fbpx
Bolesław Prus, Lalka, cytat: Od tej pory mówi przez sen o tej lalce; ledwie obudzi się, chce iść do pani baronowej, a kiedy tam jest, gotowa przez cały czas wpatrywać się w lalkę złożywszy ręce jak do pacierza.
Artykuły,  Kultura,  Literatura,  Warsztat pisarza

„Lalka” – powieść miłosna, w której nikt nikogo nie kocha. Lekcja 1: W poszukiwaniu głosu Izabeli

O Lalce napisano już wszystko. Przynajmniej takie mamy wrażenie, dopóki znów nie pojawi się kolejna analiza. Tak to już jest z arcydziełami, że żyją niezależnie od czasów, w których powstały, a każde kolejne pokolenie znajduje w nich coś dla siebie. Szkolna lektura tekstów klasycznych z założenia nie jest pogłębiona – ma dawać podstawy interpretacyjne. Na szczęście my już w szkole nie jesteśmy, o ocenę z interpretacji nie musimy się bać, więc możemy poczytać Lalkę dla przyjemności i z ciekawości.

Jakiś czas temu zadałam pytanie na fanpage’u Wianków Słów na Facebooku o to, komu czytelnicy bardziej współczuli, czytając powieść Prusa: Wokulskiemu czy Łęckiej. Odpowiedzi były przewidywalne: szkoda Wokulskiego, choć zasłużył sobie na to, bo głupio wybrał. (Tu mała dygresja: niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zakochał się głupio lub bez wzajemności…). W ogóle nie dziwię się takiemu podejściu. Bolesław Prus po mistrzowsku zadbał o to, by szala sympatii przechylała się zawsze na stronę Wokulskiego. Nie sposób człowieka nie lubić.

Ja jednak, korzystając z możliwości, jaką historykom literatury dali dekonstrukcjoniści, chciałam wywrócić tę historię na drugą stronę i przyjrzeć się podszewce oraz niektórym szwom.

Bolesław Prus, Lalka
Pierwsze wydanie powieści Prusa z 1890 roku.

Historia, której nie ma

W listopadzie 2019 roku, w ramach Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Opowiadania w Warszawie, uczestniczyłam w spektaklu: Ręko-czyny. Opowieści niewieściego gniewu Agnieszki Ayşen Kaim. Agnieszka, szydełkując, opowiadała znane i mniej znane historie, ale z perspektywy kobiecej.

Bo wiecie, w najbardziej znanych mitach, opowieściach, tekstach literackich kobiety wprawdzie są, ale w większości oglądamy je oczyma mężczyzn[1]. Agnieszka zaś m.in. opowiedziała pokrótce Odyseję, ale z perspektywy Penelopy, a nie Odysa. A dla żony bohatera ta historia ma zupełnie inny sens i toczy się w odmienny sposób. Nie lepszy czy gorszy – inny.

Olga Tokarczuk w swojej niewielkiej książeczce-eseju na temat powieści Prusa (Lalka i perła) określa jej temat tak:

„Lalka” opowiada historię człowieka, który spotyka się ze znakami. W ten sposób staje się historią inicjacji, historią zapomnienia i odnalezienia zapomnienia i odnalezienia zapomnianego, wędrówką wśród złudzeń i iluzji, odkrywaniem własnej przynależności do świata i własnej w nim obcości.

O. Tokarczuk, „Lalka i perła”, s. 81.

Piękne to słowa i piękne rozpoznanie. Wokulski jako człowiek pomiędzy, wiecznie niespełniony, chcący czegoś i jednocześnie uciekający. Chyba każdy ma w swoim życiu taki moment, że przychodzi mu do głowy pytanie: „O co mi w ogóle chodzi?”. Reakcje na to pytanie są różne i nie będę się na nich skupiać. Widać to zresztą w samej powieści, bo wątpliwość owa nachodzi wielu bohaterów. Ale utożsamić mamy się tylko z jednym z nich, tym najbardziej zagmatwanym, niejednoznacznym i określonym konkretną płcią, co ma również swój wydźwięk kulturowy. Tak zadecydował autor. Żeby jednak być sprawiedliwym w tej miłosnej historii niezrozumienia i odrzucenia, trzeba wziąć również pod uwagę Izabelę.

Zdaję sobie sprawę, że pewnie znajdzie się ktoś, kto będzie wybrzydzał na tę kobiecą perspektywę, ale akurat tym się nie przejmuję. Doświadczenie ogólnoludzkie nie jest doświadczeniem wyłącznie męskim, ale również kobiecym. Żeby więc spojrzenie na jedną z najwybitniejszych polskich powieści uzupełnić, skoro mamy już spojrzenie męskie, dodam to kobiece. Chcę dowiedzieć się, czego NIE powiedziała Izabela.

W poszukiwaniu głosu Izabeli

Tylko w jaki sposób oddać głos Izabeli, skoro autor powieści zadbał o to, by czytelnik zbyt wiele dobrego nie mógł o niej powiedzieć? Co ja mówię, „zbyt wiele”? Właściwie to nic dobrego, oprócz tego, że była piękna.

Ci sympatyczni bohaterowie

Spójrzmy najpierw na formę powieści, a właściwie na pewien jej znaczący aspekt.

Prus wyjątkowo sprytnie i bardzo nowatorsko poprowadził narrację. Na lekcjach polskiego uczyliśmy się, że w Lalce mamy narratora trzecioosobowego i narratora pierwszoosobowego (Rzeckiego w swoim pamiętniku)[2]. O ile narracja pierwszoosobowa zakłada subiektywność (nomen omen to Pamiętnik starego subiekta), o tyle narrator trzecioosobowy pretenduje do roli obserwatora obiektywnego.

Typ narracji wszechwiedzącej był bardzo popularny w powieściach naturalistycznych II połowy XIX w. Świata przedstawionego w powieści Prusa nie poznajemy jednak wyłącznie z tych dwóch perspektyw. Narrator trzecioosobowy w Lalce dzieli się swoim głosem z bohaterami. I to właśnie ich oceniające spojrzenia kierują sympatiami czytelników. Mamy tu plotkę (na której znaczenie zwracają uwagę badacze), wizje (Wokulskiego i Izabeli), przypuszczenia, niedopowiedzenia. Informacje, jakie o świecie przedstawionym otrzymuje odbiorca, wirują jak w kalejdoskopie[3]. Jak to w życiu. Czytelnicze oceny zależą więc od tego, od kogo i w jakim momencie dowiemy się czegoś na temat bohatera lub sytuacji. Spojrzenie na jedną osobę z wielu perspektyw powodowało też wrażenie obiektywnej, pogłębionej charakterystyki danej postaci. Czytając, można mieć przekonanie, że oto autor nie szafuje gotowymi interpretacjami, tylko pozwala odbiorcy samodzielnie wyrobić sobie zdanie. Czy na pewno?

Pocztówka: Janina Szyling, Varsovie : Atelier Privé, [1905-1914].
Pocztówka: Janina Szyling, Varsovie : Atelier Privé, [1905-1914].

Dlaczego Wokulski budzi tyle sympatii? Wcale nie dlatego, że to taki bohater bez skazy, tylko głupio się zakochał. Wokulski ma wiele wad. Ale Prus zastosował zabieg godny najlepszych trenerów NLP: wszystkie negatywne opinie o Stanisławie pochodzą od bohaterów negatywnych albo przynajmniej niejednoznacznych. Chociażby pierwsza scena w powieści. O tym, że główny bohater jest wariatem i awanturnikiem, dowiadujemy się z ust radcy Węgrowicza, człowieka uprzywilejowanego, nadużywającego alkoholu, znajomego Rzeckiego. Radca na zmianę nazywa Wokulskiego wariatem i prosi o kolejne piwko. Dokładnie osiem w ciągu jednej popołudniowej wizyty w restauracji. A czytelnicza wiara w obłęd głównego bohatera maleje z każdą butelką. O tym, że Wokulski nie jest za fajny dowiadujemy się również od Maruszewicza – czarnego charakteru tej powieści, Izabeli – wyniosłej, rozpieszczonej arystokratki, Starskiego – arystokratycznego bawidamka bez pieniędzy. Żadna z tych osób nie budzi sympatii ani zaufania. Jeśli taki negatywny bohater wyraża się negatywnie o niejednoznacznym Wokulskim, domyślamy się, że te złe opinie są niesprawiedliwe. Postaci te, skażone niczym oko Kaja okruchem z lustra diabła, widzą tylko złe rzeczy. Nie można im zatem wierzyć.

Tak, krok po kroku, Prus buduje w czytelnikach sympatię wobec Wokulskiego, na szali stawiając opinie bohaterów sympatycznych, czystych moralnie, zabawnych – jednym zdaniem tych, którym wierzymy. Na koniec możemy nie zgadzać się ze Stachem, współczuć mu, wytykać błędy, ale sympatia zawsze będzie po jego stronie. Wokulski wzbudza raczej pozytywne uczucia w odbiorcach i nawet jeśli ktoś jego fanem nie jest, to nie ma wątpliwości, że bohater jest człowiekiem szlachetnym (choć dociekliwsi pytają o jego biznesy z Rosjanami), pracowitym (choć niektórzy wypominają mu romans, a potem małżeństwo z Minclową, które zapewniły mu dobry start) i nieszczęśliwym w miłości, bo ulokował swoje uczucia w najgorszy możliwy sposób – w zepsutej arystokratce Izabeli Łęckiej.

Izabelę przedstawioną przez Prusa nie sposób lubić. Pal zresztą licho z sympatiami – nikt nawet nie próbuje jej zrozumieć. Wszystko, co mówi i robi, świadczy przeciwko niej. To, czego o niej dowiadujemy się z ust innych bohaterów, również nie przysparza jej chwały. W jej przypadku Prus zastosował odwrotną taktykę: dobre słowa na temat Izabeli słyszymy z ust postaci, którym nie za bardzo wierzymy oraz od Wokulskiego, który, jak wiadomo, był zaślepiony miłością.

Wiek XIX – wiek paradoksu

O ile zbytnie grzebanie w życiorysie autora i doszukiwanie się go w doświadczeniach bohaterów może prowadzić do wysnuwania zbyt daleko idących wniosków, o tyle warto przyglądać się czasom, w jakich tekst powstawał. Książki pisze się w czasach określonych. Te najlepsze, mimo konkretnego osadzenia w historii, przekazują myśli ważne i aktualne w każdym wieku dziejów ludzkości. Tym niemniej zastanowienie się nad realiami panującymi w epoce, niekoniecznie tymi przedstawionymi w książce, pozwala dotrzeć do bardzo interesujących wniosków. Chodzi również o to, że to, co było oczywiste dla pierwszych czytelników powieści, niekoniecznie jest już takim ponad 120 lat po jej napisaniu.

Wiek XIX był naprawdę dziwny. Nie tylko w Polsce. Cała kultura europejska oparta była wówczas na paradoksie, zwłaszcza jeśli chodzi o sferę moralności.

John Fowles, autor powieści Kochanica Francuza, w jednym ze swoich tekstów tak scharakteryzował ów czas oraz relacje damsko-męskie w nim, a zwłaszcza stosunek do kobiety i jej ciała:

Co napotykamy w wieku dziewiętnastym? Epokę, gdy kobieta była świętością i gdy można było kupić trzynastoletnią dziewczynkę za dwa funty (…). Gdy świętość małżeństwa (i czystość przedmałżeńską) głoszono z każdej ambony (…) i gdy największa chyba lub prawie największa w dziejach ilość osób na świeczniku pędziła gorszące życie prywatne. (…) Gdy ciało kobiece ukryte było całkowicie przed wzrokiem ludzkim i gdy rzeźbiarza sądzono tylko według umiejętności rzeźbienia nagich kobiet. Gdy nie było ani jednej wybitniejszej powieści, sztuki lub wiersza, które by w scenach miłosnych posunęły się poza pocałunek (…) i gdy wydano nie przekroczoną dotychczas ilość publikacji pornograficznych.

J. Fowles, „Uwagi na temat niedokończonej powieści” (1969), w: tegoż, „Kanały czasoprzestrzeni. Eseje i inne pisma”, Poznań 2002, s. 303.

Na takie podejście do moralności olbrzymi wpływ miała kultura wiktoriańska. Badacze literatury charakteryzują bohaterów powieści z tej epoki jako osoby poddane rygorom konwenansu, nakłanianych do bycia „odpowiednim”, uciekające od natury i tego wszystkiego, co nie da się kontrolować. Właściwie nie dotyczy to tylko postaci literackich, a w ogóle człowieka. Wiadomo zaś, jak kończą się takie wyparcia.

Pocztówka, Dzielnica Staromiejska, Warszawa : Wydawnictwo K. Wojutyńskiego, [191-] (ze zbiorów BN)
Pocztówka, Dzielnica Staromiejska, Warszawa : Wydawnictwo K. Wojutyńskiego, [191-] (ze zbiorów BN)

Jeśli zaś chodzi o Lalkę, to z jednej strony dostajemy informację, że jest to obraz Warszawy lat 1878-1879, a potomni na Krakowskim Przedmieściu umieszczają pamiątkowe tabliczki nawiązujące do akcji powieści. Z drugiej strony nie ma na jej kartach żadnej informacji o stacjonujących wówczas w Warszawie wojskach rosyjskich, o władzach zaborczych. Czyli jednak realizm nie do końca. Brak rosyjskich wojsk w przestrzeni powieści wpływał nie tylko na polityczne tło, ale również obyczajowe. Na przykład taki Rzecki uwielbiał spacery na Stare Miasto. Tyle że miejsce to w II połowie XIX wieku było… siedzibą wielu domów publicznych, do których często zaglądali rosyjscy żołnierze. Stare Miasto nie miało nic wspólnego z obecnym prestiżem. Poczciwy Ignacy przechadzał się między prostytutkami. I wcale nie było to miejsce wyjątkowe na ziemiach polskich.

Podobnie działo się w Paryżu, o którego sytuacji L. Adler pisał, że:

można chyba mówić o trzydziestu tysiącach prostytutek w początkach Monarchii Lipcowej i pięciuset tysiącach w latach trzydziestych XX wieku.

L. Adler, „Życie codzienne w domach publicznych w latach 1830-1930”, tłum. R. Wilgosiewicz-Skutecka, Poznań 1999, s. 7.

Właśnie tam uciekał Wokulski rozczarowany Izabelą. Tam rzucał o ścianę Mickiewiczem i próbował na bardzo różne sposoby o ukochanej zapomnieć, m.in. oddając się rozpuście (o której więcej będzie w ostatniej części tej lekcji o Lalce).

W Polsce kwestię moralności dodatkowo komplikowała polityka. Mimo całego nowatorstwa powieści Prusa, nadal był to wiek XIX, a:

Granice wysłowienia treści o charakterze erotycznym są w Lalce wyznaczone ścisłymi granicami dyskursu pruderyjnej polskiej obyczajowości drugiej połowy XIX wieku.

W. Forajter, „Rozpustny Wokulski. O aluzjach erotycznych w ‘Lalce’ Bolesława Prusa”, „Pamiętnik Literacki” 2009, 100/4, s. 51.

Pisałam w tekście o polskim języku intymnym, i warto mieć to na uwadze, że rzeczywistość historyczna sprawiła, iż w tym czasie w ogólnym obiegu nie mogły funkcjonować i rozwijać się takie kierunki, jak np. libertynizm we Francji. W obliczu niewoli, represji, walki o naród, nie wypadało strzępić języka na lubieżność. Poza tym ostoją języka polskiego był wówczas Kościół, więc tym bardziej zużywano słowa w innych celach.

Trzeba też pamiętać, że Prus, w całym swoim otwarciu na to, co nowe, był jednak człowiekiem swoich czasów i wcale nie różnił się od swoich współczesnych w poglądach na obyczajowość i istotę kobiety.

Wiek XIX to wiek konwenansu we wszystkich relacjach. Relacje damsko-męskie były wówczas bardzo sformalizowane. Świadczy o tym chociażby popularność wszelkiego rodzaju poradników, jak konstruować listy miłosne, w których wyznaje się miłość, jak przyjąć zaloty lub je odrzucić, prosić o rękę itp. Dotyczyło to każdej klasy społecznej. Ciekawa to lektura, a znaleźć ją można w repozytorium cyfrowym Biblioteki Narodowej polona.pl (podaję link do jednego z takich poradników, ale jest ich całkiem sporo).

Sekretarz Miłosny. Poradnik dla zakochanych

Koniec XIX wieku i wiek XX aż do jego połowy (a właściwie nawet do dziś), to też czas kształtowania się nowego wzoru relacji międzyludzkich oraz spojrzenia na rolę kobiety w społeczeństwie[4]. W 1903 roku powstała mizoginistyczna rozprawa Ottona Weiningera Płeć i charakter, która była produktem całego dziewiętnastowiecznego myślenia o roli kobiety. Prostytutki uważano za podludzi i tworzono listę cech zewnętrznych charakterystycznych dla tych kobiet, zupełnie jak kilkadziesiąt lat później spisywano cechy człowieka aryjskiego i podgatunku ludzkiego, jakim był Żyd[5].

Mimo to w drugiej połowie XIX wieku kobiety zaczęły brać sprawy w swoje ręce i ich głos stawał się coraz bardziej słyszalny. Choćby przez to, że wiele z nich pisało i wydawało swoje utwory, a część z tych tekstów było tak dobra, że dostawały się do głównego nurtu i zauważali je krytycy. Koniec wieku to również narodziny ruchu sufrażystek i walki kobiet o swoje prawa. Spotykało się to zarówno z aplauzem, jak i z potępieniem.

W Polsce zaś, zwłaszcza wśród szlachty, przetrzebionej z mężczyzn po 1864 roku (powstanie styczniowe), to kobiety stawały się często żywicielkami i głowami rodziny. Pamiętamy z lekcji o pozytywizmie o szlachetnym postulacie kształcenia kobiet, który miał swoje źródło między innymi w sytuacji popowstaniowej. Dziewczęta, kształcone w hafcie i miłej konwersacji, gdy jako kobiety zostawały bez opieki mężczyzny, zdane były tylko na siebie i często kończyły na ulicy. Wzorem stawała się kobieta niezależna, zaś antywzorem arystokratka niezdolna do żadnej pracy.

W takiej rzeczywistości tworzy swoich bohaterów Prus. W takiej również byli oni poznawani przez współczesnych mu czytelników. To wszystko zaś musimy przypominać sobie dzisiaj, gdy tak wiele się zmieniło (choć oczywiście z pewnymi rzeczami nadal mamy problem). Głos Izabeli, ale też ogólniej – kobiet, niknie, przywalony konwenansami, walącym się gmachem ówczesnego świata, oczekiwaniami społecznymi, pragnieniami rodem z początku wieku. Trzeba się nieźle nagrzebać, żeby spod tej sterty ów głos usłyszeć.

W lekcji 2: Izabela mówi o sobie.
W lekcji 3: Jak nie kochali się Izabela i Stanisław.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, podziel się nim. Dziękuję.


[1] Taka odwrócona perspektywa nie jest oczywiście nowa. Na przykład w sposób bardzo ciekawy historię Tristana i Izoldy a’rebours opisała Amelia Hertzówna, polska dramatopisarka tworząca na początku XX wieku. Wybitna, zapomniana, a ostatnio przywracana pamięci literackiej. W jej jednoaktówce Yseult o Białych Dłoniach opowieść o miłości aż po grób opowiada zdradzona żona Tristana, której kultura nie udzieliła głosu.

[2] Jest to jedna z typologii narracji funkcjonująca w ramach nauki, jaką jest teoria literatury. Najbardziej znana typologia to właśnie ta, w której narrator może być pierwszoosobowy albo trzecioosobowy. A ten drugi może być z kolei wszechwiedzący albo z ograniczoną wiedzą. Być może coś wam świta ze szkoły, że wszechwiedzący to auktorialny, a z ograniczoną wiedzą to personalny. Świta dobrze, aczkolwiek twórca tej typologii, Franz Stanzel, narratorem auktorialnym nazywał tego wpisanego w świat powieści, zwracającego się do czytelnika, a personalnym narratora wszechwiedzącego.

[3] Był to zresztą jeden z zarzutów współczesnych Prusowi czytelników, którzy narzekali na niedopracowaną, niespójną, nie trzymającą się klasycznych reguł form powieści. Ten sam zarzut dość szybko zmienił się w zaletę, o której uczniowie dowiadują się dziś na lekcji.

[4] To właśnie tzw. pozytywiści grzmieli na wychowywanie w wyższych sferach dziewcząt do bezproduktywności, która może skończyć się dla nich tragicznie.

[5] Określanie cech osobowościowych na podstawie wyglądu twarzy, czyli fizjonomika, choć jest pseudonauką, ma swoją długą historię, sięgającą Arystotelesa. Z niej wywodzi się frenologia. Główną zaś metodą stosowaną przy określaniu tych cech była kraniometria, czyli mierzenie czaszek. Poszukiwaniem zależności między przestępczym zachowaniem a wyglądem zajmował się w XIX wieku włoski kryminolog Cesare Lambroso, twórca m.in. publikacji Genio e follia (1864), przetłumaczonej na język polski w 1887 roku jako Geniusz i obłąkanie w związku z medycyną sądową, krytyką i historią (tłum. J.L. Popławski).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.