fbpx
jak czytać krytycznie
Artykuły,  Język,  Kultura,  Literatura,  Z życia wzięte

Krytyczne czytanie: literatura na trudne czasy fake newsów i modnych bzdur

Obserwacja rzeczywistości pedagogicznej na różnych poziomach edukacji składnia do wniosku, iż nasi uczniowie i studenci przyjmują słowo drukowane bez “protestu”, nie podejmują polemiki z tekstem, nie posiadają umiejętności powątpiewania o prawdziwości wielu twierdzeń, nie formułują pytań, a co najważniejsze, nie są odporni na chwyty propagandowe nacechowane emocjami, a przez to w dużym stopniu wypaczone interpretacje wielu faktów.

M. Plenkiewicz, Czytanie krytyczne w teorii i praktyce pedagogicznej

Krytyczna intuicja

Mocne, prawda? Uczniowie i studenci stają się potem dorosłymi, którzy nie są w stanie rozpoznać manipulacji ani pseudonauki. W internetowej rzeczywistości globalnej wioski (która wkrótce, przez działania rządów niektórych państw, jak np. Chiny czy Rosja, przestanie być już taka globalna i znów się rozdzieli) informacje docierają do nas tak szybko i w takiej ilości, że gubi się każdy, kto nie jest ekspertem w jakiejś dziedzinie. Świat widzimy oczami innych i, wbrew pozorom, wcale nie dużo bardziej niż kiedyś – to nasza rzeczywistość. Jak wśród tych głosów rozpoznać te, które rzetelnie starają się przedstawić fakty i nadać im interpretację, a nie nadinterpretację? Nie wiem, czy Was to pocieszy, ale nie jest to wyłącznie problem ery Internetu. Pytania takie stawiał sobie już… Sokrates. I również on nie potrafił dać jednoznacznej odpowiedzi na nie.

Skąd ten temat? Przyznam, że ilekroć czytam tekst, który w jakiś sposób zahacza o moje kompetencje (czyli literaturoznawczy lub teologiczny, dotyczący wydawania książek, pisania książek lub taki, w którym te tematy są poruszone lub pojawiają się jako kontekst do głównego tematu) i widzę, że ktoś pisze rzeczy odbiegające od stanu faktycznego, zastanawiam się, ile tak zwanych bzdur znajdują biolodzy w artykułach dotyczących zdrowia, przyrody itp.; matematycy lub statystycy widzący jakąś analizę danych; inżynierowie czytający o sposobach naprawiania czegoś i tak dalej, i tak dalej, a których ja, nie będąca ekspertem w tej dziedzinie, nie wyłapuję. Ile w tych artykułach jest rzetelnego sprawdzenia faktów, a ile wniosków dostosowanych do założonej tezy?

Nie jestem mądrzejsza od Sokratesa i nie podam idealnej recepty na to, jak rozpoznać, czy tezy postawione w danym tekście są zgodne z faktami czy nie. Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie podać satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie. Chciałabym jednak wykorzystać swoje wykształcenie historyka literatury i pokazać, w jaki sposób czytać w ogóle, zwłaszcza literaturę, by wspomóc nasze krytyczne myślenie, umiejętność odróżniania prawdy od fałszu. By wyrobić w sobie krytyczną intuicję.

Praktyka czyni mistrza

Przede wszystkim im więcej naszego czytania i związanego z nim krytycznego myślenia na temat przeczytanych lektur, tym większa w nas umiejętność krytycznego podejścia do serwowanych nam informacji: w książkach, mediach, rozmowach, debatach itp. Przy czym bycie krytycznym nie oznacza oczywiście krytykowania. Krytyczny w tym znaczeniu odsyła do swojego greckiego źródłosłowu kritikos – ‘rozsądzający’. Mamy więc rozsądzić, czy informacje, które do nas docierają są warte zawierzenia im. A ponieważ tych informacji jest mnóstwo, nie mamy możliwości, by prawdziwość wszystkich sprawdzić osobiście. Musimy wówczas posiłkować się tym, co sprawdzili dla nas inni (np. demagog.org.pl, Ceiling Sejm – kot sejmowy, outride.rs, dzialzagraniczny.pl) albo wykształcić w sobie krytyczną intuicję.

W książce Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni, autor, snując rozważania o tym, kogo można nazwać ekspertem, przywołuje badania dotyczące mistrzów szachowych:

Wyniki pokazują, że aby zostać ekspertem, potrzeba około trzech tysięcy godzin gry, ale żeby zostać mistrzem – trzeba już około 10 razy więcej. (…) Wykorzystując swoje własne doświadczenie, dana osoba [mistrz – dop. A.S.] rozwija w sobie “wyczucie tego, co się dzieje, intuicyjne wyczucie tego, co jest istotną informacją, a co szumem tła – bądź co prawdopodobnie okaże się właściwym podejściem do problemu, a co marnotrawieniem czasu.

M. Pigliucci, Bujda na resorach. Jak odróżnić naukę od bredni, Warszawa 2019, s. 367, 368.

Te rozpoznania autor przekłada na naukę, ale możemy je również wykorzystać w krytycznym czytaniu. Im więcej doświadczenia w czytaniu i analizowaniu tekstów, tym większa intuicja (czyli podświadome przetwarzanie informacji przez mózg) i umiejętność osądzenia, czy to, co czytamy nie jest przypadkiem manipulacją albo nadinterpretacją lub zwykłym kłamstwem. Właśnie taki jest jeden z celów analizowania tekstów literackich na lekcjach języka polskiego. Poznajemy naszą kulturę, ale również uczymy się czytać teksty – rozpoznawać, w jaki sposób zostały napisane, w jakim celu i co mają wywołać w odbiorcy. Te wszystkie epitety i metafory wyszukiwane w wierszach, rozmawianie o emocjach, które wzbudzają w czytelniku, mają uwrażliwić młodzież, a potem dorosłych na to, jak sposób napisania dzieła wpływa na interpretacje świata.

Poniżej znajdziecie kilka uwag dotyczących naszego dorosłego już czytania. Tak by wyrobić w sobie krytyczne myślenie lub go nie zatracić.

Uważne czytanie

W czasach, w których większość Polaków nie czyta w ogóle żadnych książek, wyzwania w stylu: “Przeczytam 52/100/120 książek w roku”, “Przeczytam 100 arcydzieł literatury”, “Przeczytam wszystkie dzieła Bolesława Prusa”, są godne pochwały. Popularne są również kursy szybkiego czytania, mające wspomóc w efektywnym przyswajaniu wiedzy. Przypomina mi się w tym kontekście książka, którą ostatnio wypożyczyliśmy z dziećmi w bibliotece: O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki Olivera Jeffersa. Henio, bohater, pożera książki dosłownie. A im więcej ich je, tym jest mądrzejszy. I nie, nie, nie. Henio nie pożera tylko kioskowej literatury niskich lotów. W jego menu są też słowniki, encyklopedie, poradniki. Tak, to o nas! Jesteśmy oczytani, czyli mądrzejsi. Henio również staje się cooooraz mądrzejszy, mądrzejszy nawet od rodziców i nauczycielki. Ale w końcu w jego głowie wszystkie te przeczytane mądrości mieszają się i… Henio nie jest już taki mądry (aczkolwiek to nie koniec historii). Morał płynący z tej pięknej książki (tak w ogóle wszystkie książki tego autora są piękne) jest jasny. Książek nie należy połykać, tylko warto je smakować.

uważne czytanie

Uważność, tak ostatnio polecana, sprawdza się również w lekturze, po to, by czytanie nie stało się zaliczaniem na ocenę (tym razem nie w szkole, a w życiu społecznym). Co to oznacza w praktyce?

  • Robienie przerw w trakcie czytania.
  • Zadawanie sobie pytania: co przeczytałam przed chwilą?
  • Zastanawianie się, co mi się podobało, a co nie.

Wcale nie trzeba robić z tego jakichś myślowych elaboratów. Już krótki namysł zmienia podejście do czytanego tekstu. Niezależnie od tego, czy to Kalkwerk Bernharda (tego to nawet nie da się przeczytać jednym ciągiem), czy kryminał Chmielewskiej (starej daty jestem, nie dotarłam jeszcze czytelniczo do Mroza czy Bondy. No dobra, Chmielarza czytałam).

O tym, jak działa uważne czytanie, mówi ciekawy artykuł dotyczący interaktywnego czytania z dziećmi i jego wpływu na ich inteligencję.

Wiemy to m.in. dzięki temu, że 3 lata temu zespół naukowców z Nowego Jorku podjął się trudnego wyzwania – badacze postanowili stworzyć opartą na dowodach naukowych bazę skutecznych interwencji wpływających na inteligencję dzieci. W tym celu przeanalizowano dane dotyczące kilkudziesięciu potencjalnych „dopalaczy” intelektu – co jasne wśród dopalaczy, które wzięto pod lupę znalazło się także czytanie. Do analiz wybrano wyłącznie randomizowane badania, czyli że się tak wyrażę – badania najlepszego sortu. Pierwsze analizy wprawiły jednak badaczy w konsternację, bowiem i owszem okazało się, że czytanie wpływa korzystnie na IQ małolatów, ale dane są bardzo niespójne, bo pomiędzy wynikami w poszczególnych publikacjach są spore różnice. Ta skandaliczna niesubordynacja danych obudziła w mądrych głowach zew kopania głębiej, który nakazał im oddzielenie badań w których sprawdzano „zwykłe” czytanie od tych w których sprawdzano czytanie „interaktywne”.
I to był moi mili strzał w dziesiątkę – to właśnie interaktywne czytanie w trakcie którego rodzice zadawali dziecku otwarte pytania, podejmowali jego przemyślenia i zainteresowania, a przede wszystkim zachęcali by nie było li tylko biernym słuchaczem, ale też aktywnym i możliwie jak najbardziej zaangażowanym uczestnikiem historii – wiązało się ze zwiększeniem IQ gagatków o kilka solidnych punktów.

Alicja Kost, Rodzicu robisz to źle, czyli jak czytać dziecku, by wyciągnąć z książek to, co najlepsze, mataja.pl

Skoro interaktywne czytanie tak wpływa na dzieci, intuicyjnie zakładam, że podobne procesy zachodzą w mózgu dorosłego człowieka. Czyli opłaca się. Będziemy mądrzejsi nie tyle przez czytanie dużej ilości książek, ile przede wszystkim przez ich uważne czytanie.
Tu przydaje się wszelkie podkreślanie (o tym za chwilę), a co ambitniejsi (lub z większą ilością czasu) mogą pokusić się o założenia dzienniczka lektur. Wystarczy kilka zdań: o czym, jak napisana, plus i minus. Tak będziemy ćwiczyć się w naszej intuicji rozpoznawania wzorów tekstowych.

Pages: 1 2 3 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.