fbpx
Ortografia: ó, u, rz, ż, ch, h
Artykuły,  Język,  Kultura

Skąd się to wzięło? Rz, ż, ó, u, ch, h

Utarło się w naszych głowach przekonanie, że polska ortografia jest trudna, że choć są jakieś reguły, to właściwie pełno jest wyjątków, że nie da się tego logicznie ogarnąć i trzeba wykuć na blachę, kiedy rz, ż, ó, u, ch, h.

Coś w tym jest, że jeśli chodzi o poprawny zapis, to jednak najlepiej działa po prostu zapamiętywanie wzrokowe graficznego obrazu słowa. Czy jednak rzeczywiście polska ortografia jest taka nielogiczna?

Jakiś czas temu, pisząc na Facebooku/Instagramie o początkach Wianków Słów, podzieliłam się poczuciem zadziwienia, które towarzyszyło mi przez całe studia, pracę naukową, aż do teraz. Od pierwszego roku polonistyki okazywało się bowiem, że to, czego uczyłam się w szkole, o literaturze i języku, to nie do końca prawda. Oczywiście nauczyciele nam nie kłamali, ale w trakcie studiów wychodziły na wierzch kolejne uproszczenia, którymi byliśmy karmieni wcześniej. Dotyczy to także ortografii.

Jakież było bowiem moje zdziwienie, gdy na zajęciach z gramatyki historycznej okazało się, że pisownia ó, u, rz i ż jest bardzo logiczna i wynika z procesów zachodzących w języku w ciągu dziejów.

Zapomnijmy więc na chwilę o większości szkolnych reguł ortograficznych (czyli tych mówiących, w jakich sytuacjach piszemy ó, u, rz, ż, ch, h) i przyjrzyjmy się naszemu językowi. Zapewniam, że będzie ciekawie, dziwnie, zaskakująco i w ogóle niczym jazda kolejką śmierci w wesołym miasteczku. No, może przesadziłam, na pewno nikomu nie zrobi się słabo czy niedobrze.

Skąd wzięła się oboczność w zapisywaniu głosek [u], [ž] i [x]?

RZ i Ż

Na oznaczenie głoski [ž] w języku polskim używa się jednoznaku ż i dwuznaku rz. Oba brzmią, w uproszczeniu, tak samo. Napisałam „w uproszczeniu”, bo właściwie wszystko zależy od sąsiedztwa głoskowego, w jakim się znajdują.

Głoska [ž] była z nami od zawsze. Po co więc skomplikowano nam życie, wprowadzając dwuznak rz na jej oznaczenie?

Jak sam jego wygląd wskazuje, dwuznak ten ma coś wspólnego z r. Bo tak naprawdę wszędzie tam, gdzie widzimy rz w zapisie, możemy mieć pewność, że kiedyś było samo r. Nie było to jednak r zwyczajne, a zmiękczone [r’]. Zmiękczenie to dokonywało się zazwyczaj przez następującą po r samogłoskę, która miała owe właściwości zmiękczające (niczym najlepszy płyn do płukania wełny).

Trwało sobie to [r’] przez wieki, ale potem mu się znudziło i się… utwardziło. Najpierw w wymowie [r’]  pojawiło się ledwo słyszalne [ž] – [rž]. Potem zaś [ž] przejęło władanie i tak skończyliśmy z [ž] w wymowie, a rz w pisowni.

Ta przemiana związana jest z procesami, jakie zachodziły w wymowie. To bardzo ciekawa, choć skomplikowana działka. Przejście [r’]w[rž] nastąpiło (na przełomie XI i XII wieku)… „w wyniku uproszczenia opozycji stopnia otwarcia narządów mowy w obrębie fonemów prepalatalno-zadziąsłowych”.

Tak, wiem, brzmi strasznie. Ale można to samemu usłyszeć.

Głoska [r] jest dziąsłowa – czubek języka podczas jej wymowy dotyka dziąsło z przodu. Ale gdy ją zmiękczymy (czyli jak to się uczenie mówi – następuje palatalizacja), czujemy, że nasz język idzie lekko za dziąsło.

A teraz powiedz sobie [ž] i poczuj, gdzie masz język. Okazuje się, że miękkiemu [r’] bliżej w ułożeniu języka do [ž] niż do [r]. To oczywiście bardzo uproszczony opis, ale chciałam w ten sposób uzmysłowić Ci, na jakiej zasadzie zachodziły różne zmiany w wymowie. Początkowo te dwa [ž] brzmiały nieco inaczej. No ale że język dąży jednak do upraszczania, to skończyło się na jednej wymowie.

W szkole uczyliśmy się o różnych zasadach występowania rz. Właściwie to można zapomnieć o wszystkich poza jedną. Rz występuje wszędzie tam, gdzie da się je wymienić na r. Zaraz, zaraz – powiecie – przecież mamy wyrazy z rz niewymiennym. To właściwie nieprawda (o wyjątku przeczytasz trochę dalej). Wszystko z rz da się wymienić na r. Przy czym w szkole wymianę taką rozpatrywano tylko w kontekście tego samego wyrazu w różnych formach, ewentualnie w wyrazach, gdzie pokrewieństwo widać na pierwszy rzut oka. W historii języka to tak nie działało.

Ogólnie rzecz ujmując, każdy wyraz ma swój rdzeń – czyli niezbywalną cząstkę. Zazwyczaj ma ona pochodzenie starsze niż nasz język. Śladów rdzenia, bo procesy językowe często powodowały jego zatarcie, szukamy w wyrazach pokrewnych, w rodzinie wyrazów, w gwarach, w końcu w innych językach słowiańskich, a także w prasłowiańszczyźnie czy tzw. języku praindoeuropejskim. Te badania są naprawdę fascynujące.

Dlaczego o tym piszę? Bo, jak pokazuje Kordian Bakuła, dla większości wyrazów z rz da się znaleźć wyrazy pokrewne lub pochodzące z tej samej rodziny, gdzie rz wymienia się na r.

Na pierwszy rzut oka nauczanie zasad pisowni rz przez szukanie wyrazów pokrewnych, pochodzących z jednej rodziny wyrazów, wydaje się karkołomne w porównaniu z, wydawałoby się jasnymi, regułami, których uczyliśmy się w szkole.

Wiadomo, że rz piszemy po literach p, d, t, g, k, ch, j, w. Od tej zaś zasady istnieją wyjątki, których musimy się nauczyć. Tylko jak zaczniemy wyliczać te wyjątki, to okaże się, że jest ich całkiem sporo, wręcz aż za dużo jak na wyjątki. Dzieje się tak dlatego, że występowanie rz nie jest związane ze spółgłoską, która je poprzedza. Piszemy krzak, bo pierwotnie było w tym wyrazie r. Piszemy kształt, bo zawsze była tam głoska [š]. Litera (i głoska) p nie ma tu nic do rzeczy.

Polecam lekturę artykułu Kordiana Bakuły, Ortografia bez reguł i wyjątków. Na przykładzie pisowni rz i ż, którego fragment znajduje się poniżej.

„Trudno uznać, że rz w wyrazie twarz uchodzi za niewymienne, skoro łatwo wskazać twór, stwór, potwór, potworny wraz z nazwiskami Tworek, Tworczak, Tworko, także Twarowski, Tworkiewicz, Tworkowski, oraz, oczywiście, potwarz i potwarca. (…)
Rz w rzetelny wydaje się niewymienne, ale kto próbuje, ten znajduje. Według Brücknera** pierwotnie źrzetelny (przezroczysty, jasny) od źrzeć (patrzeć), a to od *zór, natomiast dzisiaj należą do rodziny nadzór, dozór, wzrok, zerkać, pozierać (niedokonana postać poźrzeć), zazierać, wzór. W tych wszystkich przykładach występuje wymienne r”.

Zamiast tworzyć dziwne reguły, wystarczy przypatrzeć się uważnie językowi.

Na przykład przypatrzeć. Rz w tym wyrazie pojawia się nie ze względu na p, ale dlatego, że dawniej przedrostek prze- brzmiał pre-. Na końcu wyrazów rz piszemy na przykład w końcówce -arz, która oznacza wykonawcę czynności (kucharz, piłkarz), a dawniej końcówka ta brzmiała -ar. „R” zostało w tej końcówce zmiękczone przez jer, czyli półsamogłoskę występującą dawno, dawno temu w polskich (i nie tylko) słowach m.in. ko ich końcu (więcej o jerach będzie przy ó i u).

Z kolei tam, gdzie mamy zapis „ż”, zawsze był dźwięk [ž]. Dotyczy to zarówno wyrazów rodzimych, jak i zapożyczonych. Swoją drogą – „rz” występuje tylko w naszych słowiańskich z pochodzenia wyrazach.

A skąd się wzięło [ž] w naszym języku? Jak napisałam na początku, było w nim od zawsze. Zresztą – nie tylko u nas. Oczywiście tej głoski i dotyczącej jej litery również dotyczą reguły wymienności (w tym przypadku na g, s, z, ź, dz, h). One też są spowodowane procesami fonetycznymi, które sprawiają, że głoski w różnych sąsiedztwach wymawiamy w różny sposób, co czasem przekłada się na pisownię. Tę wymienność widać też w wyrazach obcego pochodzenia, gdy porównamy ich pisownię z pisownią oryginałów.

A teraz mała ciekawostka.

Bywało też tak w naszym języku, że pewne procesy fonetyczne cofały zachodzące w wyrazach zmiany. Na przykład wyraz środa, jeszcze w staropolszczyźnie zapisywano jako śrzoda, a wymawiano jako [rž], ponieważ wcześniej mieliśmy tu [r’] – [*sr’]. Nastąpił tu jednak proces rozpodobnienia, który zachodzi, gdy w swoim sąsiedztwie występują identyczne lub podobne głoski (wymów sobie [śž], [zž]). Rozpodobnienie często słychać w gwarach, np. letki zamiast lekki. Ten proces dotknął też języka ogólnopolskiego właśnie w wyrazach środa czy źródło.

** Oczywiście trzeba pamiętać, że bywa i tak, że historycy języka nie zgadzają się ze sobą w kwestii etymologii jakiegoś wyrazu. Takich przypadków niezgadzania się ze sobą jest jednak mniej niż więcej. Badania etymologiczne poprzedzone są jednak żmudną pracą i ślęczeniem nad wieloma tekstami z różnych miejsc i czasów.

Ó i U

Głoskę [u] w języku polskim zapisujemy jako u lub ó. I tak jak w przypadku rz, również zapis ó prowadzi nas do tego, jaka litera występowała pierwotnie w danym wyrazie.

Ó w zapisie to pozostałość o.  A proces językowy, który doprowadził do zamiany o w u wyglądał następująco.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że do około XI wieku (lub przełomu XI i XII w.) w języku polskim występowały jery: ъ, ь (jeśli znasz rosyjski, to dobrze kojarzysz z miękkim znakiem i twardym znakiem). Były to takie krótkie samogłoski, nazywane czasami półsamogłoskami. Z czasem podzieliły się one na jery mocne i słabe. Te słabe w końcu zanikły, a mocne zamieniły się w pełne samogłoski.

Do XVI wieku w języku polskim funkcjonował iloczas – czyli samogłoski różniły się długością dźwięku. Do dziś iloczas występuje w języku czeskim.

Kolejną cechą, o której musisz wiedzieć, jest to, że w języku prasłowiańskim nie było czegoś takiego jak dwie samogłoski obok siebie. One zawsze oddzielone były spółgłoską. Tam, gdzie dziś widzisz w wyrazie dwie spółgłoski obok siebie, kiedyś był najprawdopodobniej jer słaby. Jery słabe występowały też na końcu wyrazów, bo, tu kolejna uwaga, każdy wyraz kończył się samogłoską.

Z takim tłem historycznym przystępujemy do historii ó.

Weźmy na przykład słowo bóg. Kiedyś był to bog, a jeszcze wcześniej pewnie *bogъ. Około XI w. jer słaby z końca wyrazu zaniknął, ale pozostała długość dźwięku, z którą coś trzeba było zrobić. Jer słaby oddał więc swoją długość wcześniejszej samogłosce i w ten sposób zaczęto mówić bōg, czyli z długim o. W wyniku kolejnych procesów fonetycznych, kiedy iloczas zaczął zanikać, ō zaczęło przechodzić w o pochylone, które fonetycznie zapisuje się [ou]. Takie o wpadające w u. A potem to już poszło i ostatecznie wymawiamy [u], ale piszemy ó.

I znów – bardzo łatwo zobaczyć, że w wyrazach z ó wymienia się ono na o w innych formach tego wyrazu lub w wyrazach pokrewnych. A jeśli się nie wymienia? Zobacz sobie, że w większości wyrazów z ó występuje ono przed zbitką spółgłoskową. A wiesz już, że drzewiej taka sytuacja fotyczna nie mogła mieć miejsca.

Oczywiście nie można być zaślepionym tym jednym kryterium i jedną wymyśloną regułę zastępować drugą. Bo na przykład taką skuwkę piszemy przez u, mimo że jest zbitka spółgłoskowa i w dodatku wiadomo, że końcówki -ówka piszemy przez ó. Tu znów kłania się historia języka. I nawet nie musimy zbyt dużo o niej wiedzieć. Skąd bowiem pochodzi wyraz skuwka? Od kuć, skuwać, a od nich utworzono rzeczownik skuwka, dodając końcówkę –ka. Nie było tam żadnego o, więc i ó być nie może.

Podobnie w słowie opiekun. Przecież wymienia się na opiekować? Tylko że końcówka –un jest w językach słowiańskich stosowana na oznaczenie wykonawcę czynności (nie tylko ona, -arz również). W tym wyrazie zawsze było u, więc długie u /ū/, powstałe po zaniknięciu jeru, nie miało jak zamienić się w ó.

W szkole uczyliśmy się również, że ó może wymieniać się na e lub a. I znów – ma to swoje uzasadnienie historyczne.

Widać to w wyrazie wiewiórka. Kiedyś na zwierzątko to mówiono wewerka, potem wiewierka, wiewiōrka, a w końcu wiewiórka. Prasłowiańskie e i ĕ miały właściwości zmiękczające (stąd [v’], a nie [v] w wymowie wiewiórka), zaś gdy występowały przed r zamieniały się w o. Dlatego wymiany ó możemy również szukać w głoskach a lub e.

W ogóle warto pamiętać, że samogłoska samogłosce nierówna. Teraz właściwie ich nie różnicujemy, ale kiedy w zapisie również zaznaczano jej długość, pochylność itp., które wpływały na wymowę sąsiadujących spółgłosek i na odwrót.

A teraz znów ciekawostka. W historii naszego języka są i takie wyrazy, w których rzeczywiście zapis „ó” nie da się niczym wytłumaczyć. No, może nie „niczym”, ale na pewno nie procesami językowymi. Wyrazem z takim „ó” jest ogórek.

Do XV w. pisano ten wyraz przez „u”, bo „ó” tam akurat być nie mogło – nie zachodziły w tym słowie żadne procesy fonetyczne, które by prowadziły do „ó”. A jednak… Od XVI w. zaczyna się pojawiać w tekstach pisanych „ogórek”. Dlaczego? Hipotez jest kilka.

„Być może na słowo ogurek oddziaływała ortografia takich wyrazów jak wzgórek czy pagórek powstałych od słowa góra przez dodanie przedrostków wz- i pa- i przyrostka zdrabniającego -ek. Ponieważ nasze słowo było do nich podobne brzmieniowo, i jemu bezsensownie wstawiono literę ó na miejsce litery u. Niewykluczone, że uznano, iż ogórek także składa się z przedrostka o-, rdzenia gór- i przyrostka -ek… Pamiętajmy o tym, że w XVI w. dopiero kształtowała się pisownia wielu wyrazów i wyrażeń”.

https://obcyjezykpolski.pl/o-historii-wyrazy-ogorek/

W słownikach z XVIII w. znajdziemy zapis „ogórek/ogurek”. Nikt tego nie prostował i w końcu została sama pisownia przez „ó”. Co ciekawe, nie zmieniono tego również w czasie reformy ortograficznej z 1936 r., kiedy to również ustalono pisownię kilku wyrazów niezupełnie zgodną z historycznymi procesami językowymi:

„zadecydowano, że będziemy pisać bruzda zamiast brózda (staropolska brozda), ślusarz zamiast ślósarz (niem. Schlosser), chrust zamiast chróst, dłuto zamiast dłóto, żuraw zamiast żóraw, pruć zamiast próć, puchacz zamiast puhacz (wyraz utworzony od puhania, czyli straszenia w nocy’) czy mrzonka zamiast mżonka, a także Jakub zamiast Jakób.
Tymczasem mżonka przez ż miała uzasadnienie, gdyż słowo to wywodzi się od czasownika mżyć (dawniej mówiono, że się ‘coś komuś przywidziało, przymżyło’). Nie uznano również pisowni Jakób (z łac. Jacobus, heb. Jaaqob, ang. Jacob). Postanowiono, że skoro mamy w tym imieniu do czynienia z niewymiennym ó, to będzie lepiej, gdy litera ó zostanie zastąpiona przez literę u”.

https://obcyjezykpolski.pl/o-historii-wyrazy-ogorek/

I tak, to są prawdziwe wyjątki. Czyli taka pisownia, która przeczy procesom językowym. Jak widać, nie jest ich dużo i wszystkie są wynikiem konwencjonalnej (czyli ustalonej odgórnie) zasady pisowni. Dlatego jeśli już masz się czepiać pisowni jakichś wyrazów, to rób to w odniesieniu do tych podanych wyżej przykładów. W tym przypadku jest to jak najbardziej uzasadnione.

CH i H

A na koniec chyba najmniej zrozumiały proces, czyli różnicowanie ch i h.

Nie wiem, ile masz lat, ale mnie w szkole jeszcze uczono, że huśtawka wymawia się inaczej niż chusta. Teraz ta dźwięczność jest już słyszalna szczątkowo. H stosowano na oznaczenie dźwięcznego h – [γ]. Ch na oznaczenie h bezdźwięcznego [x].

Głoska [x] (i stosowany na jej oznaczenie dwuznak ch) jest rdzennie polska. Czasem głoska ta była od początku w słowie, czasem w niektórych połączeniach spółgłoskowych, gdy już zanikły jery, w wyniku procesów fonetycznych ch pojawiało się w miejscu k. Na przykład w wyrazie chcę było „k” (kcę), zresztą, to dziś słychać gwarowe khcę. Natomiast w kcę pod wpływem spółgłoski c spółgłoska k przeszła w [x] oznaczane dwuznakiem ch.

Dźwięczne h [γ] tak naprawdę nie jest polskie i przyszło do nas z innych języków słowiańskich. Zaczęło zaś zanikać około XVII wieku. Pozostało jednak cechą regionalną, i w pewnym momencie wróciło do języka ogólnopolskiego przez emigrację wewnętrzną – ludzie z Kresów przenoszący się na Śląsk czy Pomorze.

Wszędzie tam, gdzie mamy wyraz z h możemy być pewni tego, że:

– albo nie jest to wyraz rodzimy (jak hamak, hipopotam, hamulec, hołota),

– albo jest to wyraz rodzimy, którego wymowa zmieniła się pod wpływem sąsiednich języków słowiańskich, a najczęściej wcześniej zamiast „h” było „g” (np. hańba do XVI w. była gańbą, a z języka czeskiego przejęliśmy owo dźwięczne h; hardy i gardzić mają ten sam rdzeń, tylko w czasowniku zostało g, a w przymiotniku, pod wpływem sąsiadów, pojawiło się h).

Choć nie do końca jest tak, że dźwięczność h zanikła. Pojawia się ona w grupach tzw. spółgłosek właściwych. Polacy wymawiają dźwięczne h [γ] w ciągu dach domu [daγdomu], w wyrazie niechby [nieγby] czy w imieniu Bohdan [boγdan].

Jako ciekawostkę można dodać, że na przykład na Łotwie nastąpił odwrotny proces –  dźwięczne h [γ] wyparło bezdźwięczne ch [x].

***

Jak widzisz, wbrew powszechnej opinii, wyjątków w ortografii polskiej wcale nie jest dużo, a te które są, wynikają z odgórnych ustaleń. I, powtórzę się, tu nie mam żadnych problemów z tym, że ktoś je kwestionuje, bo rzeczywiście jest to wynik czyjegoś silniejszego głosu.

Inaczej ma się sprawa z tym zapisem, który wynika z historycznych procesów językowych i dzięki niemu mamy dostęp do bogactwa naszego języka i jego… logiczności.

Natomiast samo kwestionowanie zasad ortograficznych czy innej wymowy i innej pisowni, to trochę oddzielny temat, na który zapraszam do artykułu: Poprawna pisownia – szacunek wobec języka czy system opresji?, który już niedługo pojawi się na blogu.

Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *