fbpx
E-book Henryk Sienkiewicz, Listy z Afryki, na niebieskim tle
Artykuły,  Kultura,  Literatura

Jak patrzymy na innego? Henryk Sienkiewicz i jego listy z podróży

Sienkiewicz nie ma szczęścia do oceny jego twórczości. Albo się go przecenia, albo nie docenia. Określenie stworzone przez Witolda Gombrowicza – „pierwszorzędny pisarz drugorzędny” – weszło do obiegu popularnego i już z niego nie wyszło. Inna opinia autora Ferdydurke, którą wygłosił podczas rozmowy z ks. Januszem Pasierbem, nie zyskała już takiego aplauzu: „Kultura poszła w stronę ekstremizmów, ja, ja jako człowiek przekorny, idę w kierunku odwrotnym. Jestem dziś bliski odkrycia na nowo pewnych dodatnich stron Sienkiewicza! Moja postawa intelektualna obliczona jest na krytykę ekstremizmów”.

W moim odczuciu, w przypadku wątpliwości, warto czytać twórczość Henryka Sienkiewicza w stylu ekspresyjnym, czyli szukać w tekście autora – jego przeżyć, doświadczeń.

Jak to działa?

Spójrzmy na przykład na dwa zbiory listów do prasy pisanych przez Sienkiewicza z egzotycznych podróży i stosunek pisarza do rdzennych mieszkańców.

Trochę o kontekście

Listy z podróży do Ameryki powstawały w latach 1876-1878 podczas podróży do Ameryki Północnej.

Listy z podróży do Afryki pisał autor podczas podróży i po niej w latach 1891-1892. Większość z nich to nie relacje, a wspomnienia.

Między nimi jest 14 lat różnicy i ogromna przepaść jeśli chodzi o podejście do tubylców. Sienkiewicz potrafił zauważyć ciężki los rdzennych mieszkańców Ameryki i niesprawiedliwość, jaka ich dotyka, zaś w stosunku do mieszkańców Afryki posługiwał się prawie wyłącznie kliszami białego, uprzywilejowanego mężczyzny.

Oto dwa przykłady:

Wracając do Cahuijjów, kilkodniowy pobyt mój między nimi, mimo licznych ich wad, zostawił mi jednak pełne współczucia dla tych biedaków wspomnienie. Współczuję im z tej prostej przyczyny, że są nieszczęśliwi. Wojny w Kalifornii nie ma już z czerwonoskórymi, a prawdę rzekłszy, wojny wytępienia nigdy nie było, pokolenia bowiem tutejsze nie odznaczały się ani takim męstwem, ani zaciętością, jak pokolenia terytoriów stepowych. Biali nie dopuszczają się na nich żadnych gwałtów, przeciwnie jak na północy, gdzie w chwili, gdy to piszę, wre zacięta walka nie tylko między Siouxami a białymi, albo w Ajdaho (Idaho) między starszym pokoleniem „Przekłutych nosów” a wdzierającymi się w ich posiadłości pionierami. Tam wodzowie: Siedzący Byk (Sitting Bull) i Biały Ptak (White Bird), ubroczyli już po rękojeście swe wojenne siekiery we krwi mężczyzn, kobiet i dzieci; tam między skalpami zdartymi z głów białych powiewa u pasa Siedzącego Byka długowłosy skalp generała Custera i wszystkich jego żołnierzy; tu o skalpach nikt nie słyszał, wszędzie cisza i spokój, a jednak nieubłagany palec, cywilizacji ściera i te spokojne pokolenia z powierzchni ziemi. Może to nieuniknione, może konieczne, a jednak jest w głębi natury ludzkiej jakieś poczucie głębszej sprawiedliwości, któremu dzieje się w ten sposób krzywda; więc mimo woli w imię tego uczucia pragnie się nieraz powiedzieć „goddam!” na ową cywilizację, co dla słabych i ciemnych jest takim przewodnikiem, nauczycielem, jakim byłby wilk dla owiec.

H. Sienkiewicz, Listy z podróży do Ameryki

Przy tym trzeba było z każdym Murzynem gadać osobno, zgodzić go, zadatkować i wyznaczyć każdemu, co ma nieść. Zdaje się, że gdy paki jedna w drugą ważą po trzydzieści kilo, wszystko jedno, jaką kto niesie — tymczasem nieprawda! Murzyn wybiera sobie pakę, przywiązuje do niej swój bambus, uważa, że jest obowiązany nieść tę, a nie żadną inną — i zdaje mu się, że uchybiłby własnej godności, gdyby się innej dotknął. Łączy się z tym i miłość własna, i naiwna próżność, bo jeśli który niesie na przykład strzelby białego człowieka, jego łóżko, torbę podróżną lub inne rzeczy bezpośredniego użytku, to tym samym uważa się za większą figurę od tych, którzy dźwigają perkal lub mąkę. Tłumacz to już dygnitarz co się nazywa, który co najwyżej raczy nieść strzelbę lub latarkę.
Przypatrując się tego rodzaju ceregielom, nabywa się wprawy podróżniczej, cierpliwości i znajomości czarnych. Murzyni są gadatliwi nie mniej niż egipscy Arabowie, a przy swym dziecinnym usposobieniu spierają się o byle co, kłócą się, śmieją lub krzyczą, łatwo więc sobie wystawić, jaki stąd powstaje rozgardiasz, zwłaszcza w pierwszych chwilach przy urządzaniu karawany. Trzeba tych ludzi znać doskonale, by umieć utrzymać karność, a nie wpaść w tyraństwo.

H. Sienkiewicz, Listy z Afryki

Ta różnica staje się zrozumiała, gdy wiemy, który Sienkiewicz pisał te listy.

Dwaj Sienkiewicze

W 1876 roku Henryk Sienkiewicz, który był początkującym autorem i pracował jako dziennikarz, zniechęcony marazmem panującym w Polsce, wyruszył do Stanów Zjednoczonych. Pociągał go młody, dynamicznie rozwijający się kraj, postrzegany jako państwo równości społecznej i ogromnych możliwości. Autor Quo vadis razem z grupą przyjaciół, między innymi z Heleną Modrzejewską, zamierzał osiąść na stałe w Stanach Zjednoczonych i prowadzić farmę. Zresztą, on również relacjonował triumf Modrzejewskiej na scenie amerykańskiej. Na marginesie dodam, że wątek ten wykorzystał w swojej świetnej powieści To przez ten wiatr Jakub Nowak.

W 1890 r. 40-letni wówczas Henryk Sienkiewicz wyruszył w podróż do Afryki. Wiadomość o tym, że pisarz chce znów stworzyć cykl korespondencji z podróży spotkała się z wielkim zainteresowaniem czytelników. Sienkiewicz wyruszył z Neapolu 25 grudnia 1890 r. W późniejszych opisach tej podróży pojawia się kilka jej powodów, ale tak naprawdę pomysły na polowanie czy wspinaczkę na Kilimandżaro pojawiły się już po dotarciu na kontynent afrykański.

Bartosz Szleszyński stawia w tym kontekście bardzo ciekawe pytanie:

Jako kto Sienkiewicz chciał do Afryki pojechać, jako kto do niej faktycznie pojechał? Z oporu przed asystą Tyszkiewicza wnioskować można, że z jednej strony chciał uciec od polskiego towarzystwa i po trosze wyrwać się z sieci codziennych zależności i odpowiedzialności. Z drugiej zaś – wiezie ze sobą naręcze listów polecających, które powodują, że podejmowany jest z wielkimi honorami – oprócz zaproszeń przez konsula zwraca uwagę opisywane przez Tyszkiewicza zdarzenie: gdy Sienkiewiczowi zwiewa kapelusz do wody, parowiec angielski wiozący podróżników z Zanzibaru do Bagamoyo zawraca, by wyłowić zgubę.

B. Szleszyński, Henryk Sienkiewicz: przestrzeń i biografia. Od Ameryki do Afryki

Wyprawa do Ameryki była dla Sienkiewicza była wielką przygodą. Wyjeżdżał jako mało znany dziennikarz. Gdy wracał, dzięki korespondencjom z Nowego Świata, bardzo różnorodnym, bo dotyczącym różnych tematów, jego nazwisko znali wszyscy na ziemiach polskich. Po pobycie w Nowym Jorku, który niezbyt mu się spodobał, ruszył w głąb kontynentu.

Właściwa przygoda amerykańska zaczyna się dla Sienkiewicza wraz z opuszczeniem Nowego Jorku. To najpierw długa, trwająca siedem dni i siedem nocy podróż koleją łączącą dwa oceany, wiodąca przez ogromne połacie kraju, aż na granicę z Kanadą i potem na Południe w kierunku zachodnim (listy IV-V). Zaś po przybyciu do Kalifornii także wiele innych wypraw powziętych przez wędrowca, by sprostać zadaniu specjalnego sprawozdawcy: do dzikich puszcz, gdzie żyje ze skwaterami, w stronę egzotycznych, odradzających się wiosną stepów Nebraski, w Góry Skaliste i na pustynię Mohave, do Wyoming – krainy rozległych prerii i dzikiego zwierza (listy VII-XIV). Dzięki tym wędrówkom na własnej skórze doświadczy zmienności krajobrazu i klimatu, zobaczy mieszankę ras i typów ludzkich, otrze się o niebezpieczeństwo i zakosztuje przygody, których przedsmak, ale tylko przedsmak – jak wyzna to w pewnym miejscu – znał z opowieści z Dzikiego Zachodu pióra Bret Harte’a, Coopera czy Gabriela Ferry. Im dalej na zachód, tym w naszym reporterze z Warszawy znajdziemy mniej pewności siebie i przewidywalności doświadczeń. Pozostałość europejskich wyobrażeń rozwiewa się równie szybko jak trwałość uprzedzeń i schematów poznawczych wypracowanych na podstawie wcześniejszych lektur. Pochłania go pełnia życia, ekscytującego nowością, brakiem konwenansu i rutyny.

J. Sztachelska, Co Sienkiewicz przywiózł z Ameryki? O podróży z 1976 roku

Jakże inaczej wyglądała wyprawa do Afryki, podczas której zaskoczenia i zmiana planów nie wywoływały ekscytacji a rozczarowanie. Podróżując po Ameryce, Sienkiewicz nie znał angielskiego i potrzebował tłumaczy. W Afryce było podobnie, a jednak inaczej. W pierwszym przypadku nieznajomość języka nie powstrzymywała młodego pisarza przed w miarę samodzielną eksploracją. W drugim – całkowicie zdał się na misjonarzy, zaopatrzony w listy polecające.

Wymieniane przez Sienkiewicza trudności były oczywiście do przewidzenia już z perspektywy europejskiej, jednak pisarz potrzebował do tego wizji Afryki, zbliżonej do rzeczywistości, nie marzenia jak z Verne’a. Prawdopodobnie przybycie na Zanzibar to moment, w którym marzenie zderzyło się z rzeczywistością – oczywiste staje się, że sił i energii ma zdecydowanie mniej niż w Ameryce, wydaje się że także, znacznie mniej ciekawości świata.

B. Szleszyński, Henryk Sienkiewicz: przestrzeń i biografia. Od Ameryki do Afryki

Ciekawość jest kluczowa

Ta ciekawość świata – jej obecność i brak – wydaje się być kluczowa w podejściu do obu podróży, a potem wpływa na pisane przez Sienkiewicza relacje.

Podróż do Ameryki była nastawiona na poznawanie i doświadczenie tego, co nieznane. Wyrażało się to również w bagażu, który był minimalny. W Afryce, przeciwnie, pisarz przez ilość zabranych ze sobą rzeczy i udogodnień oglądał kontynent cały czas z perspektywy europejskiej. Był cały czas obserwatorem z zewnątrz. (To trochę tak, jak dzisiaj oglądamy wiele miejsc i wydarzeń z perspektywy ekranu smartfona, którym nagrywamy i robimy zdjęcia – nie patrzymy wprost na, tylko przez).

Przez całą podróż do Afryki autor Bez dogmatu nie bardzo wie, jak nadać sens swojej obecności na tym kontynencie. Skoro ostatecznie odpadło rozpalające wyobraźnię Kilimandżaro, uwagę Sienkiewicza zwróciła możliwość polowania. Polowania, które odgrywało niemałą rolę w amerykańskiej przygodzie pisarza, i w Afryce mogło być sposobem powrotu do przeżyć sprzed półtorej dekady. Co prawda o ile w Ameryce pisarz całkiem serio opisuje siebie jako zręcznego strzelca, o tyle w opowieści o przeżyciach afrykańskich asekuruje się autoironią: „Co do mnie, gdybym był tak zręcznym myśliwym, jak jestem zapalonym, całe setki wdów hipopotamowych musiałyby przyodziać żałobę po swoich hipopotamach […]” (LzA, 109).

B. Szleszyński, Henryk Sienkiewicz: przestrzeń i biografia. Od Ameryki do Afryki

Między uzdrowieniem a chorobą

Kolejną perspektywą, która pokazuje różnice między oboma podróżami i relacjami z nich, jest kwestia zdrowia, choroby i śmierci.

Afryka opisywana jest przez Sienkiewicza jako miejsce, gdzie Europejczycy chorują i umierają, a choroba i śmierć zdaje się podczas podróży do Afryki towarzyszyć pisarzowi krok w krok. Śmierć stanowi klamrę kompozycyjną Listów z Afryki – na ich początku pojawia się scena z „wielkim Schliemannem” umierającym w neapolitańskim hotelu[1], kończy je samobójcza śmierć współpasażera (i Sienkiewiczowskiego współrekonwalescenta) na angielskim parowcu w drodze powrotnej.Atak choroby wieńczy także kilkunastodniową wycieczkę na afrykański kontynent – tak jak szczytowym punktem podróży amerykańskiej było różnorako rozumiane wyzdrowienie, tak tu zapadnięcie na wycieńczającą chorobę, której zresztą Sienkiewicz niejako się spodziewa, w Europejczykach przebywających w Afryce dostrzegając chorobę i śmierć”.

B. Szleszyński, Henryk Sienkiewicz: przestrzeń i biografia. Od Ameryki do Afryki

Gdy już wiemy, który Sienkiewicz pisał obie relacje, łatwiej nam zrozumieć inne podejście w nich do oglądanej rzeczywistości, do tubylców, do inności.

Warto przy tym zaznaczyć jeszcze, że o Listy z podróży do Ameryki były pisanymi często na gorąco, a nawet jeśli jakiś czas po, to i tak wysyłanymi stamtąd, relacjami (czasem zmyślonymi, serio). Z kolei Listy z Afryki były tak naprawdę w większości wspomnieniami spisanymi już po powrocie do kraju. Tu znów kłania się perspektywa zewnętrzna, spoza.

Kwestia pochodzenia

Ciekawie kwestię podejścia do rdzennych mieszkańców kontynentów i różnicę w nim podsumowuje Barbara Zwolińska. Według niej w Ameryce Sienkiewicz nie mógł okazywać swojej wyższości, bo jego polskie pochodzenie nie robiło na nikim wrażenia, mógł też doświadczyć tubylczego życia, m.in. polując, podróżując po bezkresach, przeżywając naturę. Był młody, pełen werwy fizycznej i twórczej, przeżywał, ale i wymyślał historie. W Afryce było na odwrót – czterdziestoletni pisarz w niekorzystnym dla siebie klimacie czuł się fatalnie i nie mógł realizować marzeń (polowania czy wejście na Kilimandżaro), ale poczucie klęski rekompensował mu status białego Europejczyka (nawet jeśli jako Polak nie miał tu nic do gadania). W Ameryce poczucie niższości, ale i realizacja pragnień uwrażliwiły go na to, co było złe w postępowaniu z rdzennymi mieszkańcami. W Afryce na odwrót – kolonijna klisza goniła kliszę. Amerykę pisarz doświadczał, Afrykę tylko oglądał. Myślę, że to jest najważniejsza różnica i z niej wynikają dwa różne spojrzenia na tubylców.

Czyli po co czytać te listy?

W pustyni i w puszczy, krytykowane dziś często, są pisane w perspektywy zewnętrznego, oceniającego obserwatora. Podobnie jak Listy z Afryki. Zamiast rzucać gromy na tę bardzo dobrze napisaną powieść przygodową, można pokazać na niej, jak spoglądanie na to, co inne przez szkło własnych ułomności, kultury, rzeczy, sprawia, że dostajemy zniekształcony obraz, który może nas przerażać albo odrzucać.

Obydwa spojrzenia Sienkiewicza na rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej i Afryki są wartościujące, obydwa zależą nie od tego, kim są owi mieszkańcy, ale od stanu, w jakim znajduje się człowiek spotykający się z nimi. Dlatego lektura obu zbiorów listów może być świetną lekcją o nas samych. Nasze spojrzenie na drugiego człowieka też jest spojrzeniem wartościującym. Pytanie, czy jesteśmy tego świadomi i co z tym zrobimy. W patrzeniu na ludzi innych od nas warto więc szukać tych nieuświadomionych klisz wpływających na nasz osąd.

Oba teksty są na portalu Wolne Lektury. Polecam.

Bibliografia

B. Zwolińska, „Listy z podróży do Ameryki” a “Listy z Afryki” Henryka Sienkiewicza – dwa modele podróży i podróżnika

B. Szleszyński, Henryk Sienkiewicz: przestrzeń i biografia. Od Ameryki do Afryki

J. Sztachelska, Co Sienkiewicz przywiózł z Ameryki? O podróży z 1976 roku


Jeśli podobał Ci się ten tekst, możesz postawić mi kawę w buycoffe.to 🙂 Dziękuję.


Chcesz czytać bardziej? Poznaj Szkołę Świadomego Czytania. Przycisk

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *