fbpx
Moralność pani Dulskiej
Artykuły,  Literatura

“Moralność pani Dulskiej”: moralność, zewnątrzsterowność, osobowość psychopatyczna

Mam przekonanie, że w każdej dobrej literaturze, niezależnie od czasów, w jakich powstała, da się odnaleźć linki do współczesności, do sytuacji czytelnika, który obcuje z tekstem w zupełnie innych okolicznościach niż ów powstał.

Tak, zdecydowanie jest to dla mnie wyznacznik wybitnej literatury, której urywki krążą potem w postaci chwytliwych i ponadczasowych cytatów.

Kiedy więc jako historyczka literatury zastanawiam się nad tym, czy analizowany przeze mnie tekst jest ponadczasowy, czy jest głównie znakiem swoich czasów, szukam właśnie tego, co może on powiedzieć mi dziś – w pierwszej połowie XXI wieku.

Nie inaczej było z Moralnością pani Dulskiej.

Tragifarsa

 Moralność Pani Dulskiej jest w tym roku lekturą Narodowego Czytania – imprezy organizowanej pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, mającej propagować czytanie klasyki polskiej literatury.

Nie powiem, ambitną i bardzo podstępną rzecz do czytania wybrano.

Zabawny to bowiem dramat, który w pierwszym odbiorze sytuuje jego czytelnika na poziomie moralnie wyższym od bohaterów. Śmiejemy się z obłudnej pani Dulskiej, naiwnej Meli, cwanych Zbyszka i Hesi , fajtłapowatego pana Dulskiego. Trochę żal służącej, no ale trochę sama sobie winna oraz kasę wzięła.

Uczyliśmy się w szkole, że dramat Zapolskiej to satyra na moralność mieszczańską. To prawda. Można by jednak ten temat podrążyć i zobaczyć, że jest tam o wiele więcej niż tylko śmiech z hipokrytów. Zresztą, nie bez przyczyny sama autorka określiła swój dramat jako tragifarsę – coś śmiesznego i coś tragicznego jednocześnie.

Kiedy po raz kolejny czytałam ten dramat, przyszła mi do głowy pewna myśl, którą postanowiłam sprawdzić, a świadectwem tego jest poniższy tekst.

Moja teza

Pani Dulska wcale nie ma podwójnej moralności. U tej postaci jest ona jedna i spójna. To pozostali bohaterowie mają podwójną moralność. Wszyscy, oprócz… niewinnej Meli, która jest odbiciem swojej matki. I wcale nie jest jej opozycją. Dramat Zapolskiej byłby zatem tekstem o specyficznej moralności, która może przybierać różne oblicza, a którą da się zauważyć w osobowościach psychopatycznych, zaś podwójna moralność to cecha osobowości zewnątrzsterownych.

Ponieważ nie jestem psychologiem z wykształcenia i opieram się na ogólnej wiedzy i kilku specjalistycznych tekstach oraz własnym doświadczeniu, gdyby czytał to ktoś z wykształceniem psychologicznym i wyłapał jakieś błędy – będę wdzięczna za informację na e-mail: kontakt@wiankislow.pl

Moralność, zewnątrzsterowność, osobowość psychopatyczna

Na początku kilka definicji, żebyśmy wiedzieli, o czym mówimy.

Czym jest moralność?

Według Słownika Języka Polskiego, moralność to:

1. «zespół ocen, norm i zasad określających zakres poglądów i zachowań uważanych za właściwe»

2. «całokształt zachowań i postaw jednostki lub grupy, oceniany według jakiegoś społecznie funkcjonującego systemu ocen i norm moralnych»

Czym jest zewnątrzsterowność?

Zewnątrzsterowność to w psychologii termin, który opisuje tak naprawdę dwa zjawiska. Mają one w języku angielskim różne nazwy. Po polsku to ten sam termin. Jeśli specjaliści mają inne nazwy po polsku, to proszę psychologów o korektę!

Ogólnie zewnątrzsterowność to schemat zachowania, który u osoby go posiadającej przejawia się znacznym poleganiem na innych osobach, ich decyzjach oraz w ogóle na czynnikach zewnętrznych. Człowiek taki kieruje się tym, co jest ważne według innych (jednostek lub grup społecznych), a nie w zgodzie ze sobą (jak osoby wewnątrzsterowne).

Zewnątrzsterowność to:

other-direction (termin stworzony przez Davida Riesmana, Samotny tłum) – czyli takie ukierunkowanie działań, które pozwoli osobie zostać zaakceptowaną przez innych. Dominuje tu wyczulenie na oczekiwania innych i to, co im odpowiada.

Człowiek zewnątrzsterowny „podbija ludzi”, żyje wśród ludzi, musi umieć porozumiewać się z innymi. Często zatraca pewność kim właściwie jest i dokąd zmierza. Ma wiele twarzy i zmienia je w zależności od okoliczności. Jest głodny nowych doświadczeń, boi się, żeby nie zostać w tyle. Często jest niepewny, zaniepokojony, ocenia się zbyt surowo i żyje w świecie złudzeń, które nie są w stanie dorównać rzeczywistości.

Wikipedia

outer containtment (termin stworzony przez Waltera Recklessa na potrzeby jego teorii społecznej) – podporządkowanie działań i zachowań czynnikom wewnętrznym: nakazom społecznym, rozkazom, sugestiom, wskazówkom,  nagrodom, karom, instytucjom.

Osoba zewnątrzsterowna jest zwykle podporządkowana, często zachowuje się konformistycznie, oczekuje, że inni będą podejmować za nią decyzje, jest bierna i trudno toleruje niejednoznaczności. Zwykle jest lojalna wobec tych, którzy nią kierują, niezwykle posłuszna wobec władzy, ale jednocześnie mało twórcza. Ludzie zewnątrzsterowni mają skłonność do spostrzegania świata jednowymiarowo (“biało-czarno”). Zewnątrzsterowność idzie także w parze ze skłonnością do traktowania innych (np. wychowywania dzieci) poprzez kontrolę i wymaganie posłuszeństwa.

Wikipedia

Oczywiście to nie jest tak, że są ludzie o „czystej zewnątrz sterowności”. Człowiek jest istotą złożoną, więc różne, wyizolowane przez badaczy postawy, przeplatają się w nim, również w zależności od kontekstu.

Ogólnie mówiąc, zewnątrz sterowność to ukierunkowanie na opinie pochodzące z zewnątrz i przekonanie, że to one są najważniejsze i najlepsze dla nas.

Jak rozpoznać osobowość zewnątrzsterowną?

Chociażby przez to, że człowiek nią obdarzony, nawet jeśli przynależność do grupy tłumaczy jednością poglądów, w momencie, kiedy jakieś jego zachowanie, przekonanie jest przez grupę odrzucane, czuje tak silny dyskomfort, że przekonanie czy zachowanie owo odrzuca.

Człowiek z taką osobowością, nawet jeśli widzi, że kierowanie się tym, „co powiedzą inni” jest obłudne, nieprawidłowe itp., to i tak nie postępuje w zgodzie ze sobą, bo życie w zgodzie ze sobą wydaje mu się znacznie trudniejsze niż poddawanie się fali grupy społecznej.

Warto jednocześnie zauważyć, że takich typowych samotników, indywidualistów, jest bardzo mało. Nawet osoby, które sytuują się „poza systemem”, również tworzą grupy. Problemem nie jest bowiem sama grupa i jej wpływ, a nieumiejętność rozróżniania, co jest moim głosem, a co głosem innych, dlaczego robię tak a nie inaczej, dlaczego działanie w zgodzie z grupą jest dla mnie ważne itp. (tu kłania się poznanie samego siebie – gnothi seauton – o którym pisałam w artykule o tym, Jak pisać oryginalne teksty).

Nie ma czystej zewnątrz sterowności czy wewnątrzsterowności. Jest za to znajomość swoich pobudek i świadome wybieranie, ze wszystkimi konsekwencjami, postawy wobec świata i tworzących ją grup.

Czym jest osobowość psychopatyczna?

Według Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10 (WHO), osobowość dyssocjalna (amoralna, antysocjalna, asocjalna, psychopatyczna, socjopatyczna) to zaburzenie, które zwraca uwagę dużą niewspółmiernością między zachowaniem a obowiązującymi normami społecznymi. Charakteryzuje się (muszą być spełnione przynajmniej trzy kryteria):

  1. bezwzględnym nieliczeniem się z uczuciami innych
  2. silną i utrwaloną postawą nieodpowiedzialności i lekceważenia norm, reguł i zobowiązań społecznych
  3. niemożnością utrzymania trwałych związków z innymi, chociaż nie ma trudności w ich nawiązywaniu
  4. bardzo niską tolerancją frustracji i niskim progiem wyzwalania agresji, w tym zachowań gwałtownych
  5. niezdolnością przeżywania poczucia winy i korzystania z doświadczeń, a w szczególności – z doświadczanych kar
  6. wyraźną skłonnością do obwiniania innych lub wysuwania pozornie możliwych do uznania racjonalizacji zachowań, które są źródłem konfliktów z otoczeniem.

Zewnątrzsterowność bohaterów Moralności pani Dulskiej

Poddając analizie zachowania i pobudki, którymi kierują się właściwie wszyscy bohaterowie dramatu, można nabrać przekonania, że u każdego dominuje osobowość zewnątrzsterowna, która przejawia się w różny sposób. Stąd możnaby wysnuć wniosek, że moralność mieszczańska, kołtuńska, jest moralnością zewnątrzsterowną.

Dla Dulskiej jednostka istnieje tylko w kontekście grupy. I to konkretnej, składającej się ze średnio- i bardzo zamożnych mieszkańców miast. Najważniejsze jest to, by jednocześnie nie wychylać się ponad grupę i wszystkie profity, które przynosi przebywanie w niej zgarniać dla siebie. Zewnątrzsterowna osobowość Dulskiej połączona jest z taką pierwotną walką o byt jednostkowy, gdzie liczy się zachowanie swojego życia.

Podporządkowanie się prawo moralności mieszczańskiej przynosi bowiem Dulskiej konkretne zyski: jest poważaną właścicielką kamienicy, która zarabia na wynajmie, matką porządnych panien na wydaniu oraz kawalera, który choć nieco zabawowy, to jednak matki słucha; żoną słuchającego jej męża.

W dobrej operze mydlanej nagromadzenie wątków dramatycznych jest tak duże, że aż groteskowe. Podobnie dzieje się w dramacie Zapolskiej. Efekt absurdu osiągnięty jest właśnie nagromadzeniem tych sytuacji, w których nadrzędna staje się opinia zewnętrzna i pod nią podporządkowywane są wszelkie zachowania. Zewnątrzsterowność bohaterów przekracza wszelkie granice tak zwanej normalności.

Dulski ma zalecenie od lekarza by spacerować? Proszę bardzo – spaceruje wokół stołu. Ruch jest? Jest. Nawet z ukierunkowaniem (bo Dulski przemierza np. dystans od domu na Wysokie Zamek we Lwowie/Kopiec Kościuszki w Krakowie – w zależności od tego, gdzie sztuka była wystawiana), więc jeśli lekarz zapyta o konkretny cel spaceru, będzie można odpowiedzieć zgodnie z prawdą (to się nazywa prawda relatywnie niepełna).

Wszystko jest podporządkowane zachowaniu pozorów, czyli temu, co zostanie poddane zewnętrznej ocenie. Zbyszko nie chodzi już do kawiarni i nie podrywa kokot. Świetnie. To że używa sobie na służącej to już wewnętrzna sprawa domu – ważne, że kawaler po mieście się nie szlaja.

Dlatego rozwiązanie wszystkich problemów sprowadza się do tego, by nic, co mogłoby zostać ocenione negatywnie przez społeczność, nie wydostało się na zewnątrz. Dulska jest tu bardzo konsekwentna.

Chwilowe bunty, Zbyszka czy Hesi, są wpisane w tę kołtuńską zewnątrzsterowność i stanowią wentyl bezpieczeństwa. Po chwilowym zamieszaniu sytuacja wraca do normy. Zbyszek nie jest w stanie żyć poza grupą, a to oznaczałby ożenek z Hanką. Projekcje Hanki to tylko odważne myśli, za którymi nie pójdą żadne konkretne czyny, bo dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z reguł, jakie panują w mieszczańskiej grupie.

W ogóle kiedy myślimy o tym, jak funkcjonowano kiedyś w społeczeństwie, zewnątrzsterowność nie była (i chyba nadal nie jest) niczym nadzwyczajnym. Presja grupy była o wiele większa niż dziś. Zwłaszcza że trudniej było dotrzeć do osób myślących podobnie buntowniczo, ponieważ mało kto ujawniał swoje rebelianckie pomysły na życie. No chyba że osoba taka miała dużo pieniędzy i nie zależała życiowo od opinii grupy. Albo nie mając pieniędzy, godziła się na życie poza grupą i egzystowanie w wolności, ale w biedzie.

Dziś łatwiej jest znaleźć osoby o podobnych co my poglądach, łatwiej wyjść z grupy, w której się dorastało. Łatwiej też, dzięki pomocy terapeutycznej, nawet jeśli nie nauczyliśmy się tego w domu, wyrobić w sobie wewnątrzsterowność i dotrzeć do ludzi, którzy nie będą mieli z tym problemu.

I choć perspektywa początku XXI wieku jest lepsza, to, co widać choćby po naszym polskim społeczeństwie, że na tym polu poznania siebie i bycia wiernym swoim wartościom, ale przede wszystkim akceptowania tego, że inni mogą myśleć inaczej.

Dulska i Mela jako postaci z rysem psychopatycznym

Czy to możliwe, że Pani Dulska i Mela mają jakieś cechy osobowości psychopatycznej? Sprawdzam na podstawie podanych wyżej kryteriów ustalonych przez WHO.

1. Bezwzględne nieliczenie się z uczuciami innych

Tu nie mamy raczej wątpliwości jeśli chodzi o Dulską. Ona ma w nosie wszystkich naokoło. Nie interesują jej niczyje uczucia i potrzeby.

Mela wydaje się być odwrotnością matki. Ale czy ona rzeczywiście liczy się z innymi? Moim zdaniem nie bardzo. Mela ma swoją wizję świata (podobnie jak Dulska) i mało interesuje ją, co naprawdę ktoś myśli i co jest mu potrzebne. Ważniejsze dla Meli są jej własne pomysły.

2. Silna i utrwalona postawa nieodpowiedzialności i lekceważenia norm, reguł i zobowiązań społecznych

W pierwszym odruchu powiemy, że tu akurat Dulska ma odwrotnie – ona przecież robi wszystko, żeby te reguły społeczne zachować.

Można jednak zobaczyć, że to jej przywiązanie do norm jest, hmm, patologiczne. Tak silne, że przykrywające wszystko inne. Gdyby okazało się, że norma się zmieniła i społeczeństwo oczekuje czegoś innego, jestem pewna, że Dulska spokojnie i bez żadnych skrupułów dostosowałaby się do nowych warunków. Dla bohaterki bowiem normy nie są ważne ze względu na wartość, jaką ze sobą niosą, ale są one narzędziem akceptacji. Zachowujesz reguły – przyjmujemy Cię. Odrzucasz reguły – nie jesteś nasza. Jakie są to reguły – to już nieistotne. Poza tym, z zespołu reguł i norm Dulska wybiera to, co jest jej potrzebne. Znajduje w tym zresztą popleczników. Juliasiewiczowa doskonale potrafi grać w grę Dulskiej.

Można pokusić się o stwierdzenie, że Dulska lekceważy normy, bo są one tylko narzędziem osiągnięcia innych celów. Zresztą, sama mówi na końcu: „A czegóż to ma mnie uczyć i kto? Ja sama, dzięki Bogu, wiem co i jak się należy”.

Aczkolwiek to właśnie te działania za wszelką cenę, by zachować normę, powodują, że Dulską chcemy widzieć jako osobę o podwójnej moralności, zewnątrzsterowną.

Jeśli chodzi w tym kontekście o Melę, to chyba za wcześnie na wyrokowanie o jej lekceważeniu norm społecznych. Aczkolwiek gdy mówi:  „Nie wiedzieć o niczym. To tak jakoś miło. Ja wolę nic nie wiedzieć”, to widać już, że, jak pisałam wyżej, jej własna wizja świata jest dla niej ważniejsza niż to, co się dzieje naprawdę.

3. Niemożność utrzymania trwałych związków z innymi, chociaż nie ma trudności w ich nawiązywaniu

Tutaj, szczerze mówiąc, jeśli chodzi o Dulską, to nie wiem, jak jest do końca. Chyba mam za mało danych. Poza tym Dulska żyła w czasach, kiedy jednak przez przymus społeczny utrzymanie trwałych związków było prostsze.

Mela ciągle naiwnie wierzy w miłość, która jest trwała. Wierzy tak bardzo, że aż przysłania jej to ogląd rzeczywistości. Co mogłoby być w przyszłości? Może to, co zwykle się dzieje z dziewczynami z takim podejściem: ale nieustannie wchodzą w relacje właśnie z osobami, które nie potrafią utrzymać stałego związku, albo po kilku nieudanych próbach zmieniają swoje przekonanie i stają się cynicznymi wykorzystywaczkami. No ale, jak wspomniałam wyżej, na początku XX wieku to presja społeczna gwarantowała trwałość związków, a nie indywidualne przekonania.

4. Bardzo niska tolerancja frustracji i niskim próg wyzwalania agresji, w tym zachowań gwałtownych

Dulska znów jest tutaj doskonałym przykładem, właściwie już od pierwszej sceny, kiedy krzyczy na Hankę, na córki, bo te nie zachowują się tak, jak ona by sobie tego życzyła.

Mela w tekście jest uosobieniem łagodności. I znów, wybiegając w przyszłość i oczywiście nadinterpretowując, taka nadmierna łagodność może się jednak zakończyć wielką agresją. Może, choć nie musi.

5. Niezdolność przeżywania poczucia winy i korzystania z doświadczeń, a w szczególności z doświadczanych kar

Dulska żadnego poczucia winy nie ma. Ona naprawdę i szczerze nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. To właśnie najbardziej zwróciło moją uwagę, gdy przyglądałam się tej postaci. A że spotkałam w swoim życiu kilka osób, którym nie szło wytłumaczyć, że robią coś złego i nawet skonfrontowani potrafili tak wykręcać kota ogonem, żeby wyszło na ich, to postawa bohaterki od razu skojarzyła mi się z takim działaniem.

Mela jest jeszcze na początku tej drogi, więc tu też wiele może się wydarzyć. Nie jestem w stanie określić, na ile to stwierdzenie pasuje do bohaterki.

6. Wyraźna skłonność do obwiniania innych lub wysuwania pozornie możliwych do uznania racjonalizacji zachowań, które są źródłem konfliktów z otoczeniem

To szóste zachowanie łączy się z pierwszym. To inni są winni, przez swoje zachowanie. Bo gdyby zachowywali się „jak należy” – nie byłoby problemu. Dulska jest również biegła w odwracaniu kota ogonem.

Mela ma bardzo pozytywną wizję rzeczywistości. Dopiero w ostatniej scenie dochodzi do niej: „tu stało się coś bardzo złego. Jakby kogoś zabili…”. Zapolska komentuje ów fragment: “Gdy ta dziewczyna na końcu woła »Mnie się zdaje, że tu kogoś zamordowali« – to jest to właśnie. Zamordowano tu ludzką duszę”. W opisie dalszych losów rodziny Dulskich („Pani Dulska przed sądem” i “Śmierć Felicjana Dulskiego”) Mela nadal pełni funkcję „tej dobrej”, choć wciąż też mocno akcentowany jest ów rys życia we własnym świecie i projektowania swoich pomysłów na innych.

Dlaczego według mnie Dulska nie jest obłudna i nie ma podwójnej moralności a jedną?

Jak wynika z tych moich rozważań, w Dulskiej zdecydowanie można odnaleźć ów psychopatyczny rys jej osobowości.

Przede wszystkim Aniela Dulska jest bardzo spójną osobą. Wszystko, co robi podporządkowane jest jej wizji dobrego życia. Dobre życie to takie, w którym nikt nigdy nie wytknie Dulskiej palcem, a jej nazwisko nie pojawi się w złym kontekście. Dulska jest zafiksowana na idei bycia odpowiednią, w sam raz wobec społeczności.

Z pozoru wydaje się być typową osobowością zewnątrzsterowną, ale podwójna moralność nie jest dla Dulskiej podwójna. To jedna moralność, w której najważniejsze jest życie zgodne z normami. A ponieważ wszyscy są świadomi, że szczere zachowywanie norm jest prawie niemożliwe do spełnienia, na pierwszy plan wysuwa się przekonanie, że najważniejsze, by normy te były zachowane przynajmniej zewnętrznie.

Dulska jest spójna, dlatego wygrywa. Każde wydarzenie jest w stanie zinterpretować i usprawiedliwić zgodnie ze swoją wizją świata. To pewien rodzaj bezczelności, który charakteryzuje osoby z rysem psychopatycznym.

Mela również jest postacią wątpliwą. Moja jej analiza może być nadinterpretacją, ale ciągle nie daje mi spokoju myśl, że ta jej dobroć i szlachetność jest równie groteskowa jak spacery jej ojca wokół stołu. No cóż, jest nad czym się zastanawiać.

Melę przedstawia się jako szlachetną, niezepsutą dziewczynkę. Jedyną prawą w gnieździe żmij. Ale czy na pewno? Skąd bierze się owa niewinność Meli? Bynajmniej nie z jej przemyśleń. Dziewczyna bowiem żyje w swoim świecie wykreowanym przez konkretną wizję sprzedawaną w romansach i przez matkę. Do  tej wizji dopuszcza tylko to, co jest z nią zgodne. Nie chce słuchać, skąd się biorą dzieci, bo to fe. Słyszała to pewnie od Dulskiej, od nauczycielek, w książkach czytała o miłości idealnej, niecielesnej.

Mela na siłę, zgodnie z własną wizją świata, wciska Hankę i Zbyszka w romantyczne role nieszczęśliwych w miłości. Nie wynika to wcale ze szlachetności jej pobudek, ale z tego, że konsekwentnie realizuje swoją wizję świata i to, co do niej nie pasuje – odrzuca.

Gdy dowiaduje się od Hesi, że Hanka ma narzeczonego na wsi – zaraz tłumaczy to po swojemu, że tamtego nie kocha, że to tylko z musu, a Zbyszek to prawdziwa miłość. Wersję z dwulicową Hanką, która działa na dwa fronty, z góry odrzuca.

Paradoksalnie, Mela działa zupełnie tak jak jej matka. Dulska również odrzuca to, co nie pasuje do jej wizji świata, na przykład małżeństwo syna ze służącą najniższej kategorii. Obie są przekonane do swoich racji.

Zakończenie

Zapolska nie kryła, że: „Chciałam w tej tragifarsie kołtuńskiej dać obraz podłości burżuazyjnej”. Nie dziwię się jej, bo właśnie owa podłość była przyczyną jej nieszczęść: nieudane pierwsze małżeństwo, romans, ciąża, ona i dziecko zarażona syfilisem, śmierć córki, wyparcie się Gabrieli przez rodzinę (ojciec  dawał jej pieniądze, żeby nie zbliżała się do rodziny), niespełnienie aktorskie, próba samobójcza, proces w sądzie o zniesławienie, oskarżenia o niemoralność twórczości. Wymieniać można by długo. Nic dziwnego, że Zapolska mogła odbierać moralność mieszczańską jako niszczącą, a więc psychopatyczną. Nic dziwnego, że stworzyła właśnie taką sztukę, w której mogła całą tę niszczycielską siłę opisać.

Ta moja analiza nie jest, oczywiście, prawdą objawioną, którą należy przyjmować bez zastrzeżeń. Starałam się uzasadnić swoje wybory, znaleźć dla nich odniesienie w tekście. Ale najbardziej chciałam sprowokować Ciebie, czytającą/czytającego ten tekst, by w tych tekstach klasyki literatury, które często określa się jako nudne, bezsensowne, nieprzystające do współczesności, zobaczyć coś więcej niż przymusową lekturę szkolną, zaliczaną na ocenę, według klucza.

Wyrzuć klucz od lektury i spójrz swoim, dorosłym okiem chociażby na Moralność pani Dulskiej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *