fbpx
Artykuły,  Język,  Kultura,  Z życia wzięte

Rada Języka Polskiego – pomaga czy przeszkadza?

Rada Języka Polskiego działa w naszym kraju od 1996 roku. I od tego czasu wzbudza różne emocje. Najczęściej przypomina się o niej w przestrzeni publicznej w kontekście jakichś emocjonalnych sporów językowych.

W dniu „urodzin” Rady postanowiłam zebrać w jednym miejscu część informacji na jej temat. A przy okazji napisać trochę o tym, jak działa język, kto odpowiada za zasady, które w nim mamy i czy rzeczywiście musimy słuchać tego, co mówią nam językoznawcy.

Rada Języka Polskiego – co to jest?

Rada Języka Polskiego została powołana 9 września 1996 roku jako jednostka funkcjonująca przy Polskiej Akademii Nauk. Kiedy w 1999 roku uchwalono Ustawę o języku polskim, znalazło się w niej miejsce również dla RJP, jako organu opiniującego we wszelkich sprawach dotyczących funkcjonowania języka polskiego w komunikacji publicznej.

Radę powołuje się na czteroletnią kadencję. Kieruje nią przewodniczący, wybierany na kadencję. Dotychczas przewodniczącymi RJP byli: prof. Walery Pisarek, prof. Andrzej Markowski (twórca wielu publikacji poprawnościowych), a od 2019 roku funkcję tę pełni dr hab. Katarzyna Kłosińska (znana m.in. z audycji w Trójce „Co w mowie piszczy”).

W Radzie Języka Polskiego zasiada 38 osób. Są to w większości językoznawcy. Przy czym warto mieć na uwadze, że językoznawstwo dzieli się na wiele specjalizacji – nie wszyscy językoznawcy są normatywistami. Oprócz tego do Rady powoływani są: informatycy, wojskowi, aktorzy, dziennikarze, literaturoznawcy, antropolodzy, teolodzy, socjolodzy, prawnicy. Wszystkie osoby mają duży i znaczący dorobek w swojej dziedzinie. Znaczna część to naukowcy z tytułem profesorskim.

RJP dzieli się obecnie na 9 zespołów, które zajmują się szczegółowymi zagadnieniami w obrębie konkretnego obszaru językowego. Jest na przykład Zespół Języka Prawnego, Zespół Retoryki i Komunikacji Publicznej, Zespół Dydaktyczny.

Rada wydaje uchwały ortograficzne, udziela porad językowych, opiniuje imiona, wydaje wytyczne dla urzędów stanu cywilnego, zdaje sprawozdania z działań podejmowanych na rzecz ochrony języka polskiego. Organizuje różne akcje dotyczące propagowania poprawnej polszczyzny, co roku odbywa się Forum Kultury Słowa.

Po co jest Rada Języka Polskiego?

Żeby zrozumieć, na czym polega działanie Rady, warto przyjrzeć się samej Ustawie o języku polskim z 7 października 1999 roku (z późniejszymi nowelizacjami). Była ona inicjatywą prof. Walerego Pisarka, który uważał (nie on zresztą jedyny), że wejście Polski do Unii Europejskiej zagrozi językowi polskiemu – nie tylko jego czystości, ale w ogóle istnieniu. Uchwalono więc Ustawę, w której zapisano konieczność ochrony naszego języka, a na straży jego tożsamości postawiono właśnie Radę Języka Polskiego.

Z Ustawą w ogóle jest trochę problem, bo zarówno językoznawcy, jak i prawnicy zwracają uwagę na wyjątkową niejasność jej paragrafów. Z jednej strony mamy ustawę, z drugiej RJP jest właściwie ciałem doradczo-opiniującym, bez żadnych prawnych konsekwencji niestosowania się do jej ustaleń. Może wydawać uchwały dotyczące ortografii i interpunkcji, a do ustalonych zasad powinni stosować się wszyscy piszący w języku polskim. Z drugiej strony… no właśnie, powinni, a jeśli się nie stosują, to nie i nic się w tej sprawie nie dzieje.

Na każdym kroku podkreślana jest opiniotwórcza rola Rady, a jej uchwały nie są rozumiane jako wykładnia prawa.

Ustawa precyzuje właściwie tylko jedną sytuację, w której można nałożyć na kogoś karę w związku z niestosowaniem się do zapisów prawa. Chodzi o używanie polskich nazw handlowych. Tylko też – pojawia się tam sporo wyjątków, a za ewentualne niestosowanie się do zaleceń nikogo nie pociąga się do odpowiedzialności.

Geneza Ustawy o języku polskim, jej niejasność, sprzeczności w niej występujące, rzutują na to, jak postrzegana jest rola Rady Języka Polskiego. Również wśród językoznawców. Zaś wśród zwyczajnych użytkowników języka można, moim zdaniem, wyróżnić trzy tendencje: w RJP siedzą jacyś oderwani od rzeczywistości ludzie i coś sobie ustalają – nie muszę się do tego stosować; w RJP zasiadają uznani specjaliści, profesorowie, ludzie o dużej kulturze słowa – należy się ich słuchać i pisać oraz mówić tak jak każą; Rada Języka Polskiego – a co to takiego?

Co ciekawe, od 1999 roku działanie Rady, podejście do powierzonych jej zadań, ewoluowało. Zmieniały się zespoły w jej ramach, wizja co do tego, jak ma wypowiadać się Rada, w jakim kierunku ma się rozwijać. Na początku swojego istnienia była bardzo często krytykowana, częściowo słusznie. Ostatnio również dostało się Radzie – za słowo murzyn, zarówno od jego obrońców, jak i krytyków.

Rada działa bardzo prężnie na rzecz języka polskiego, organizując akcje skierowane do zwyczajnych użytkowników języka, ale również inicjując dyskusje wśród specjalistów. Na przykład jednym z ostatnich tematów Forum Kultury Słowa była „Polszczyzna w dobie cyfryzacji”, a w tym roku zainicjowano kampanię „Ty mówisz – ja czuję. Dobre słowo – lepszy świat”.

Czy język polski może istnieć bez Rady Języka Polskiego?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto wiedzieć:

Jak kształtuje się język

Będę tu pisała wyłącznie o języku naturalnym, czyli takim, który pojawił się w historii człowieka bez żadnego konkretnego początku i autora. W odróżnieniu od języków sztucznych, których system został stworzony przez konkretnego człowieka lub grupę ludzi (niezależnie od tego, czy był wzorowany na języku naturalnym, czy nie). To jest podstawowa cecha rozróżniająca języki naturalne od sztucznych. Bo zarówno język naturalny może zostać w pewnym momencie tak skodyfikowany, że przestanie rozwijać się poza ustalonymi zasadami, jak i język sztuczny może wraz z rozwojem zmniejszać swoją podatność na sterowanie nim. Swoją drogą, ciekawy jest w tym kontekście status języków martwych. No ale to na inny tekst. Wracając do tematu.

Ten akapit jest dość ogólny. Gdybym chciała wyjaśniać szczegóły, rozrósłby się do kilkunastu tekstów. A po co wyważać drzwi, którzy inni lepiej ode mnie już otworzyli?

Język, podobnie jak kultura i wierzenia, jest takim przejawem działalności człowieka, której nie da się ująć w jednym określonym systemie, obowiązującym w każdym momencie każdą społeczność. W języku działają pewne mechanizmy, język dąży na przykład do zwięzłości, jasności itp. Studiując historię języka, jakiegokolwiek, widzimy te tendencje, a jednocześnie czasem okazuje się, że coś logicznego, jasnego w języku ustępuje miejsca jakimś innym rozwiązaniom, nie zawsze, z punktu widzenia tych tendencji, lepszym. Językoznawcy działają na pograniczu: z jednej strony istnieją całkiem klarowne zasady kierujące językiem, z drugiej – język okazuje się żywym tworem, czasem skręcającym w stronę, której nikt nie przewidywał.

Norma językowa, czyli ogólnie przyjęty w danym języku sposób komunikowania się, nie jest czymś stałym. Ulega ona zmianom, czasem ledwo zauważalnym, czasem powodującym trzęsienie ziemi. Norma podlega standaryzacji, a dzieje się to zazwyczaj w momencie powstania języka literackiego. Ta ustandaryzowana wersja normy podlega następnie kodyfikacji, czyli tworzy się zespół zasad dotyczących używania języka w zakresie danej normy. Kodyfikacją zajmują się obecnie językoznawcy normatywiści, a jej wyrazem jest istnienie słowników ortograficznych, interpunkcyjnych, poprawnościowych.

Kiedyś funkcję kodyfikacyjną pełniły publikacje poprawnościowe, w których pisano, jak nie należy pisać. Tworzyli je przeróżni ludzie i w różny sposób je traktowano.

Jednocześnie język ciągle żyje, zmienia się, sprawdza różne formy. Specjalnie piszę język, a nie człowiek używający języka. Bo właściwie w badaniach nad językiem można podać przyczyny pojawienia się takich, a nie innych rozwiązań w języku, ale rzadko (w kontekście całego systemu językowego) możemy wskazać jednoznacznie, dlaczego taka a nie inna forma zwyciężyła. Składa się na to wiele czynników, a czasami i tak do końca nie wiadomo. Kiedyś zresztą podawałam przykład książki z 1888 roku Barbaryzmy i dziwolągi językowe Józefa Blizińskiego, w której autor umieszcza wiele wyrazów, których dziś nie podejrzewalibyśmy o jakieś odstępstwo od normy.

Na język mają również wpływ różne wydarzenia. Na przykład na standaryzację języka polskiego, którego używamy współcześnie, miała ogromny wpływ historia naszego kraju w XX wieku. Gdy po 1945 roku ze społeczeństwa dość zróżnicowanego, staliśmy się społeczeństwem homogenicznym i to dość nagle, ale także o wiele lepiej wykształconym. Miało to również odbicie w języku.

Działania kodyfikacyjne różnych gremiów potrafią skutecznie wyeliminować pewne formy, a inne ustawić na świeczniku. Nigdy nie możemy być jednak pewni, czy te zdeprecjonowane formy nie wrócą. Tak było na przykład z historią feminatywów w języku polskim. One istniały, istniały końcówki rzeczowników osobowych w rodzaju żeńskim, stosowano je. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku ludzie słowa (najogólniej mówiąc) uznali, że udział feminatywów w języku jest nieproporcjonalnie mały wobec zmieniającej się rzeczywistości i obecności kobiet w życiu publicznym. Zaczęto więc promować feminatywy i one całkiem dobrze w języku się przyjęły. Z kolei po 1945 roku wśród komunistycznych elit uznano, że feminatywy są mało nobilitujące i zaczęto w komunikacji publicznej stosować wyłącznie męskie nazwy zawodów czy funkcji z dodatkiem pani lub czasownikiem w rodzaju żeńskim. Dziś znów mamy ideowy nawrót do feminatywów. A jak one zapełnią nasz język, zależy tylko od jego użytkowników.

Z jednej strony mamy nakaz uwarunkowany kulturowo lub politycznie, z drugiej użytkowników języka, którzy mogą się na jakiś czas podporządkować albo i nie, mogą używać „zakazanych” form w komunikacji prywatnej, a w publicznej wrócić do nich w bardziej sprzyjających warunkach. Formy takie mogą też całkowicie zaniknąć z języka. Wszystko jest możliwe.

Norma normie nierówna: jak piszemy, a jak mówimy

W języku polskim mamy to szczęście, że norma pisana jest właściwie zbieżna z normą wymawianiową. Jednocześnie norma pisana jest skodyfikowana, a norma wymawianiowa nie. Część językoznawców dopomina się jasnych reguł dla wymawiania poszczególnych słów. Prowadzone są również badania statystyczne i pomiarowe nad tym, jak wygląda wymowa w języku polskim.

Mamy też jednak na przykład taki język czeski, w którym norma pisana, literacka (spisovná čeština) nie funkcjonuje w języku mówionym (obecná čeština). Z kolei Szwajcarzy posługują się niemieckim jako językiem oficjalnym, pisanym, używanym w mediach, w szkole, w kontaktach z obcokrajowcami, zaś w komunikacji codziennej w użyciu jest wyłącznie schwyzerdütsch, dialekt alemański języka niemieckiego.

Język pisany najłatwiej jest skodyfikować. Do pewnego momentu miał on również szersze oddziaływanie niż język mówiony. Ten drugi ograniczał się do wąskiej grupy ludzi wokół, ten pierwszy, w postaci pism urzędowych, literatury, docierał do bardzo różnych miejsc i grup.

Dzisiaj jesteśmy świadkami innego procesunorma mówiona coraz częściej przedostaje się do normy pisanej, przez upowszechnienie się najpierw radia i telewizji, kina, a teraz Internetu. I właściwie nikt nie jest w stanie przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie rozwój języków naturalnych.

Normatywiści starają się zahamować zbyt szybie procesy językowe wynikające również z globalizacji. Wymarcie języka polskiego (a pod koniec lat 90. można było się natknąć na rok 2020 jako tę datę graniczną) wydaje się raczej nieprawdopodobne w najbliższym czasie. Jednak w obliczu coraz bardziej postępującej globalizacji i uogólniania się pewnych tendencji, nie jest wykluczone, że proces zanikania naszego języka może przybrać na sile. I znów – może, ale nie musi. Co będzie? Nie wiadomo.

Rola Rady Języka Polskiego

W tym kontekście działalność RJP jawi się jako pewnego rodzaju drogowskaz. Nie każdy musi się nim kierować, ale część osób będzie. Ustalenia RJP dotyczących pisowni mają swoje źródło w zasadach związanych z rozwojem języka. Tylko jedna z nich zależy wyłącznie od czyichś postanowień.

Pisownia w języku polskim opiera się bowiem na czterech zasadach:
fonetycznej – piszemy jak mówimy, czyli każdej literze odpowiada jedna głoska;
historycznej – gdy pisownia opiera się o historyczne procesy rozwoju języka, np. pisownia wyrazów z ó;
morfologicznej – gdy pisownia pozwala na zachowanie poczucia tożsamości cząstek morfologicznych, które w wymowie uległy zatarciu (piszemy brud, mimo że mówimy [brut], żeby zachować tożsamość z formami odmiennymi brudu, brudem)
konwencjonalnej – pisownia, która nie odnosi się do żadnej z powyższych zasad, a jest wynikiem ustalenia jakichś decyzyjnych w tym zakresie gremiów (np. pisownia partykuły nie łącznie lub rozdzielnie).

Działania RJP w zakresie ortografii i interpunkcji polega w większości na wyjaśnianiu pisowni w odniesieniu do zasad fonetycznej, historycznej czy morfologicznej, a w wyjątkowych przypadkach sformułowanie zasady konwencjonalnej. Tak było na przykład z uchwałą o pisowni nie z imiesłowami przymiotnikowymi, kiedy ustalono, że wszystkie można pisać łącznie. Poprzednio przyjmowano zaś rozróżnienie na cechę stałą (wtedy nie łącznie) i niestałą (rozłącznie).

Gdy RJP lub jakikolwiek inny językoznawca normatywista stwierdza, że wiewiórka piszemy przez ó, to nie robi tego bo tak mu się chce, tylko dlatego, że ma to uzasadnienie w rozwoju języka. Akurat jeśli chodzi o zapis ó, u, rz, ż, ch i h być może kiedyś dojdzie do tego, że głosce wymawianej będzie odpowiadała jedna litera. Kto wie. Na razie mamy jednak taką pisownię.

Swoją drogą, działania w sprawie ortografii i interpunkcji są jedynymi, które regulamin Rady i Ustawa określa jako „ustalanie zasad”. W pozostałych przypadkach jest mowa o rozstrzyganiu, opiniowaniu.

Rada pełni też funkcję zbierającą i rozstrzygającą spośród wielu rozwiązań, które serwują językoznawcy normatywiści. Wydawnictw poprawnościowych jest naprawdę dużo. Każdy z językoznawców stara się uzasadnić swoje podejście. Rada, wprawdzie nie od razu, ale jednak od czasu do czasu, stara się te wszystkie zalecenia ujednolicić, podejmując różne uchwały. Oczywiście nie każdy językoznawca się z nimi zgadza. Czy to jednak coś złego?

Ciekawie na temat roli RJP i w ogóle podejścia do procesów zachodzących w języku pisała swego czasu prof. Jadwiga Puzynina. Przytoczę tylko fragment jej rozważań (podkreślenia są moje):

Słusznie mówi się o nieostrości pojęcia normy zwyczajowej: w wielu wypadkach nie jest oczywiste, jakie formy są lub nie są „społecznie zaaprobowane”, trzeba by na to o wiele więcej wiarygodnych badań statystycznych aniżeli te, którymi rozporządzamy.
Co do normy skodyfikowanej – istnieje wątpliwość dotycząca gremiów kodyfikujących. Pojawia się wiele autorskich poradników językowych, jest też niemało orzeczeń poprawnościowych poszczególnych osób (najczęściej językoznawców, rzadziej dziennikarzy) w czasopismach, w telewizji, w radio. W ramach tego poradnictwa często wypowiadane są sądy i oceny wyraźnie różniące się między sobą. Nauczyciele, wydawcy, dziennikarze i w ogóle ludzie zainteresowani poprawnością językową wyrażają często niepokój wobec różnorakości tych orzeczeń. Niepokój ten dotyczy zresztą również słowników, wydawanych na ogół przez zespoły autorskie lub całe redakcje. Także one zawierają wiele sprzecznych ocen i wskazówek.
Wobec takiej sytuacji można zająć stanowisko trojakie:
1) Po pierwsze – w pełni liberalne: Niech się język rozwija według własnych praw, niech każdy mówi i pisze, jak sam chce, każdy sam dba o zrozumiałość i estetykę swoich wypowiedzi. Jeśli ktoś chce, to niech publikuje swoje oceny lub słucha tych z nich, które go interesują i które mu jakoś pomagają; jeśli nie – to nie. O żadnej kodyfikacji normy nie ma tu mowy.
2) Drugi rodzaj zajmowanego w tej sprawie stanowiska to uznawanie za właściwą kodyfikację zdecentralizowaną, pojętą jako porady różnych ekspertów, spośród których można sobie wybierać odpowiadające poszczególnym użytkownikom języka rozstrzygnięcia normatywne. Jest to stanowisko kuszące – wobec naszej ogólnej obecnie niechęci do wszelkiej centralizacji w życiu społecznym.
3) Trzecia z wyodrębnionych przeze mnie postaw charakteryzuje się postulatem jednolitych rozstrzygnięć poprawnościowych. Postawa ta, którą sama reprezentuję, nie wiąże się bynajmniej ani z chęcią narzucania komuś jednolitych gustów językowych, ani ze zbytnim rygoryzmem i puryzmem językowym. Pełnemu liberalizmowi przeciwstawia się ona na zasadzie traktowania języka jako istotnego elementu kultury, wymagającego ochrony wobec czynników powodujących jego degradację, takich jak: biologicznie uzasadniona inercja, tj. dążenie do najmniejszego wysiłku mówiących czy też piszących, brak doceniania kultury jako takiej, widzenie w języku wyłącznie narzędzia (byle jakiego zresztą) porozumienia, niedostrzeganie jego wartości autotelicznych i twórczej roli w kształtowaniu jednostek i społeczeństw.
Przypuszczam, że wśród członków Rady znajdą się zarówno zwolennicy postawy umiarkowanie centralistycznej, jak i poradnictwa zdecentralizowanego. Powinniśmy jednak dopracować się stanowiska w miarę uzgodnionego, przynajmniej co do tego, czy my jako Rada zechcemy formułować bądź też akceptować lub odrzucać formułowane przez innych normy językowe i dawać temu publicznie wyraz.

J. Puzynina, Problem kodyfikacji normy języka polskiego

Mi bardzo podoba się obecne podejście RJP, wyrażone m.in. w sporze o feminatywy czy wyraz murzyn. Jak wyjaśniła prof. Kłosińska (podkreślenia moje):

Rada podkreśliła, że „nie ma kompetencji”, by zakazywać używania jakiegokolwiek słowa lub wyrażenia, ani też, by nakazywać posługiwanie się jakimkolwiek wyrazem.
Byłoby to zresztą niezgodne z poglądami członków Rady, którzy nie uważają się ani za właścicieli polszczyzny, ani za osoby mogące ingerować w rozwój języka. Rada wyraża tylko opinie dotyczące kwestii językowych, opinie oparte na analizie istniejącego stanu faktycznego. Tak też jest skonstruowana odpowiedź w sprawie słowa »Murzyn«, odpowiedź, w której autor przywołuje historię używania tego wyrazu i przedstawia stan dzisiejszy” – wskazano.
Jak zaznaczyło prezydium RJP, nie należy opierać się tylko „na własnym przekonaniu” dotyczącym jakiejkolwiek kwestii językowej. „Dodajmy, że pojawiające się w mediach stwierdzenie, iż Rada zdecydowała, że słowo »Murzyn« jest obraźliwe, nie ma podstaw: Rada bowiem nie decyduje o nacechowaniu słów, a jedynie analizuje i opisuje to, jak są one używane przez społeczeństwo” – wyjaśniono.

Komunikat na stronie PR. Na stronie RJP jest on w pełnym brzmieniu

Bardzo często spotykam się z niezrozumieniem tego, jaka jest rola językoznawców i Rady Języka Polskiego wobec procesów dziejących się w języku. Specjaliści owszem, mają na nie jakiś wpływ, ale właśnie – jakiś. Często również okazuje się, że nie ma rozstrzygnięć jednoznacznych. Między innymi właśnie dlatego, że mówimy o języku naturalnym, czyli takim, który, w pewnym sensie, żyje własnym życiem. Co do którego nie da się przewidzieć wszystkich zmian.

W tej perspektywie zarówno zarzucanie językoznawcom, że nie chcą odpowiedzieć jednoznacznie, jak i z drugiej strony przekonanie, że wymyślają sobie jakieś zasady ot tak i każą je stosować, jest nieuzasadnione. Wbrew pozorom lubimy normy i czujemy się w nich bezpiecznie, a konieczność decydowania samemu w niektórych wzbudza lęk. Inni mają zaś problem z tym, że ktoś im coś narzuca. Nie dogodzisz, również w języku. Ale to pokazuje również, jak właśnie ludzki jest ten nasz język. Opisywalny, ale nie do końca – jak człowiek.

Kto wymyślił język polski?

Kilka nazwisk można by podać. Na przykład ci wszyscy, których teksty kazano nam czytać w szkole na lekcjach polskiego, poczynając od autora Kazań świętokrzyskich czy Bogurodzicy. A dalej: urzędnicy, literaci, dziennikarze. Oraz każdy Polak lub ten, kto posługiwał się językiem z naszej grupy, podgrupy itp. językowej.

Jednocześnie nikt z nas nie jest właścicielem polszczyzny. W posługiwaniu się językiem warto zatem nie kierować się własnym widzimisie. Można się nie zgadzać oczywiście z rozstrzygnięciami, jednak należałoby w tym wypadku podać jakieś powody, oprócz „bo tak”, „bo mi tak pasuje”. Język i tak zrobi swoje, choć możemy na niego wpływać. A najlepiej wpływamy na niego, po prostu o niego dbając.

W tym kontekście przypominają mi się słowa Norwida:

Nie miecz, nie tarcz bronią Języka,
Lecz – arcydzieła!

C.K. Norwid, Vade-mecum.

Członkom Rady Języka Polskiego życzę zaś nieustającej wrażliwości językowej, która łączy normę z praktyką.

Do poczytania:

Strona Rady Języka Polskiego, gdzie znajdziesz uchwały, porady, inicjatywy itp.

J.S. Bień, O pierwszym „rozbiorze polszczyzny”, Radzie Języka Polskiego i normalizacji – bardzo ciekawy krytyczny artykuł informatyka i językoznawcy w jednym, z początków istnienia RJP

Czy uchwały Rady Języka Polskiego mogą być w całości cytowane w artykułach Wikipedii? – wypowiedź prawnika m.in. o statusie prawnym uchwał RJP

J. Puzynina, Problem kodyfikacji normy języka polskiego

Jeśli podobał Ci się ten tekst, podziel się nim. Niech inni też go zobaczą.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *