fbpx
Stara maszyna do pisania, notatnik
Artykuły,  Biznes i marketing,  Język,  Warsztat pisarza

Jak pisać oryginalne teksty?

Wśród różnych porad dotyczących tworzenia wartościowych treści, bardzo często przewija się porada, by być autentycznym. No cóż, ja też takiej udzielam. To jest bardzo dobra rada, tylko co ona właściwie znaczy?

Najczęściej przez osoby czytające utożsamiana jest ona z oryginalnością, czyli takim tworzeniem tekstów, które są zupełnie nowe, odkrywcze, przełomowe lub wywrotowe. Tylko że to, w dzisiejszym świecie, jest już prawie niemożliwe. Wszystko już było. Nie ma co się łudzić.

W jednym z instagramowo-facebookowych postów pisałam o literackich inspiracjach w piosenkach Kory i zwracałam uwagę, że właściwie cała historia literatury jest takim zazębiającym się ciągiem pisarskich zdarzeń. Dlaczego dziś miałoby być inaczej również w tworzeniu treści związanych z biznesem lub własną marką?

Jak więc być oryginalnym w swoim pisaniu? Być sobą i kraść!

Jak to? Ano po prostu. Już wyjaśniam, jak się rozprawić z mitem oryginalności (z którym już trochę rozprawiałam się w tekście o 5 mitach na temat dobrego pisania).

POZNAJ SAMEGO SIEBIE

Gnōthi seautonPoznaj samego siebie. To jedna z sentencji delfickich wypisanych na murze świątyni Apollina w Delfach. Zdanie, które inspirowało wielu, od starożytności aż po współczesność. Zdanie, które pozostaje aktualne również dzisiaj właściwie w każdym aspekcie naszego życia. Dlatego nie zawaham się użyć go również w kontekście zaprzyjaźniania się z językiem i zdobywania lekkości w pisaniu.

Zanim rozwinięcie, to jeszcze jeden cytat:

Większość osób jest tak pochłonięta kontemplacją świata zewnętrznego, że zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się wewnątrz nich samych.

N. Tesla, „Moje wynalazki: autobiografia Nikoli Tesli”

W poszukiwaniu pomysłów na najlepszy content lub literacki tekst rozglądamy się za tym, co, według nas, jest najbardziej oryginalne. Kreatywność zwykliśmy utożsamiać właśnie z oryginalnością, czyli wymyśleniem czegoś, czego nie było do tej pory. Stale jesteśmy zwróceniu ku temu, co na zewnątrz, szukając Świętego Graala pisania. Jak pisał ten? A jak ta? Jaki przepis na sukces ma Stephen King? A jaki J.K. Rowling? Wsłuchujemy się tylko w czyjeś słowa, zapominając… o sobie.

Dlatego pierwszą zasadą oryginalności nie jest to, by stworzyć coś, czego jeszcze nie było, ale coś, co jest autentyczne i wypływa „ze mnie”. „Mnie” można naśladować, imitować itp., ale zawsze pozostanie „mną”. I to jest właśnie oryginalność oparta na autentyczności.

Autentyczność zaś rozpoczyna się od poznania siebie: swoich mocnych i słabych stron; tego, co się lubi i tego, co odrzuca, a potem postawieniu na rozwój talentów i preferencji.

KRADNIJ JAK ARTYSTA

Druga zasada wiąże się z tym, że oryginalne pomysły nie biorą się z niczego. I dotyczy to zarówno dzieł artystycznych, jak i wytworów techniki.

Na początku swojej książki Steal Like an Artist (w polskim wydaniu tytuł brzmi: Twórcza kradzież) Austin Kleon przytacza wypowiedzi kilku artystów, które nie pozostawiają złudzeń:

Sztuka jest złodziejem.

Pablo Picasso

Niedojrzali poeci imitują; dojrzali poeci kradną; źli poeci oszpecają to, co sobie wzięli, a dobrzy poeci przetwarzają to w coś lepszego albo przynajmniej innego. Dobry poeta przekształca to, co ukradł przez uczucie, które jest wyjątkowe, tworząc coś zupełnie innego z tego, co sobie wziął.

T.S. Eliot

No właśnie. Gonimy za oryginalnością, która, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, jest już mitem. Wszystko już było. A jednak ludzi ciągle piszą o miłości, wymyślają nowe urządzenia itp. Oryginalność to bowiem umiejętne i twórcze wykorzystanie tego, co zastaliśmy i nadanie temu swojego charakterystycznego rysu.

ORYGINALNE PISANIE, CZYLI JAKIE?

I tu właśnie krzyżują się owe dwa składniki oryginalności, o których pisałam na początku. Znając swoje mocne i słabe strony, wiedząc, co lubię, a czego nie, mając świadomość swojej obecnej sytuacji, mogę w oryginalny, autentyczny sposób przetwarzać to, co już było; na podstawie wcześniejszych pomysłów rozwijać swoje itp.

Dobry poeta przetwarza to, co sobie wziął w coś lepszego albo przynajmniej innego… Grafomania to imitacja. Dobre pisanie to własne wykorzystanie wcześniejszych pomysłów. Ów charakterystyczny rys, pieczęć, która jest znakiem rozpoznawczym.

Co ciekawe, wiele osób, które piszą dużo, szybko, lekko i dobrze, wcale nie potrafi tak od razu powiedzieć, co im się podoba, a co nie, jaki mają styl, co im leży itp. Dzieje się to z tego samego powodu, z jakiego gdy chciałam zapisać przepis na jakąś potrawę robioną przez moją babcię, musiałam siedzieć przy niej i odmierzać sama, bo ona wszystko robiła „na oko”. I jej wychodziło. Bo miała lata praktyki. Podobnie z osobami, którym pisanie przychodzi łatwo i.. hmm… bezrefleksyjnie. To ludzie, którzy od dzieciństwa dużo czytali i pisali, próbując różnych form, często nie kończąc owego pisania i czytania, testując itp. I w dorosłym życiu to wszystko procentuje.

Pozostali muszą zaś, jak w przypadku robienia ciasta z moją babcią, zapisywać proporcje i ćwiczyć.

Poszukiwanie autentyczności w swoim pisaniu powinno się zaczynać od samoświadomości i czytania – czyli owego poznawania siebie i kradzenia jak artysta. Najlepiej jednocześnie.

Bo nie chodzi też o to, by najpierw przez pięć lat poznawać siebie, potem przez pięć lat czytać świadomie, a dopiero na końcu zacząć pisać.

No dobra, to też jakaś strategia, ale patrząc na to, że najbardziej palący problem dla osób przeczesujących internet w tym temacie to „jak pisać szybciej”, nie jest ona najoptymalniejsza.

JAK CZYTAĆ, ŻEBY TO BYŁO SKUTECZNE?

Czytać różne teksty, przede wszystkim te z wyższej półki literackiej. Im częściej przestajemy z dobrymi tekstami, tym bardziej nasiąkamy dobrym pisaniem, a potem sami dobrze piszemy. Nie znaczy to, że wszystko ma się podobać. Może się nie podobać. Ważne, żeby zdawać sobie sprawę z tego, co się nie podoba, a co podoba.

I tu do gry wchodzi owa świadomość i autentyczność.

Czytaj więc i zapisuj:

– myśli, które pojawiły się u Ciebie pod wpływem jakiegoś przeczytanego tekstu;

– schematy, które pojawiają się w tekstach;

– ciekawe pomysły;

– interesujące początki i zakończenia;

– nietrafione według Ciebie rozwiązania;

– to, co Cię zirytowało/ zdenerwowało/ zasmuciło/ rozśmieszyło;

– niezwykłe połączenia wyrazowe.

Wiem, że na pierwszy rzut oka takie czytanie wydaje się uciążliwe, no i wydłuża sam proces. Wiele osób już w tym momencie odpuszcza. Ja sama jestem zwolennikiem takiego działania, które przychodzi nam z lekkością, bo jest dopasowane do nas. Ale jeśli nie wiesz, co jest Twoim atutem w pisaniu, co lubisz czytać i dlaczego, nie łudź się, że uzyskasz jakąkolwiek lekkość. Na początku trzeba trochę podejść pod górę. Potraktuj to jako zdobywanie wspaniałego szczytu, z którego rozpościera się widok na ogromne możliwości, jakie masz przed sobą.

A potem pisz i co jakiś czas sprawdzaj:

– kiedy pisze Ci się lekko;

– na jaki temat słowa same spływają na kartkę/monitor;

– jakie zdania przeważają w Twoich tekstach;

– jakie słowa lubisz, a jakich unikasz.

BARDZO KRÓTKI KURS DOBREGO PISANIA

Dla osób, które chciałyby trochę głębiej wejść w poznawanie samego siebie w kontekście pisania, które nie przepadają za pisaniem, a jednak z jakiegoś powodu chcą to robić, przygotowałam darmowy Bardzo krótki kurs dobrego pisania, czyli ćwiczenia pomagające zorientować się w tym, co lubisz, a czego nie, w czym jesteś dobra, a także pokazujące, jak kreatywnie wykorzystywać zastane treści, nie kopiując czyjejś pracy.

Na zachętę jedno z ćwiczeń:

Właściwie to jest jeszcze trzeci powód. Osoby, którym pisanie przychodzi lekko, doświadczyły zabawy pisaniem. Podczas niezliczonych prób stworzenia w młodości powieści, wierszy, komiksu itp. – bawiły się słowami. Ci, dla których pisanie jest udręką, nigdy czegoś takiego nie przeżyli. Jeśli jesteś w tej drugiej grupie – zacznij bawić się słowem, na przykład w takim ćwiczeniu, żeby je oswoić i z nim zaprzyjaźnić. Inaczej zawsze będzie to udręka, nawet jeśli przejdziesz kilkadziesiąt kursów dobrego/kreatywnego/skutecznego pisania i żadne pisarskie narzędzie nie będzie Ci obce. I znów przywołam tu moją babcię, która mówiła w takich przypadkach: „Z niewolnika nie ma robotnika”.

Poniżej dzielę się dwoma przykładami takiego 1:1 wykorzystania czyjegoś tekstu. W obu przypadkach podaję też oryginały.

Wspominactwo i inne religie

Mój tekst ze starego bloga, w którym narzekania Dominika Zdorta na zakorkowane przez półmaraton ulice Warszawy zamieniłam na narzekania na ulice zakorkowane przez miesięcznice smoleńskie. Tu chciałam zwrócić uwagę na to, że w dużym mieście, a już zwłaszcza w stolicy, wszelkie duże imprezy, masowe wiece itp. są czymś zupełnie normalnym i domaganie się ich likwidacji jest kuriozalne.

XIX-wieczni poeci a współcześni twórcy internetowi

Tu zaś tekst z jednego z postów w mediach społecznościowych, gdy sytuacje pisarzy z XIX w. przerobiłam na współczesną sytuacje twórców internetowych.

Dziś mam taką nieco żartobliwą odezwę do wszystkich marzących o karierze literackiej lub internetowych zasięgach.
Przygotowując indeks osobowy do pewnej mądrej książki, natknęłam się na recenzję z 1877 roku, a w niej słowa, które wywołały uśmiech na mej twarzy i potwierdziły przekonanie, że wszystko już było, nawet nasycenie rynku książki 😃, jak również że ma to przełożenie na nasycenie mediów społecznościowych.
Oto dwie wersje: oryginalna, o poetach, i współczesna, o twórcach internetowych.
“Przeminął czas, kiedy wydrukowanie kilku wierszy dawało rodzaj poetycznej sławy; przeminął czas, kiedy nowy zbiorek poezyj wywoływał żywe zajęcie się ogółu, a serc wrażliwszych mocniejsze bicie. Dziś poeta, wydając zbiór swych poezyj, wie z góry, że nikt go czytać nie będzie, chyba przypadkiem, że jego przeznaczeniem powiększyć zakurzoną makulaturę księgarską, wywołując na ustach handlarza umysłowych skarbów wzgardliwy uśmiech politowania. Skoro więc ani żądza sławy, ani chęć zysku; ani wzgląd na potrzebę ogółu nie powodują poetę do wydawania na stracone swoich utworów, robi on to jedynie dla zadość uczynienia własnej wewnętrznej potrzebie, dla zamanifestowania swojej opozycyi’ (S. Grudziński).
Na dzisiejsze czasy przełożyłam to tak: “Przeminął czas, kiedy wstawienie kilku postów dawało rodzaj internetowej sławy; przeminął czas, kiedy nowy post na blogu wywoływał żywe zajęcie się ogółu, a serc wrażliwszych mocniejsze bicie. Dziś twórca internetowy, publikując swoje posty i artykuły, wie z góry, że nikt go czytać nie będzie, chyba przypadkiem, że jego przeznaczeniem powiększyć zakurzoną sieć internetową, wywołując na ustach handlarza umysłowych skarbów wzgardliwy uśmiech politowania. Skoro więc ani żądza sławy, ani chęć zysku; ani wzgląd na potrzebę ogółu nie powodują blogera, twórcę internetowego do publikowania na stracone swoich tekstów, robi on to jedynie dla zadość uczynienia własnej wewnętrznej potrzebie, dla zamanifestowania swojej opozycyi”.
Także tego: manifestujmy swoją opozycję jak najlepiej! To nam zostało.

Mam silne przekonanie, że działając w zgodzie ze sobą, osiągniemy więcej. Trzeba tylko wiedzieć, co to dla każdego z nas znaczy.

Poznawaj siebie i kradnij jak artysta. Powodzenia.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *