Kobieta czytająca przewodnik wśród tłumu ludzi
Artykuły,  Biznes i marketing,  Język,  Kultura,  Literatura,  Rozmyświanki

Czy czytanie literatury może być aktem oporu wobec big techów?

Czytanie jako akt oporu ma całkiem długą tradycję. Ot, przechadzanie się z tomikiem Miłosza pod pachą było za PRL-u aktem politycznym. Wokulski rzucający o ścianę tomikiem poezji Mickiewicza również dokonał aktu oporu – wobec romantycznej narracji o miłości. Gdy dziś dosłownie topimy się w treściach wygenerowanych przez narzędzia oparte na AI, gdy big techy w różnych formach wmawiają nam, że liczy się tylko szybko, tylko dużo i tylko łatwo, czytanie literatury pięknej, zwłaszcza bez opowiadania o tym w mediach społecznościowych, może być małym aktem oporu o bardzo dużych skutkach. Przede wszystkim dla nas samych.

Każde moje sięgnięcie po książkę jest jednocześnie niesięgnięciem po smartfon – żeby wejść na platformę streamingową, żeby poscrollować. Kiedy się nudzę, kiedy odpoczywam, kiedy czekam, kiedy dopada mnie niepokój. Odruchowo, bo tak szybko się przyzwyczaiłam, sięgam po telefon. Mój ADHD- owy mózg mi w tym bardzo pomógł. Ale mam już dosyć tego sięgania. Nawet ja.

Okazało się, że bardziej niż powody zdrowotne przekonuje mnie moja niechęć do bycia kontrolowaną. Mam szczęście do takiego zawodu, który sprawia, że moja historia wyszukiwania w internecie może zdziwić i łatwo nie daję się sklasyfikować. Zajmuję się badaniem literatury, redakcją książek, czasem jeszcze korektą, a tematy tekstów, nad którymi pracuje, są bardzo, ale to bardzo różne. A jednak irytuje mnie pozostawianie śladu. I nie po to, żeby ludzie gdzieś tam dowiedzieli się, kim jestem, bo to nawet okej. Ale ceną za to jest pozostawianie również mojego śladu, który jest monetyzowany. Moja obecność jest walutą. Im mnie więcej, tym więcej zarabia… nie, nie ja zarabiam, a właśnie big techy.

Najgorsze, że jakby nie mamy wyjścia. Nie skontaktowałabym się przecież z Tobą tak łatwo, gdyby nie media społecznościowe, gdyby nie wyszukiwarka, której boty przeczesują również moją stronę i profile. Z usług części gigantów świadomie nie korzystam, ale z niektórych jednak nie rezygnuję, mimo że wiem, co mają za uszami, do czego dążą.

Bo big techy tak działają, jak to w prześwietny sposób opisała Sylwia Czubkowska w książce Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad światem – najpierw powoli, systematycznie, tanio, uzależniając od siebie, zachęcając promocjami, a potem, gdy już nie ma konkurencji, wyjeżdżają z bańki, drąc się: „płać, dawaj dane, nie masz wyjścia“. No więc płacę.

Ale nie. Miało być o akcie oporu.

Płacę. Ale już mniej. Bo okazuje się, że nie muszę wszystkiego oglądać. Nie muszę być na bieżąco ze wszystkimi trendami. Nie muszę znać wszystkich influencerów. Właściwie nic nie muszę, by żyć, poza jedzeniem, wodą, tlenem, wypróżnianiem (jak mówił Sheldon z The Big Bang Theory), a ja dodałabym jeszcze – poza relacjami, bo bez nich umieramy.

I powoli każde moje niesięgnięcie po smartfona jest jednocześnie sięgnięciem po książkę lub zajęciem się jakąś relacją albo swoimi myślami.

Podrzucam Ci kilka moich sposobów na małe akty osobistego czytelniczego oporu wobec, zdawałoby się, wszechmocy big techów.

1. Im częściej sięgam po książkę, tym rzadziej sięgam po smartfona, platformę streamingową, zakupową

Big techy nie łapią już tak mojej uwagi, więc tracą na tym finansowo. Nie wiem jak Ty, ale gdy widzę, jak owe firmy łatwo nie płacą podatków – trochę mnie coś strzela. Dlatego mniej mnie w ich przestrzeniach, mniej informacji, mniej danych do sprzedania = mniejszy zarobek big techów. W skali mikro, ale, jak to mówi przysłowie, ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka. Zresztą, przykład „mody na wegetarianizm“ pokazuje, że powoli, powoli można zmienić zachowania konsumentów, ich upodobania i nagle okazuje się, że już nie tylko schabowy jest smaczny. Niby się nie da, a jednak się da.

2. Czytam literaturę piękną

To te książki, które nie są poradnikami, nie służą wiedzy, nie są związane z pracą (no, prawie, akurat z moją pracą jest związana literatura piękna). Chodzi o to, czego czytanie może być uznane za nieproduktywne. Na pohybel presji produktywności i nieustannemu zarabianiu coraz to większych pieniędzy. Chyba najbardziej rebelskie jest obecnie czytanie dramatów – nikt o tym nie mówi, mało kto pisze, bo lepiej poczytną powieść przełożyć na tekst dramaturgiczny i więcej ludzi przyjdzie na spektakl.
A swoją drogą – jak się poczyta wywiady, albo ich posłucha, z różnymi CEO big techów, to okazuje się, że oni osobiście najbardziej cenią filozofię, literaturę piękną, każą je również poznawać swoim dzieciom, bo to one rozwijają myślenie, również techniczne. „Mięsnym interfejsom“ (określenie prof. Andrzeja Dragana, zafascynowanego AI), czyli nam, maluczkim, pozostaje korzystanie z łatwych odpowiedzi czata – tylko na tyle zasługują.

3. Czytam dla siebie i nie pokazuję tego

Mam trochę utrudnione zadanie, bo czytanie i mówienie o tym, co przeczytałam wpisane jest w mój zawód. Ale nie mówię o wszystkich książkach, które przeczytałam. A właściwie mówię, ale nie w mediach społecznościowych. Rozmawiam z rodziną, ze znajomymi, w moich programach, podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów. Tylko mała część ląduje na platformach.
Jeśli nawet prowadzisz bookstagramowe konto, czy w jakikolwiek inny sposób wypowiadasz się publicznie o książkach, zachowaj niektóre dla siebie i najbliższego grona. To podejście uwalnia od presji nieustannego postowania, dzielenia się, wypowiadania się i prowadzi do kolejnego aktu oporu.

4. Rozmawiam o tym, co przeczytane twarzą w twarz

Może być offline, może być online, ale chodzi o to, by nie produkować reakcji, komentarzy, udostępnień, a rzeczywiście porozmawiać, poniezgadzać się, podyskutować z żywym człowiekiem, poczuć społeczne hamulce przed nazwaniem kogoś debilem, a w zamian za to włączyć ciekawość drugiej osoby i jej podejścia.

5. Czytam wolniej, mniej, nie wszystko, co jest na topie

Jako historyczka literatury wiem, że nie wszystko złoto, co się świeci (tak, przysłowia są mądrością narodu). Czas weryfikuje bardzo mocno, co naprawdę jest dobrą literaturą. Zazwyczaj więc nie sięgam po tak zwane bestsellery* w momencie ich wydania. Takie podejście pozwala również rozkoszować się tekstem, a nie spinać, bo trzeba przeczytać na już, trzeba się przecież wypowiedzieć, bo jak się nie wypowiem, to świat o mnie zapomni i zginę w otchłani niepamięci.
Wolniejsze czytanie nie jest dziś promowane – co to za inteligent, który nie czyta ponad 52 książek rocznie. A jednocześnie wolne czytanie jest obecnie bardzo wymagające, bo cyfrowa rzeczywistość nie sprzyja koniecznemu w tym skupieniu. I dochodzimy do takich absurdów, że TikTokowi influencerzy książkowi nawet chwalą się tym, że w powieściach czytają tylko dialogi i chodzi o zaliczenie jak największej liczby książek, a nie ich przemyślenie.
A ja mówię: wolniej. Czytelnicze flow da się osiągnąć, choć, nie przeczę, potrzeba do tego nieco silnej woli.

* Że już nie pomnę na absurd nazywania bestsellerem książki, którą dopiero zaczyna się sprzedawać.

6. Sięgam po teksty, które są dla mnie wyzwaniem

Wbrew presji łatwości (tak, według mnie istnieje taka), od czasu do czasu sięgam po teksty, które są dla mnie wymagające. Takie, przy których muszę się wysilić, żeby zrozumieć. W moim przypadku są to wszystkie teksty związane z fizyką, ale tą bardziej niż na podstawowym poziomie. Bo łatwość usypia mózg, rozleniwia go. A ja wiem, z doświadczenia, że im częściej czytam takie teksty, tym więcej z nich rozumiem. Niekoniecznie wszystko, ale nie to jest moim celem.

7. Przelewam myśli z książek na papier

To jeszcze inna odsłona wolniejszego czytania, bo robienie notatek spowalnia, a robienie ich ręcznie – jeszcze bardziej. Zaś nie posiadanie ich pod ręką w telefonie, każe odłożyć tenże, gdy chcę sięgnąć do notatek. Nasz mózg inaczej działa podczas pisania ręcznego niż podczas robienia ręcznych notatek. Pisanie odręczne przywraca nam też naszą cielesność, to, kim naprawdę jesteśmy. Czaty nie mają swojego charakteru pisma. Ja i Ty mamy, a nasz charakter również jest jakimś komunikatem, niedostępnym AI.
Inna sprawa, że takie ręczne robienie notatek najzwyczajniej w świecie pomaga zapamiętywać to, co przeczytane, a potem używać tego w rozmowie.

8. Nie wrzucam selfie czy filmików siebie czytającej

Mam kilka zdjęć i filmików z książkami. Robione one były na potrzeby promocji. Mam również takie, które zrobił mi ktoś w prywatnych sytuacjach. Nie zrezygnuję z nich z jednego powodu – ja wtedy naprawdę czytałam 🙂 Natomiast nie mam najmniejszego zamiaru robić sobie selfie albo filmiku selfie podczas czytania. Wolę naprawdę poczytać.

9. Nie fotografuję się z książką jako atrybutem inteligenckości

Czy jeśli czytam, ale nie fotografuję się z książką, nie pokazuję regałów z równo ustawionymi woluminami, to znaczy, że nie czytam? Według iluzji stworzonej przez media społecznościowe – tak właśnie jest. Jak kiedyś „nienazwane nie istniało“, tak teraz „nieobfotografowane i wrzucone w mediach społecznościowych nie istnieje“. Otóż ja istnieję i czytam nawet jeśli tego nie widać w mediach. I nie muszę wszystkim na około tego udowadniać. Swoją drogą – gdy spojrzysz na stare zdjęcia z profesorskich mieszkań, to zobaczysz, że żaden nie miał poukładanych książek kolorami. Raczej stosy, nierówności, wypadanie itp.

10. Nie czytam książek wygenerowanych przez modele językowe (czaty) lub napisanych z ich użyciem

Doceniam przede wszystkim twórczość ludzką – to, według mnie, akurat ogromny akt oporu, kiedy zewsząd słyszymy, jak to wspaniała jest AI. Chciałam zauważyć, że AI byłaby niczym bez człowieka i jego aktów twórczych. To również sprzeciw wobec bezprawnego wykorzystywania ludzkiej twórczości do trenowania modeli generatywnej sztucznej inteligencji.
Poza tym, czytając takie teksty, przyzwyczajasz się do pewnego sposobu wypowiadania się, Twój zasób językowy zmniejsza się, bo modele językowe nie generują nowych połączeń wyrazowych, w wygenerowanych tekstach nie pojawiają się słowa nieadekwatne, a jednak powodujące, że inaczej patrzysz na dany problem.

11. Sprawdzam informacje również offline

Tak, wiem, czasem potrzebuję czegoś na szybko. Zresztą, gdyby nie dostęp do zasobów w internecie, lata temu nie napisałabym tak fajnego doktoratu z teologii. Ale gdy mam czas, zaglądam również do słownika w wydaniu papierowym, żeby sprawdzić, jak coś się pisze; znajduję informację w encyklopedii (w bibliotekach są jeszcze jakieś), w książce tematycznej. Zajmuje to więcej czasu, wiem, ale jednocześnie w mózgu pojawiają się nowe połączenia neuronowe, można zbudować sobie większy kontekst, złapać nitki zależności. To działa tylko z pożytkiem dla nas wszystkich.

Na razie to tyle. Kiedy odkryje swój kolejny mały akt oporu, zaktualizuję ten wpis.

Jeśli jesteś tą osobą, która czuje niepokój w związku z tym, jak gęstą siecią oplotły nas big techy, możesz wprowadzić moje małe akty oporu do swojego życia, a jednocześnie szukać swoich. Nie chodzi o to, żebyśmy teraz w ogóle zrezygnowali z technologii, ułatwień, ale, Make Technology Great Again jako użytecznego narzędzia, które wspiera nasz świat, nasze relacje, a nie je niszczy i wykorzystuje do cna, by 1% ludzkości żerował na większości.

Ziarnko do ziarnka…

Jak to mądrze podsumowała kiedyś dziennikarka Gosia Frazer – nie ma sensu myśleć, że uratujemy świat przed destrukcyjnymi zmianami, które fundują nam big techy, ale możemy uratować siebie jako jednostki i naszych najbliższych.

A już ode mnie dopowiem, że, kto wie… Bo wiesz, ziarnko do ziarnka…

Z tego właśnie podejścia zrodziły się moje różne pomysły na wsparcie czytania jako powrotu do rzeczywistości i jako sposobu budowana relacji, które są prawdziwe.

Jeśli zaciekawiło Cię to, o czym napisałam, sprawdź, czy wśród moich propozycji znajdziesz coś dla siebie.

BLOG

Na blogu znajdziesz różne teksty dotyczące klasyki literatury z dorosłej perspektywy, języka, świadomego czytania, wywiady z ciekawymi ludźmi, odnośniki do moich tekstów literaturoznawczych. Częstuj się.

BEZPŁATNE MATERIAŁY I WYDARZENIA

BEZPŁATNE NEWSLETTERY

LECTORIS MUSCULUS

PROGRAMY

Wybierz coś dla siebie i twórz swoje małe akty oporu.

PS. Według wtyczki sprawdzającej tekst pod kątem SEO, mój tekst świeci się na czerwono ponieważ:

  • Początek tekstu jest dłuższy niż 300 słów i nie jest oddzielony żadnym nagłówkiem.
  • 1 akapitów zawiera więcej niż zalecana maksymalna liczba słów (150).
  • 17.3% zdań zawiera więcej niż 20 słów, czyli więcej niż zalecane maksimum 15%.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *