fbpx
Okładka: Wszyscy jesteśmy cyborgami
Artykuły,  Język,  Kultura

Internet i czytanie: kosa czy sztama?

30 lat temu rozpoczęła się w Polsce era Internetu/internetu. „17 sierpnia 1991 roku Rafał Pietrak, pracownik Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, wysłał pierwszą internetową wiadomość”.

Napisałam ten wyraz dużą i małą literą, bo chodzi zarówno o historię konkretnej sieci, jak i medium, które przez tę właśnie sieć naszym życiem zawładnęło. Dalej w tekście chodzi mi właśnie o to medium, więc używam małej litery.

O historii internetu w Polsce ciekawie napisał Michał Radomir Wiśniewski w książce Wszyscy jesteśmy cyborgami. Jak internet zmienił Polskę, której okładka widnieje na zdjęciu głównym.

Ja natomiast chciałam słów kilka wspomnieć o tym, czy, a jeśli tak, to jak internet zmienił nasze czytanie.

Zaczęło się od Carra

Kilka lat temu ukazała się inna, popularna w tym temacie książka, autorstwa Nicholasa Carra Płytkie myślenie. Jak internet wpływa na nasz mózg, która (jak to określił Wiśniewski) została memowo sprowadzona do konkluzji „nowe media ogłupiają”. Książka aż tak jednoznaczna nie jest, ale fakt, pokazuje dużo negatywnego wpływu internetu m.in. na nasz sposób czytania. Mało kto podważa stwierdzenia, że nie umiemy już czytać długich tekstów, że skanujemy, że nie potrafimy się skupić na słowie pisanym, a to wszystko ma być winą właśnie internetowego czytania.

Sięgnęłam do dwóch tekstów: angielskiego (z „The Guardian”) i polskiego (Akademia NASK), które znalazłam po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „czy internet zmienił czytanie/ internet changed our reading”. Jak zwykle okazało się, że nie ma aż tak jednoznacznych odpowiedzi na to pytanie, jest wiele „zależy”, kilka plusów i minusów.

Co ciekawe, w Guardianie przytoczono wypowiedzi różnych specjalistów i o ile pisarze (writers) zwracają uwagę na owo negatywne oddziaływanie Internetu na czytanie, o tyle neurobiolodzy czy psychiatrzy siedzący w temacie już nie są tak sceptyczni, a przede wszystkim nie wieszczą upadku ludzkiego mózgu.

Negatywy i pozytywy czytania w internecie

Badacze zwracają uwagę na to, że samo pismo jako takie i czynność czytania są czymś nowym ewolucyjnie dla naszego mózgu. Każda zaś duża zmiana w naszym opisywaniu rzeczywistości wiązała się dla wielu z obawami o przyszłość człowieka. Platon wieszczył upadek ludzkiego rozumu z powodu upowszechniania się pisma i odchodzenia od oralności (czyli kultury mówionej), potem odsądzano od czci i wiary książki, druk, gazety, radio, kino, telewizję, no a teraz internet i ogólnie nowe technologie. I o ile faktycznie wszystkie te media jakoś wpływają na przetwarzanie informacji przez człowieka, to prostego przełożenia na to, że to zmienia nasz mózg już nie ma.

Głównie z tego powodu, że… nasz mózg w ogóle ciągle się zmienia, a właściwie uaktywnia różne swoje obszary, w zależności od bodźców, które do niego dochodzą. Inne obszary są aktywne u ludzi niepiśmiennych i piśmiennych, ale, uwaga, spotkamy się podobną z podobną konkluzją w przypadku badań nad aktywnością mózgu u osób czytających po angielsku i po chińsku. U nich też „mózg działa inaczej” podczas czytania.

Te nowe sposoby zbierania informacji sprawiają, że nasz mózg działa inaczej, ale nie jest to równoznaczne z tym, że zmienia swoją budowę.

Otoczeni przez nowe technologie i wszechobecny internet, jesteśmy wystawieni na ciągłe działanie pobudzających bodźców, w związku z tym jesteśmy rozproszeni i trudniej nam utrzymać uwagę. To  stąd bierze się ów „brak skupienia na długim tekście”. Żeby się na nim skupić, potrzebujemy odciąć się od informacji, którymi jesteśmy bombardowani.

Ponieważ w internecie pewne rzeczy możemy znaleźć bardzo łatwo, nie zapamiętujemy tych informacji. Tu nie ma nic nowego jeśli chodzi o działanie ludzkiego mózgu. Podobnie działają stereotypy – mniej wysilamy się mózgowo, przyporządkowując osoby, zachowania itp. do pewnych ustalonych szufladek. Każdorazowa analiza to wysiłek dla mózgu, a ten jednak woli go sobie oszczędzać tam, gdzie nie musi. Skoro mam pod ręką kalkulator – na co mi znajomość tabliczki mnożenia na pamięć. Skoro mam wyszukiwarkę w smartfonie,  nie muszę pamiętać, że ziemniaki zawdzięczamy Inkom. Mogę to sobie zawsze sprawdzić.

Owszem, w przypadku braku dostępu do sieci owa wiedza (niekoniecznie na temat pochodzenia ziemniaka, ale już o pierwszej pomocy tak) może nam pomóc przeżyć, no ale takie sytuacje nie zdarzają się często.

Skanujemy tekst. To prawda, że nie czytamy już uważnie. A przynajmniej nie na nośnikach elektronicznych. Nie na darmo spece od marketingu i SEO zwracają uwagę na to, żeby najważniejsze treści, słowa klucze, umieszczać po lewej stronie, żeby boldować (pogrubiać) ważniejsze fragmenty, dawać w ramki itp.  Treści cyfrowe czytamy bowiem inaczej niż treści drukowane. Zazwyczaj od góry do dołu, ślizgając się bardziej po lewej stronie kolumny, skanując, czyli wyłapując fragmenty.

W dodatku w przypadku książki czy gazety, widzimy i czujemy, ile przeczytaliśmy, ile miejsca zajmuje tekst, ile nam jeszcze zostało itp. W przypadku czytników czy monitora/wyświetlacza, nie ma tych fizycznych odczuć i nasz mózg jest zdezorientowany. Badania wykazały, że w przypadku tekstów naukowych, czytanie ich na nośnikach cyfrowych wiąże się z gorszym przyswajaniem i zapamiętywaniem treści.

Przyznam, że ja na czytniku mam w większości książki, o których wiem, że nie będę musiała się dużo nad nimi zastanawiać. A teksty naukowe, które są dostępne w Internecie, czasami sobie drukuję, żeby lepiej mi się je czytało.

To, w czym pomaga nam internet, jeśli chodzi o czytanie, przynajmniej częściowo, to to, że lepiej radzimy sobie z szukaniem różnych informacji. Gorzej natomiast przychodzi nam ich weryfikacja. Myślę że w nauce posługiwania się tzw. nowymi mediami, powinniśmy właśnie na tym skupić swój wysiłek – jak weryfikować, oceniać treści (trochę o tym pisałam w tekście Jak czytać mądrze i nie dać się nabić w butelkę).

Niewątpliwą zaletą korzystania z internetu jest zaś to, że… dzięki temu możemy dłużej zachować młodość naszego mózgu.

Badacze udowodnili za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), że samo czytanie na ekranie oraz korzystanie z wyszukiwarki uaktywnia mózg. Rezonans magnetyczny rejestruje zmiany w czynności komórek nerwowych, pozwalając na obrazowanie aktywności mózgu. Najmniejszą jednostką, dzięki której można zaobserwować aktywność mózgu jest woksel – u osób, które wcześniej używały internetu, aktywność mózgów podczas przeglądania internetu osiągała średnio 21,7 wokselów. Osoby, które nie miały doświadczenia z internetem osiągały średnio tylko 8.6 wokselów.

Badacze tłumaczą to zjawisko niezwykłą złożonością internetu – samo przeglądanie stron wymaga ciągłego podejmowania decyzji, w co kliknąć, aby dowiedzieć się jak najwięcej, w którą stronę skierować swoje następne kroki. Wielość możliwości stymuluje mózg i pomaga mu nie tylko zachować elastyczność, ale też stale się rozwijać, również w starszym wieku.


Jak internet zmienia nasz mózg

Tym, co faktycznie może sprawiać trudność jest przeskakiwanie z tekstu cyfrowego na drukowany, gdzie sposób czytania jest różny. Trochę jak z używaniem innych języków – skakanie między jednym a drugim prowadzi niekiedy do pomyłek. Wracając z internetowego świata do druku, musimy się przestawić w sposobie przetwarzania treści, a to chwilę trwa. I pewnie od tego,  jak długo czy głęboko siedzimy w tym pierwszym, zależy to, jak szybko jesteśmy w stanie wrócić do czytania od lewej do prawej (liniowego), ogarniania całości tekstu, zatrzymywania się na nim itp., czyli czytania druku.

Jeden z psychiatrów zwrócił też uwagę na to, że korzystanie z internetu wpływa nie tyle na nasz mózg, ile na to, jak o nim myślimy. A wręcz czasami możemy mówić o pewnych analogiach między tym, jak działa sieć i tym, jak przetwarza informacje ludzki mózg. To też ciekawy trop.

Z kolei neurobiolog Colin Blakemore zauważył, że zazwyczaj na internet narzekają ci, którzy najbardziej korzystają z jego istnienia: naukowcy, nauczyciele, akademicy, pisarze. Ich praca dzięki temu narzędziu dociera do o wiele większej grupy ludzi niż mogli sobie wymarzyć przed erą Internetu. Badacz zwracał też uwagę na to, iż to, że inaczej myślimy czy czytamy pod wpływem cyfrowych treści, świadczy nie tyle o zmianach w mózgu, ile to tym, że ludzki mózg jest bardzo plastyczny i potrafi dostosować się do tego, co oferuje mu rzeczywistość.

Inna badaczka, Maryanne Wolf, podkreśla, że wpływ internetu na ludzki mózg będzie można ocenić dopiero, gdy kompleksowemu, wieloletniemu badaniu zostanie poddane to pokolenie, które wychowało się na internecie. No a potem należałoby porównać je z wcześniejszym pokoleniem. Na jakieś jednoznaczne wnioski jest zatem jeszcze za wcześnie.

Jestem ciekawa Twoich doświadczeń z czytaniem treści cyfrowych i drukowanych.

A artykuły, z których korzystałam, to:

Jak internet zmienia nasz mózg (tam również bogata bibliografia) z Akademii NASK

John Naughton, The internet: is it changing the way we think?, „The Guardian”

Urszula Zydek-Bednarczuk, Nasz mózg w relacji z maszyną, “Filo-Sofija” 2017, nr 39.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.