatego tak łatwo jest nam oskarżać Izabelę i bronić Wokulskiego. Uogólniając, małżeństwa zawiera się teraz w afekcie miłosnym (co rzecz jasna nie zawsze oznacza miłości), a nie z rozsądku (a przynajmniej dzieje się to rzadziej). Stąd też wynika wiara, że małżeństwo Stanisława i Izabeli mogłoby się udać, gdyby tylko arystokratka pokochała kupca. Paradoksalnie jednak to Izabela ma realniejszy pogląd na ich relację. Ona wiedziała, że nie kocha Wokulskiego, on zaś nie wiedział, że nie kocha Łęckiej.

Przewrotnie nazwałam powieść, w której akcję napędza wątek miłosny, powieścią o niemiłości, w której nikt nikogo nie kocha. Gdy za istotę miłości uznajemy przyjęcie drugiego człowieka takim, jaki on naprawdę jest, wówczas widzimy, że w Lalce taka miłość nie istnieje. Nie dlatego, że bohaterowie nie znali siebie (w żadnym przecież związku nie znamy drugiej osoby tak ostatecznie), ale dlatego, że w ogóle nie zamierzali siebie poznać, pozostając w świecie swoich wyobrażeń, a później rozczarowań. Między innymi dlatego tak lubię tę powieść i uważam ją za jedną z najwybitniejszych w polskiej literaturze: jej lektura okazuje się bowiem cały czas aktualna, mimo XIX-wiecznego tła, odkrywając prawdę o człowieku. Wiem, brzmi podniośle, ale wielka literatura pełni właśnie taką funkcję – lustra, w którym czytelnik przygląda się sobie i światu.

Lekcja 1: W poszukiwaniu głosu Izabeli
Lekcja 2: Izabela mówi o sobie

Polecane lektury:

Wacław Forajter, Rozpustny Wokulski. O aluzjach erotycznych w „Lalce” Bolesława Prusa, „Pamiętnik Literacki” 2009, z. 4.
Diana Saniewska, Grzeszne myśli, grzeszne czyny. Obraz zmysłowości w „Lalce” Bolesława Prusa.
Inga Iwasiów, Pokusa „Lalki”.
Grażyna Borkowska, Kobiety i miłość.
Anna Janke, Magia, hipnoza, obłęd – rzecz o interakcjach między kobietą a mężczyzną w „Lalce” Bolesława Prusa, w: Świat „Lalki”, red. J.A. Malik, Lublin 2005.
Ewa Paczoska, „Lalka” czyli rozpad świata, Białystok 1995.
Olga Tokarczuk, Lalka i perła, Kraków 2001.
Jerzy Sosnowski, Jak tę gadzinę wabią gruzy…
Jerzy Sosnowski, Linki do „Lalki.
Danuta Sosnowska, Ciało wyparte, „Kresy” 1996, nr 25.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim z innymi.

One Comment

  • X

    Zgadzam się z tym, że Wokulski nie kochał Izabeli; była ona jego muzą, inspiracją, a nie sobą samą – konkretnym człowiekiem. Nie bardzo jednak zgadzam się z diagnozą, że w “Lalce” nikt nikogo nie kocha. Kochającą osobą jest Rzecki. To u niego występuje bezinteresowność, zachwyt osobami przy jednoczesnym braku dążenia do ich posiadania. Zarówno wobec Wokulskiego jak wobec Stawskiej, angażuje się uczuciowo i nie próbuje ich uwieść, posiąść na własność, ale jest z nimi, obserwuje w różnych sytuacjach, lepszych i gorszych. Trochę idealizuje, ale nie całkiem – to bardziej takie kibicowanie ukochanym i niedawanie powiedzieć o nich złego słowa. Nie mając w sobie wyniosłej zdobywczości, projektuje na obserwowanych przyjaciół swoje marzenia (stąd wyobrażenie o spiknięciu Izabeli i Stacha). Nawet marionetkom (czyli też… lalkom) na wystawie to on nadaje życie (nakręca). Odprzedmiotawia spotykanych ludzi. I to właśnie jemu, a nie im, na koniec pęka serce.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *